Z różańcem na peryferie

Wstań październik-listopad 2014 Wstań październik-listopad 2014

Z s. Magdaleną Marzec, dominikanką Matki Bożej Różańcowej, o tym, co daje modlitwa różańcowa i pomoc kobietom z problemami psychicznymi, rozmawia ks. Radosław Warenda SCJ.

 

Wasz założyciel ks. Didaco Bessi, którego Bóg zabrał do siebie blisko sto lat temu, zafascynował się duchowością dominikańską, ale dołożył do niej nieco własnych duchowych przeżyć. Co fascynuje Siostrę w jego życiu?

Ksiądz Didaco Bessi był proboszczem niezbyt dużej, wiejskiej parafii i przez całe życie robił to, co większość proboszczów. A jednak musiał to robić w sposób niezwykły, bo pozostawił po sobie wspomnienie osoby o wielkim sercu. Myślę, że to ze względu na dobroć i wrażliwość był poszukiwany jako kierownik duchowy. Zwracano się też do niego o pomoc w kłopotach materialnych i różnych innych trudnościach. Chęć konkretnej pomocy osobom chorym i starszym, podobnie jak i osieroconym dzieciom poprowadziła stopniowo ks. Didaca Bessiego do założenia naszego zgromadzenia. Odczytał jako znak Bożej opatrzności to, że w czasie, gdy szukał sposobów, by ulżyć licznym cierpieniom swoich parafian, kilka dziewcząt z okolicy zwierzyło mu się z pragnienia oddania życia na służbę Bogu i bliźniemu.

W dniu jego śmierci na plebanii nie znaleziono dość pieniędzy na pogrzeb, bo proboszcz miał zwyczaj rozdzielać otrzymywane ofiary między potrzebujące rodziny. Tak oto bez dokonywania nadzwyczajnych rzeczy potrafił on ukazać swoim życiem miłość Boga.

Sam ks. Didaco chciał, abyście czerpiąc siłę również z medytacji tajemnic różańcowych, były blisko biednych, cierpiących i zepchniętych na margines ludzi. Nie pytam, czy tam jesteście, ale dlaczego warto tam być.

Moje doświadczenie to mieszkanie pod jednym dachem z kobietami mającymi problemy psychiczne. Wspólnota, do której należę, gości grupę kilkunastu kobiet, które według kategorii współczesnego świata nie liczą się i nie są nikomu potrzebne. A jednak wiele im zawdzięczam. Uczą mnie, że każdy człowiek jest cenny i każdy nosi w sobie piękno Bożego obrazu, bo każdy jest zdolny do obdarzania miłością. Te osoby obdarzyły mnie miłością wyrażoną nieraz w sposób rozbrajający (np. gdy któraś chciała z całego serca poczęstować mnie papierosem). One nie noszą masek i uczą mnie uwalniać się od swoich masek, za którymi chcę schować własną słabość. Przypominają mi, że w życiu nie liczy się, by być kimś, ale by mieć odwagę obdarować drugiego tym, kim się jest. Te kobiety są dla mnie znakiem nadziei. Choć w swoim życiu przeszły przez piekło i wydają się być zniszczone cierpieniem, pokazują, że ciągle jeszcze potrafią cieszyć się życiem, spotkaniem z drugim człowiekiem, gestem dobroci.

Jak wygląda Wasza pomoc „ludziom peryferii” w praktyce?

Oprócz wspólnoty, o której mówiłam, opiekujemy się także osobami starszymi pozbawionymi rodziny albo możliwości odpowiedniej opieki w swoich rodzinach. Innym dziełem jest Rodzinny Dom im. św. Dominika w Lublinie, gdzie siostry przyjmują dzieci w wyjątkowo trudnej sytuacji rodzinnej. Obecnie przebywa tam ośmioro podopiecznych od trzeciego do osiemnastego roku życia. Przebywanie z tymi dziećmi to bycie do dyspozycji 24 godziny na dobę, danie im czasu, odpowiedzenie na ich potrzeby, sprawienie, by poczuły się przyjęte i kochane. To także myślenie o ich przyszłości i o tym, co może pomóc w ich rozwoju. Tam, gdzie to możliwe, szuka się dróg powrotu do własnej rodziny, w innym wypadku pomaga się zacząć na nowo w rodzinie adopcyjnej lub zastępczej. Także na Filipinach, w Indiach, Rumunii i Ekwadorze dzieci, rodziny borykające się z różnymi trudnościami i osoby starsze i odrzucone przez społeczeństwo są tymi najsłabszymi, którzy potrzebują wsparcia. Na Filipinach we współpracy z organizacją humanitarną ANAK angażujemy się w inicjatywy na rzecz dzieci niepełnosprawnych umysłowo i fizycznie czy też żyjących w slumsach i na wysypisku śmieci w Manili. Oprócz drobnych zabiegów pierwszej pomocy i dożywiania główną potrzebą jest edukacja, nauka czytania i pisania. Wiele dzieci jest z niej wykluczonych, bo nie zostały zarejestrowane tuż po urodzeniu, czyli dla państwa nie istnieją i nie mają prawa do jakichkolwiek świadczeń. Opłata za zarejestrowanie, choć niewygórowana, dla wielu rodzin jest wciąż zbyt wysoka. Siostry zorganizowały program, który ma na celu objęcie rejestracją nie tylko możliwie jak najwięcej dzieci, ale także osób starszych i chorych. Nie są to przeważnie wielkie dzieła i zaczynają się od spotkania z konkretnymi ludźmi. Jak długo drugi człowiek pozostaje w centrum uwagi i troski, jesteśmy wierne naszemu powołaniu.

 

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama