Szukanie dobra wspólnego

Niedziela 33/2015

Politycy, którzy są ludźmi wierzącymi, deklarują postępowanie zgodne z Dekalogiem, mają w związku z tym większe zobowiązania. Od nich wymaga się więcej, skoro sami decydują się przestrzegać wartości wynikających z ich wiary. A sama deklaracja wiary nie jest wystarczającym warunkiem przyzwoitego zachowania, które może być udziałem zarówno ludzi wierzących, jak i niewierzących.

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – Tuż po wygranych wyborach w czasie Mszy św. w Świątyni Opatrzności Bożej ratował Pan Prezydent porwaną przez wiatr Hostię. Natychmiast odebrano to jako symbol Pana prezydentury. Potem w sanktuarium w Rychwałdzie powiedział Pan: „Wierzę głęboko, że to wielkie dzieło naprawy Rzeczypospolitej my, jako ludzie wierzący, tym lepiej, uczciwiej i rzetelniej zdołamy zrealizować”. I tu podniosły się głosy krytyki, że wcale nie będzie Pan prezydentem wszystkich Polaków, jak to Pan zadeklarował, ale będzie Pan prezydentem tylko ludzi wierzących. Niełatwo być dziś prezydentem wszystkich Polaków, Panie Prezydencie!

PREZYDENT ANDRZEJ DUDA: – Warto tu zwrócić uwagę, że gdy mówiłem w Rychwałdzie o potrzebie naprawy Rzeczypospolitej, podkreślałem przede wszystkim to, że każdy człowiek jest w stanie czynić dobro, bez względu na to, czy jest wierzący, czy nie. I dla mnie to właśnie jest najważniejsze w polityce – czynienie dobra. Natomiast politycy, którzy są ludźmi wierzącymi, deklarują postępowanie zgodne z Dekalogiem, mają w związku z tym większe zobowiązania. Od nich wymaga się więcej, skoro sami decydują się przestrzegać wartości wynikających z ich wiary. A sama deklaracja wiary nie jest wystarczającym warunkiem przyzwoitego zachowania, które może być udziałem zarówno ludzi wierzących, jak i niewierzących.

– Podpisując nieakceptowalną dla ludzi wierzących ustawę o in vitro, prezydent Bronisław Komorowski oświadczył, że nie jest prezydentem ludzkich sumień. Co na to prezydent Andrzej Duda?

– Żaden prezydent nie powinien być prezydentem ludzkich sumień i dyktować innym, w jaki sposób mają dokonywać moralnych wyborów. Prezydent powinien pilnować, aby interesy i prawa jednych nie były realizowane kosztem drugich. To jest granica, której nie wolno przekraczać. I nie jest to kwestia ludzkich sumień, lecz po prostu poszanowania ludzkiej godności. A w przypadku ustawy o in vitro właśnie te problemy mają charakter węzłowy. Prawo do poszanowania godności każdego człowieka jest zapisane w naszej konstytucji, a prezydent musi brać to pod uwagę.

– Podczas swej prezydentury niejeden raz napotka Pan wiele podobnych dylematów natury polityczno-światopoglądowej. W jaki sposób zamierza je Pan rozwiązywać?

– Jak wiadomo, ustawy nie lądują nagle na biurku prezydenta; są poddawane rozmaitym uzgodnieniom, konsultacjom społecznym, przechodzą często długi proces legislacyjny, jest czas na dyskusję. Jeśli zatem będzie to jakiś projekt dotykający kwestii światopoglądowych, które są bardzo często powiązane z wartościami konstytucyjnymi, zawsze będę zwracał uwagę na to, aby poszukiwać takiego kompromisu, by przede wszystkim te wartości konstytucyjne nie były naruszane, ale także wartości etyczne. Uważam, że mądry kompromis szanujący podstawowe wartości, takie jak życie ludzkie, godność ludzka, także w kwestii ustawy o in vitro, jest możliwy.

– Dlaczego więc teraz do takiego mądrego kompromisu nie doszło?

– Dlatego, że politycy, którzy tę ustawę „pchali” przez Sejm i Senat, po prostu nie mieli takiej woli. Dziwię się, że prezydent Komorowski skierował tę ustawę do Trybunału Konstytucyjnego w tzw. trybie następczym (czyli nieblokującym jej wejścia w życie) na podstawie tylko jednego wątku możliwej niezgodności z konstytucją. Ja tych wątków widzę znacznie więcej, i to znacznie poważniejszych.

– W Polsce trudno dziś o kompromisy, zwłaszcza światopoglądowe, ale także o te w prostszej materii, jaką jest bieżąca polityka. Czy w imię poszukiwania kompromisów jako prezydent wszystkich Polaków zdecyduje się Pan na swoistą apolityczność, a w szczególności na niewspieranie za wszelką cenę dążeń Pana macierzystej partii?

– Prezydent w naszym kraju i nigdzie na świecie nie bierze się znikąd, zawsze wywodzi się z konkretnej partii, ma konkretne przekonania polityczne. Ja swoje poglądy przedstawiałem otwarcie i twardo w kampanii wyborczej. Większość zdecydowała się zagłosować na moją osobę, i tym samym dała demokratyczny wyraz akceptacji moich przekonań. Z drugiej strony, prezydent musi być apolityczny i traktować wszystkich partnerów na scenie politycznej równo. A wracając do moich poglądów, mogę zadeklarować, że nie będę ich zmieniał, choć mam świadomość, kim jest Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej.

– Kim?

– Ma być tym, kto będzie szukał kompromisu i czasem musi na ten kompromis pójść, nawet jeżeli ma bardzo silne własne poglądy. Prezydent nie może być sługą jednej partii, bo byłoby to pomylenie roli. Prezydent jest wybrany przez naród i narodowi ma w pierwszej kolejności służyć.

– Pana poprzednik często powtarzał, że rolą prezydenta nie jest wkładanie kija w szprychy własnego rządu...

– Rolą prezydenta nie jest wkładanie kija w szprychy jakiegokolwiek rządu, który uczciwie i rzetelnie pracuje na rzecz wspólnego dobra. Prezydent musi patrzeć znacznie szerzej i ja właśnie tak tę swoją rolę chcę odgrywać. Będę oceniany przez społeczeństwo i – wierzę w to i mam taką nadzieję – na podstawie spełniania moich obietnic wyborczych. A tych – przede wszystkim obniżenia wieku emerytalnego i zwiększenia kwoty wolnej od podatku, co poprawi jakość życia polskich rodzin – mam zamiar z absolutną stanowczością, spokojnie, ale konsekwentnie dotrzymać. To jest dla mnie bardzo istotne.

– Ale i niełatwe do spełnienia bez szerszej zgody politycznej...

– Oczywiście, mam pełną świadomość, że gdy chodzi o konkretne rozwiązania ustawowe, większość z nich będzie musiała być realizowana co najmniej we współdziałaniu z rządem. Dlatego każdy rząd, nawet wrogo do mnie nastawiony, będę starał się namawiać do współpracy we wszystkich, moim zdaniem, ważnych dla kraju sprawach. Natomiast nie jest przecież tajemnicą, że mój program jest z całkiem naturalnych powodów zbliżony do programu PiS. Stąd jego realizacja będzie dla mnie łatwiejsza i sprawniejsza, jeśli jesienne wybory parlamentarne wygra ta partia. Z całą mocą chcę natomiast podkreślić, że swój program będę realizował niezależnie od tego, jaką decyzję podejmą wyborcy. Zapewniam, że w każdej sytuacji będę dokładał wszelkich starań, żeby współdziałać z rządem. To będzie prezydentura otwarta na inicjatywy polityczne, ale przede wszystkim – na społeczne.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...