Tata Antonietty

Niedziela 26/2014 Niedziela 26/2014

Nie był ważnym człowiekiem swojej epoki. Nie zbudował odrzutowca ani nie obronił świata przed wojną. Jego nazwisko nie znajdowało się na pierwszych stronach gazet. Urodził się we Włoszech, w Puglii. Dorosłe życie spędził w Rzymie. Był mężem i ojcem czwórki dzieci, troje z nich zmarło. Jedno z nich – Antonietta czeka, aż Kościół ogłosi ją błogosławioną. Ta historia jest dedykowana naszym ojcom. Opowiada nie o superbohaterze z kreskówki, nie o miliarderze z plakatu, ale o ojcu, który dał światu Służebnicę Bożą.

 

Ślub z miłości

Michele Meo poznał Marię 22 marca 1914 r. w Rzymie. Niedługo potem oświadczył się i został przyjęty. Był bardzo szczęśliwy i z niecierpliwością czekał na ślub. Jednak w Europie trwała wojna i zakładanie rodziny nie było zbyt rozsądne, zdecydował się więc poczekać.

Czas narzeczeństwa odsłonił różnice między nim a Marią, z których nie zdawał sobie sprawy. Była wierząca. Każda wizyta w jej domu kończyła się wspólnym odmawianiem Różańca i polecaniem ich przyszłej rodziny Matce Bożej Pompejańskiej. Michele nie był gorliwym chrześ-

cijaninem, dopiero w małżeństwie obecność na niedzielnej Mszy św. stała się dla niego oczywista. Jednak mimo pewnej swobody w traktowaniu praktyk religijnych Michele modlił się wieczorem, a każdego roku 7 grudnia – w wigilię Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny zachowywał post ścisły do samego wieczora. Wyniósł ten zwyczaj z dzieciństwa. Jego żona po latach wyznała, że jest przekonana, iż ta właśnie praktyka sprawiła, że jako chrześcijanin odczuł wreszcie nieodparte pragnienie podążania drogą doskonałości.

Cztery lata po zaręczynach odbył się ślub. Michele czekał cztery lata i poślubił Marię z wielkiej miłości. Później zabrał ją w podróż poślubną do Neapolu i Pompejów. Udało mu się nawet spełnić jej marzenie: w sanktuarium w Pompejach spotkali się z Bartolomeo Longo.

Ojcostwo zranione

Rok później został ojcem Giovanniego. W sumie ich małżeństwo dało światu czwórkę dzieci, z których Bóg powołał do siebie w krótkim czasie aż troje. Giovanni był jedynym chłopcem, kolejno na świat przychodziły córki. Michele od początku małżeństwa bardzo chciał mieć dzieci, Maria nie była pewna. Mimo swojej ogromnej religijności i zaufania, którym darzyła Boga – wahała się, macierzyństwo wywoływało w niej lęk. Pierwsze chwile ciąży z Giovannim wspominała jako czas lęku okupionego łzami. Michele nie miał wątpliwości nawet przez chwilę.

Był ogromnym wsparciem dla Marii. Strach i obawy żony nie tylko go nie zrażały, ale wyzwalały w nim pokłady nieznanej dotąd czułości i męstwa. Po narodzinach syna otoczył chłopca miłością niemal matczyną. Gdy dwa lata później, zarażony zapaleniem jelita cienkiego i okrężnicy, Giovanni umierał, Michele płakał w głos. Jego ojcowska miłość została zraniona po raz pierwszy.

Jedność w żałobie

Po śmierci syna nie uciekł ani w używki, ani w pracę. Cierpiał ogromnie. Nie wiemy – bo nie zapisano żadnego świadectwa – w jaki sposób poradził sobie z bólem. Nie wiemy, jak przeżywał żałobę. Jednak w książce pt. „Nennolina, sześ-

cioletnia mistyczka” Maria, mówiąc o swoich uczuciach z tego okresu, wciąż używa liczby mnogiej. Nie opisuje tylko swojej rozpaczy, ale mówi: „cierpieliśmy”, „płakaliśmy”, „nasz” Giovanni. To pozwala mieć pewność, że w żałobie Maria nie była sama, był z nią mąż. Nie zarezerwowała smutku dla matczynego serca, ale podzieliła go z sercem taty dziecka. Nie wiemy, które z nich miało większą łatwość w wyrażaniu emocji. Jeśli Michele nie ukrywał łez, to oznacza również, że Maria stwarzała przestrzeń dla jego ojcowskiej żałoby. Dość często zdarza się, że matki po stracie dziecka tak bardzo cierpią, iż rola męża sprowadza się do wyrywania żony z totalnej rozpaczy, a smutek mężczyzny schodzi na dalszy plan. A w małżeństwie państwa Meo nie było dwóch osobnych rozpaczy – były żałoba i ból podzielone i opłakane razem, w jednoś- ci. To ważne, bo o ile śmierć dziecka sprawiła, że przestali być rodzicami, o tyle jednak nie przestali być małżonkami. To z kolei pozwala na wysnucie wniosku, że śmierć syna nie oddaliła ich od siebie, a wyznana przez Marię radość z oczekiwania na drugie dziecko oznacza, że więź między nimi była naprawdę głęboka.

Psychologowie uczą, że sposób, w jaki matka i ojciec przeżywają żałobę po śmierci dziecka, jest bardzo różny. W dużym stopniu zależy on od tego, jaka jest relacja w związku. Bywa tak, że związek dwojga nie wytrzymuje takiej próby i o ile kobieta zdolna jest „wypłakać” stratę, co przynosi ulgę, o tyle mężczyzna zamyka się w sobie nie tylko przed światem, ale też przed Bogiem i żoną. Michele Meo, żegnając kolejno trójkę swoich dzieci, nie oddalił swego serca ani od Marii, ani od Boga. W jaki sposób udało mu się nie ulec egoistycznej rozpaczy?

Modlił się codziennie

Duchowość Michele Meo, jego życie wewnętrzne, pozostaną dla nas tajemnicą. Nie znamy na razie żadnych zapisków, notatek ani świadectw mówiących o tym, jak układał swoje relacje z Bogiem. Możemy próbować rekonstruować jego zaangażowanie w życie Kościoła na podstawie książki Marii. Jego postawy można odnaleźć wtedy, gdy pojawiają się informacje o tym, w jaki sposób rodzina Meo obchodziła święta Bożego Narodzenia, przyjęcie I Komunii św. przez Antoniettę albo gdy w 1933 r. włączyła się w obchody Jubileuszu Odkupienia, pielgrzymując do kolejnych bazylik, by otrzymać odpust. Michele trzymał wtedy za ręce obie swoje córki, Margheritę i Antoniettę, i odpowiadał cierpliwie na długą listę dziecięcych pytań.

Maria wspomina w swoim świadectwie, że mąż modlił się codziennie, chociaż wydawało się, że jego życie wiarą nie płonie, nie zaraża innych. Codziennie też wspólnie odmawiali Różaniec. Nawet gdy ich codzienność osuwała się w przepaść po stracie kolejnego dziecka, Michele nie rezygnował ze swojej praktyki postów przed uroczystością Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama