Dokonało się niepojęte

Niedziela 14/2015 Niedziela 14/2015

Z ks. prof. Józefem Naumowiczem z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego i Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Warszawie – znawcą wczesnego chrześcijaństwa – rozmawia Andrzej Tarwid

 

– Jakie były okoliczności odnalezienia Krzyża?

– Tradycja jest taka: ok. 326 r. cesarz Konstantyn zezwolił na budowę bazyliki w centrum Jerozolimy, na miejscu, które było uważane za dawną Golgotę, czyli skałę, na której stanął krzyż Jezusa. Należało to miejsce uporządkować, usunąć z niego zrujnowaną świątynię pogańską, którą postawili tam Rzymianie. I wtedy, pod tymi gruzami, w rozpadlinie skalnej odnaleziono drzewo krzyża, które – kiedy powstała tam bazylika – wystawiono do czci i adoracji. Nastąpiło „podwyższenie” krzyża do czci. Ten kult relikwii przypadał zwłaszcza w dniu 14 września, który nazwano świętem Podwyższenia Krzyża.

– A skąd wiedziano, że to ten Krzyż?

– Starożytne źródła nie mają wątpliwości. Po pierwsze wraz z krzyżem odnaleziono „Titulus Crucis”, czyli inskrypcję, którą Piłat kazał zamieścić nad krzyżem: „Jezus Chrystus, król żydowski”. Ponadto autorzy już w końcu IV wieku podają, że odnaleziono trzy krzyże, a jeden z nich przykładany do chorych – uzdrawiał. To był znak, do Kogo należał.

 – Ale przecież do cudownego uzdrowienia bardziej od relikwii potrzebna jest żarliwa wiara chorego...?

– Starożytni autorzy mówią, że tylko przy jednym krzyżu ta wiara przynosiła skutki. Ważnym świadectwem jest niezmiernie szybkie rozpowszechnienie się relikwii Krzyża. W pół wieku po ich odnalezieniu były znane w różnych zakątkach całego Imperium Rzymskiego.

– Nie sposób w tym miejscu nie zapytać o Erazma z Rotterdamu, który kpił, że okręt handlowy nie wystarczyłby, aby pomieścić wszystkie rozsiane po świecie relikwie Krzyża. Co na to współczesne badania?

– To zupełnie nieuprawnione szyderstwo. Te relikwie to bardzo małe kawałki drewna i naprawdę nie jest ich tak bardzo dużo. Myślę, że gdyby zebrać wszystkie relikwie Krzyża znane na świecie, to nawet nie można byłoby złożyć jednego zwykłego krzyża.

Chrześcijańska nadzieja

– Krzyż Chrystusa zmienia nasze spojrzenie na cierpienie. W jaki sposób?

– Poza Krzyżem Jezusa nie można w żaden sposób wyjaśnić, jaki sens ma fakt, że nasze życie nie jest wolne od bólu, wyrzeczenia, nieszczęść czy tragedii. W dodatku często jest to cierpienie bezpośrednio niezawinione, jak w przypadku Jezusa. Krzyż Jezusa pokazuje nam, że nie ma takiej udręki, wstydu, samotności, tortur itd., które byłyby obce naszemu Panu. I że cierpienie może prowadzić do czegoś ważnego. Dlatego warto patrzeć na Krzyż Chrystusa. Na tym właśnie polega chrześcijańska nadzieja płynąca z Krzyża, bez którego ludzkie cierpienie pozostaje niewytłumaczalne i bezsensowne.

– Od razu słyszę, jak niektórzy mówią, że „nadzieja jest matką głupich”. Co takim ludziom może odpowiedzieć osoba wierząca?

– Tu nie chodzi o nadzieję wyrażoną jedynie słowami, pustymi deklaracjami czy ludzkimi kalkulacjami. Nadzieją jest sam Jezus, który pokazał, że można na Niego całkowicie liczyć, że jest On wierny jak skała, że jest niezawodny. Jest On tym, który najpierw sam przeszedł drogę krzyżową, by dopiero potem zaprosić do pójścia za Nim.

– W trakcie jednej z dyskusji o eutanazji usłyszałem „argument”, że Chrystus umierający na krzyżu nie wytrzymał cierpienia i zawołał: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”...

– Są to słowa Psalmu 22 ([21], 2 – przyp. red.). A wiadomo, że Jezus przez całe życie modlił się psalmami i właśnie fragment takiej modlitwy usłyszano w tym straszliwym momencie. Nie ma tu mowy o załamaniu się czy braku nadziei, tylko o straszliwym cierpieniu. Te słowa, jak też inne, z Ogrójca: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich” (Łk 22, 42 – przyp. red.) – są jednymi z największych świadectw prawdziwości Ewangelii.

– Dlaczego?

– Bo one pokazują, że Ewangeliści nie starali się upiększyć historii Jezusa, nie pomijali słów, które mogłyby zostać źle zrozumiane, tylko przedstawiali realną historię. Faktycznie zaś – Jezus spełnił do końca swą dobrowolną ofiarę i wypełnił wolę Ojca, dlatego zanim oddał ducha, mógł stwierdzić, że wszystko „wykonało się”, wszystkie zapowiedzi i plany, i wszystkie ludzkie pragnienia.

Obumrzeć do życia

– Św. Paweł porównał Zmartwychwstanie do tajemnicy ziarna, które obumiera, aby dać życie wielokrotne...

– W egipskich grobowcach odkryto ziarna zboża, które przetrwały kilka tysięcy lat, nie obumarły, ale też nie przyniosły żadnego plonu. Pozostały dla siebie. Nie zostały wykorzystane możliwości życia, które w tych ziarnach tkwiły. Inne ziarna, które padły na ziemię, obumarły, ale z nich wyrosły kłosy. To obumieranie ziarna jest więc pozorne, w rzeczywistości służy życiu. Prawdziwa śmierć zatem to nie śmierć fizyczna, ale odmowa dawania, zamknięcie się w sobie. Żeby wejść w życie, trzeba umrzeć dla siebie – z miłości do Boga i do drugiego człowieka.

– Umrzeć, aby lepiej żyć?

– Tak, na tym polega nasze wielkanocne odrodzenie i odnowienie. To sedno przeżycia tych pięknych, głębokich i ważnych świąt.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama