Szukanie dobra wspólnego

Niedziela 33/2015 Niedziela 33/2015

Politycy, którzy są ludźmi wierzącymi, deklarują postępowanie zgodne z Dekalogiem, mają w związku z tym większe zobowiązania. Od nich wymaga się więcej, skoro sami decydują się przestrzegać wartości wynikających z ich wiary. A sama deklaracja wiary nie jest wystarczającym warunkiem przyzwoitego zachowania, które może być udziałem zarówno ludzi wierzących, jak i niewierzących.

 

– A cała Polska, także ludzie młodzi, liczy na Pana energię, Panie Prezydencie. Było nie było, jest Pan dziś drugim w kolejności – po pani prezydent Kosowa – najmłodszym prezydentem na świecie.

– Bardzo bym chciał i byłbym szczęśliwy, gdyby młode pokolenie Polaków czuło we mnie oparcie. Gdy patrzę dziś na moją 20-letnią córkę, nie tylko jako ojciec, ale także jako polityk, dobrze wiem, jakie są oczekiwania i potrzeby współczesnej polskiej młodzieży. Jeżeli więc myślę o naprawie Rzeczypospolitej, to przede wszystkim mam na uwadze jej naprawę właśnie dla nich. Ale nie zapominam też o osobach, które przepracowały w Polsce całe swoje życie, o tych wszystkich, którym dzisiaj żyje się szczególnie trudno. To dla nich jest przede wszystkim przeznaczona jedna z dwóch moich pierwszych inicjatyw, czyli podwyższenie kwoty wolnej od podatku. Uważam ponadto, że powinna istnieć kompleksowa polityka państwa wobec seniorów, będę starał się być jej inspiratorem. Oczywiście, nie twierdzę, że sam ją zrealizuję.

– Jakie specjalne instrumenty ma Pan do dyspozycji, aby spełnić swój zamiar bycia inspiratorem polityki państwa w wielu dziedzinach?

– Jeszcze przed zaprzysiężeniem w gronie współpracowników rozpoczęliśmy prace nad koncepcją Narodowej Rady Rozwoju. W jej ramach chciałbym w przyszłości pracować wraz z ekspertami nad strategiami rozwoju kraju, a przede wszystkim nad naprawą państwa w kluczowych, najbardziej zaniedbanych obszarach. Na pewno pojawią się też inicjatywy ustawodawcze przygotowane przez Prezydenta Rzeczypospolitej w ramach jego prerogatywy, niemniej jednak liczę przede wszystkim na dobrą współpracę z rządem, bo to on ma większe możliwości skutecznego działania. Wierzę także, że to, co zostanie wypracowane przez Narodową Radę Rozwoju w formie wieloletnich strategii, będzie mogło być – we współpracy z rządem – wypełniane odpowiednią treścią ustawową.

– Zanosi się zatem na żmudny i długotrwały proces naprawy Rzeczypospolitej. Jak przekonać Polaków, by wykazali cierpliwość?

– Rzeczywiście, jest to program rozłożony na długie lata, na znacznie dłuższy okres niż jedna kadencja prezydencka. Rzecz polega na tym, że mam dziś tę wielką ambicję, aby ten program zacząć, by mógł być spokojnie, ale skutecznie realizowany – czy to przeze mnie, czy przez moich następców, przez kolejne rządy. Moim zdaniem, ludzie zawsze docenią konkretne i konsekwentne działania. Najważniejsze, żeby Polska mogła wreszcie wkroczyć na drogę rzeczywistego rozwoju.

– Odporność na krytykę to bodaj jedna z najbardziej przydatnych cech młodego Prezydenta RP. Już przed objęciem przez Pana urzędu padały bardzo fundamentalne zarzuty, np. że zbyt ambitnie będzie Pan dążył do niezależności w polityce zagranicznej, że ma Pan fobię na punkcie niezależności i interesu narodowego oraz że w związku z tym wypchnie Pan Polskę na geopolityczny aut. Co Pan na to?

– Odpowiem, że cieszę się, iż jesteśmy w Unii Europejskiej! Uważam, że jest to jedno z dwóch największych osiągnięć minionego 25-lecia, drugim – jest nasze członkostwo w NATO. Jestem eurorealistą, a ci, którzy myślą, że mam cechy eurofoba chcącego wyprowadzić Polskę z Unii, są, moim zdaniem, pewnego rodzaju niepoprawnymi euroentuzjastami.

– Dlaczego niepoprawnymi?

– Dlatego, że nie do końca realnie postrzegają rzeczywistość. Na podstawie moich doświadczeń w Parlamencie Europejskim dobrze wiem, jak zachowują się przedstawiciele państw; każdy robi, co może, żeby realizować interesy własnego kraju. Istnieją, oczywiście, pewne wspólne ramy, ale i one są wypełniane, często w sposób bezwzględny, interesami poszczególnych krajów. Nie widzę więc powodu, dla którego polskie interesy nie miałyby być w sposób równie bezwzględny „przepychane”. Powinniśmy twardo stawiać swoje sprawy nie po to, żeby cokolwiek rozbijać, lecz wręcz przeciwnie – żeby budować wspólnotę zgodnie z naszymi interesami.

– Jako eurorealista uważa Pan, że można sobie zaskarbić szacunek zachodnich partnerów, bardzo twardo stawiając polskie warunki?

– Zdecydowanie tak. I naprawdę można tam mieć bardzo dobre relacje przez szanowanie zdania innych, przez zachowanie kultury politycznej, co jednak absolutnie nie oznacza poddawania własnych interesów i ślepego zgadzania się na wszystko, co dyktują nam inni.

– Jakich interesów Polski trzeba teraz bronić jak najpilniej?

– Przede wszystkim energetycznych, związanych z realizacją pakietu klimatycznego, ale też wciąż trzeba walczyć o interesy polskich rolników (m.in. o wyrównanie dopłat bezpośrednich). Uważam, że w polityce wobec Unii Europejskiej liczy się zarówno pilnowanie naszej suwerenności, jak i zrozumienie dla pewnych elementów wspólnotowych. I właśnie tu chciałbym bardzo mocno zaakcentować przede wszystkim współpracę z unijnymi krajami Europy Środkowo-Wschodniej, które mają podobną do nas historię i podobną sytuację. Mógłby więc powstać swoisty blok państw partnerskich, które zgodnie działałyby w wielu sprawach.

– Pańska prezydentura przypada na wyjątkowo trudny okres w naszym regionie Europy. Zamierza Pan w polskiej polityce zagranicznej nawiązać w jakiś – właściwy w dzisiejszych okolicznościach – sposób do koncepcji Lecha Kaczyńskiego, do tzw. idei jagiellońskiej?

– Prezydent Kaczyński nie lubił tego określenia. W moim przekonaniu tego rodzaju polityka miała i wciąż ma wielki sens i gdyby Prezydent miał wtedy wsparcie ze strony rządu – a nie miał go, poczynając od 2008 r. – to być może okazałaby się bardzo skuteczna. To była polityka włączenia Polski w jak największym stopniu we wspólnotę interesów z państwami Europy Środkowo-Wschodniej. Oczywiście, przy założeniu partnerskiej kooperacji także z najważniejszymi państwami UE – przede wszystkim z Francją i Niemcami. Prezydent Kaczyński uważał to za swój wielki plan. Ja również sądzę, że dziś powinniśmy w tym właśnie kierunku zmierzać. Tym bardziej że dziś już powszechnie uważa się, iż to właśnie prezydent Kaczyński, a nie rząd, miał rację w ocenie sytuacji geopolitycznej Europy.

– Jednak w obecnej sytuacji geopolitycznej chodzi przede wszystkim o bardziej bezpośrednie zapewnienie Polsce bezpieczeństwa. Jak Pan Prezydent będzie starał się je wzmocnić?

– Przede wszystkim przez wzmocnienie naszych związków z NATO – stąd inicjatywa „Newport Plus”. Uważam, że obecność NATO w Europie Środkowej stanowczo powinna być wzmocniona przez rozmieszczenie twardej infrastruktury wojskowej Sojuszu na obszarze Polski oraz ewentualnie innych państw. Najbardziej bym się cieszył, gdyby w Polsce powstały wspólne polsko-amerykańskie bazy wojskowe.

– Lubi Pan Prezydent wojsko?

– Przede wszystkim szanuję polskie wojsko, szanuję żołnierzy jako ludzi decydujących się na służbę dla kraju nawet w najtrudniejszym czasie. Służba wojskowa jest z założenia zajęciem propaństwowym, jest kwintesencją patriotyzmu.

– Czy jako zwierzchnik Sił Zbrojnych przewiduje Pan jakieś szczególne działania na rzecz polskiej armii?

– Na pewno będę chciał, aby polska armia dobrze współdziałała w ramach NATO, choć wydaje się, że z tym nie jest już źle. Dziś przede wszystkim chodzi o wzmacnianie potencjału bojowego, czyli budowanie sprawnej armii obronnej. Wiążą się z tym, oczywiście, duże wydatki, a zadaniem prezydenta jest dopilnowanie, by te wydatki nie były obcinane przez rząd, jak to już bywało. Bardzo bym chciał, żeby polska armia była silniejsza, lepiej wyposażona, dobrze zorganizowana, aby żołnierze mieli poczucie, że państwo polskie o nich dba. Że dba także o rodziny żołnierzy i o weteranów.

– Panie Prezydencie, Polacy ciągle wierzą, że prezydent „wszystko może”. Czy będzie się Pan starał w jakiś sposób podtrzymywać to przekonanie? A może uda się Panu realnie wzmocnić tę moc prezydenta?

– Niestety, prawda jest taka, że pod względem ustrojowym urząd Prezydenta RP nie ma najlepszych umocowań... Ale nie tylko dlatego wielokrotnie już mówiłem o potrzebie zmiany konstytucji. Od uchwalenia obecnej w 1997 r. bardzo wiele się w Polsce zmieniło – jesteśmy członkiem UE i NATO. Zmieniły się zarówno najbliższe otoczenie Polski, jak i uwarunkowania globalne. W aspekcie naszego członkostwa w UE i zawierania umów międzynarodowych pojawia się kwestia wzmocnienia gwarancji polskiej suwerenności. Ponadto z wieloletniego już orzecznictwa Trybunału Konstytucyjnego widać, że konstytucyjnego wzmocnienia wymagają prawa obywatelskie (m.in. prawo do zgromadzeń, do zabezpieczenia socjalnego i emerytalnego). Zbyt wiele aspektów naszego życia państwowego i osobistego wymaga dziś silniejszego umocowania konstytucyjnego.

– Także urząd Prezydenta Rzeczypospolitej?

– Skoro prezydent jest wybierany w wyborach powszechnych, to może jednak powinien mieć większe możliwości wywierania samodzielnie większego wpływu na bieżący rozwój wydarzeń w naszym kraju i na kierunki jego rozwoju. Nad tym trzeba się poważnie zastanowić. Ale przede wszystkim chciałbym, aby nowa konstytucja była szeroko przedyskutowana, nie tylko w gronie ekspertów, lecz by w debatę nad nią mogli się włączyć wszyscy obywatele. Myślę, że akurat tego obywatelskiego głosu dzisiaj w naszym kraju najpilniej potrzebujemy.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama