Religie źródłem wojen?

"Nikt odpowiedzialny za religię nie może być pobłażliwy wobec terroryzmu, a tym bardziej nie powinien go propagować. Ogłaszanie się terrorystą w imię Boga, zadawanie gwałtu człowiekowi w imię Boga jest profanacją religii." W drodze, 5/2007




„Czy historia zna choć jedną wojnę, która wybuchła z jakiejś innej przyczyny niż religijna?” – zapytał mnie ostatnio współpasażer. Był głęboko przeświadczony, że stawia pytanie czysto retoryczne. I od razu obok muzułmańskich terrorystów przywołał konflikt w Irlandii Północnej oraz wyprawy krzyżowe. Zamachy terrorystyczne bowiem dokonywane ostatnio pod sztandarami islamu ożywiły sformułowany kiedyś przez Woltera przesąd, jakoby to głównie za sprawą religii dochodziło do wojen.

Mojemu towarzyszowi podróży zwróciłem uwagę na to, że trzy największe w dziejach wojny – obie światowe oraz napoleońskie – doprawdy nie były wojnami religijnymi. Nie były nimi wojny polsko–rosyjskie ani wojna stuletnia, ani różne wojny dynastyczne. W dawnych czasach źródłem niejednej wojny była urażona duma, chęć wykazania się męstwem, a czasem nawet szukanie mocnej rozrywki. Zwykle walczono o ziemie, wpływy, bogactwa (np. od stosunkowo niedawna o ropę naftową). Owszem, były również wojny religijne. Jednak kiedy im się dokładniej przypatrzeć, nieraz okaże się, że religijny był przede wszystkim pretekst, pod którym je prowadzono.

Wolter mówił o religiach, ale faktycznym oskarżonym było chrześcijaństwo. To z niego czerpał historyczne przykłady uzasadniające oskarżenie – przywoływał zwłaszcza krucjaty oraz inkwizycję. Ludzie oświecenia odwoływali się też do mitu dobrego dzikusa, którego wedle Jana Jakuba Rousseau zdeprawowała dopiero chrześcijańska nauka o grzechu pierworodnym, bo przedtem jakoby w ogóle nie czynił on zła. W gruncie rzeczy przeciwko chrześcijaństwu skierowane były również bezkrytyczne zachwyty nad religiami wschodnimi, islamu nie wyłączając. W okresie oświecenia i długo potem do dobrego tonu należało przeciwstawianie dobrotliwej tolerancji islamu nietolerancyjnemu chrześcijaństwu.

Nawet oskarżenia z powodu starotestamentalnego nakazu wymordowania ludów Kanaanu były kierowane nie pod adresem judaizmu (i bardzo dobrze, że przynajmniej tego współczesnym sobie Żydom raczej nie zarzucano), ale przeciwko chrześcijaństwu, ponieważ włączyło ono Stary Testament w swoje święte dziedzictwo. Słowem, zarzut siania konfliktów i podsycania wojen był jednym z wielu oskarżeń, za pomocą których oświecona Europa zrywała ze swoimi chrześcijańskimi korzeniami.

Sam fakt, że celem uwiarygodnienia tego zarzutu stworzono czarną legendę krucjat oraz inkwizycji, świadczy o tym, że jego twórcom i propagatorom nie chodziło o prawdę, tylko o walkę ideologiczną. Rzecz jasna, nie twierdzę, że historia wypraw krzyżowych czy inkwizycji nie miała swoich ciemnych kart, jednak ich czarna legenda niewątpliwie odbiega od prawdy historycznej, i to istotnie.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...