Pieniądz w Kościele

Temat jest drażliwy i nie da się o nim pisać bez ryzykowania, że niektórych czytelników poniższy tekst zdenerwuje. Zapewne dlatego, że jest to problem, o którym bardzo dużo się mówi, ale który rzadko poddaje się spokojnej refleksji. Spróbuję go podjąć z całą rzetelnością, na jaką mnie stać. W drodze, 10/2007




W parafii, do której zostałem wtedy zaproszony, niedzielnej tacy proboszcz nawet nie dotykał. Zbierali ją sympatyczni starsi ludzie, którzy nazajutrz komisyjnie liczyli te pieniądze i od razu zanosili do banku. W drukowanych co niedzielę ogłoszeniach parafialnych zawsze podaje się sumę, jaka została zebrana podczas ostatniej niedzieli. Natomiast od czasu do czasu – pod koniec roku oraz w momentach, kiedy rada parafialna postanawia zwrócić się do wiernych o zwiększenie ofiarności (np. w związku z planowanym remontem) – publikuje się budżet parafii z wyszczególnieniem stanu jej konta, poniesionych wydatków, wysokości pensji wypłacanej księżom oraz świeckim pracownikom, planowanych przedsięwzięć itp.

Nie mam pojęcia, czy tak jest we wszystkich amerykańskich parafiach. Z pewnością system ten ma również swoje złe strony, choć patrząc z daleka, ich nie zauważyłem. Dostrzegłem przede wszystkim strony dobre: że troska o sprawy materialne parafii naprawdę leży na sercu całej wspólnocie, natomiast księża w znacznej mierze są od niej zwolnieni, dzięki czemu w jeszcze większej mierze mogą się oddać posłudze duszpasterskiej.

Co najmniej trzy rzeczy musiałyby się w Polsce zmienić, ażeby możliwe było naśladowanie – z uwzględnieniem naszej specyfiki – rozwiązań amerykańskich. Po pierwsze, generalnie musiałaby wzrosnąć u nas gotowość zwyczajnych ludzi do bezinteresownych zaangażowań społecznych. Po wtóre, musielibyśmy wykorzenić z siebie nałóg podejrzewania i oskarżania o korupcję dosłownie wszystkich, i to również bez żadnych po temu podstaw. Po trzecie, niezależnie od tego, jak z nią jest w sferach nam niedostępnych, korupcja wśród zwyczajnych uczciwych ludzi musiałaby naprawdę stać się u nas czymś nie do pomyślenia.

Na razie, na pewno warto dążyć do tego, ażeby również w polskim Kościele wierni świeccy mogli mieć większy udział w trosce o sprawy materialne parafii. Poza wszystkim innym przez ten rodzaj zaangażowania ludzie będą się bardziej związywali z Kościołem.

Z kolei wprowadzenie u nas zasady przejrzystości dochodów i wydatków kościelnych na pewno przyczyniłoby się do ostudzenia obecnej atmosfery plotek i pomówień. Zarazem – ponieważ w Polsce własność kościelna była tak często i tak dotkliwie przedmiotem niesprawiedliwych ataków i grabieży ze strony państw zaborczych oraz wrogów Kościoła – na pewno trzeba będzie się dobrze zastanowić, ażeby poprzez zbyt szybkie i nie do końca przemyślane reformy w tym zakresie nie narobić Kościołowi niepotrzebnych kłopotów.


Sakramentów się nie kupuje


Odnotujmy z satysfakcją, że żadnemu księdzu w Polsce nie przyjdzie nawet do głowy żądać pieniędzy przy okazji udzielania sakramentu pokuty, rozmowy duszpasterskiej czy odwiedzin chorego. Natomiast ustaliła się u nas tradycja składania takich ofiar przy okazji posług jednorazowych, takich jak chrzest, ślub oraz pogrzeb. Trzeba jasno powiedzieć, że w naszym kraju, w którym nie ma podatku kościelnego, jest to dla Kościoła ważne źródło utrzymania, od dawien dawna uznane przez prawo kościelne.

Przypomnijmy, jak problem ten był ustawiony na samym początku. Otóż Chrystus Pan zostawił swoim uczniom jasną wytyczną: „Darmoście wzięli, darmo dawajcie” (Mt 10,8), zaraz jednak dodał: „Wart jest robotnik swej strawy” (Mt 10,10). I zapewne do tych słów nawiązywał apostoł Paweł: „Pan postanowił, ażeby z Ewangelii żyli ci, którzy głoszą Ewangelię” (1 Kor 9,14).


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama