Pieniądz w Kościele

Temat jest drażliwy i nie da się o nim pisać bez ryzykowania, że niektórych czytelników poniższy tekst zdenerwuje. Zapewne dlatego, że jest to problem, o którym bardzo dużo się mówi, ale który rzadko poddaje się spokojnej refleksji. Spróbuję go podjąć z całą rzetelnością, na jaką mnie stać. W drodze, 10/2007




Sporo wiemy o tym, jak osobiście apostoł Paweł rozwiązywał delikatny problem miejsca pieniędzy w swojej pracy w Kościele. Miał on jasny pogląd, że jako sługa Ewangelii ma prawo oczekiwać od wiernych środków na utrzymanie (1 Kor 9,6–11) i niekiedy rzeczywiście korzystał z tego prawa (Flp 4,15–17; 2 Kor 11,9). Ale jednocześnie przeżywał ciągłe obawy, że nawet uczciwe korzystanie z uczynności wiernych będzie przeszkodą w rozwoju Ewangelii (1 Kor 9,12). Dlatego, aby uniknąć choćby pozorów interesowności, wolał, jeżeli tylko mógł, utrzymywać się z pracy rąk własnych (Dz 18,3; 20,34; 1 Kor 4,12; 1 Tes 2,9; 2 Tes 3,8). Jednocześnie wykazywał dużo odwagi, kiedy mu przyszło prosić nie dla siebie, ale dla innych (1 Kor 16,1–3; 2 Kor 8,1–15; Ga 2,10).

W każdym pokoleniu Kościoła byli pasterze, wypełniający swoją posługę z najwyższym oddaniem i nieszukający osobistych korzyści. Tylko tytułem przykładu przywołam świadectwo arcybiskupa Gawliny z czasów, kiedy – w latach 30. ubiegłego wieku – był proboszczem w Hucie Królewskiej:

Często nie mieliśmy intencji mszalnej nawet w niedzielę, gdyż gniotła parafian klęska bezrobocia. Tylko związek różańcowy ratował nas. Rachunkowość oddałem starszemu wikaremu, który mnie, wikarych i służbę wypłacał. Tak uniknąłem podejrzeń co do rzekomych wysokich poborów. (…) Jak użyli poprzednicy moi pieniędzy w czasach bogatych? Jeden, śp. ks. Deloch, założył szpital parafialny (około 100 łóżek), drugi, śp. ks. Łukaszczyk, założył sierociniec dla 180 dzieci. Majątku nie robił nikt z nich. (…) Udało się założyć kuchnię parafialną dla bezrobotnych, która wydawała 700 obiadów dziennie. Poza tym dostarczaliśmy rodzinom suchy prowiant. Skąd pieniądze? Otóż jest w niebie międzynarodowy minister Boży dla ludzi biednych, św. Antoni Padewski. Do jego skarbonki składają ludzie chętni ofiary. On to utrzymywał finanse społeczne, z których proboszcz rozliczał się skrupulatnie z ambony co niedziela” [1]

Natychmiast przypomniały mi się świadectwa, jakimi dzielili się ze mną parafianie z Dąbrowy Tarnowskiej czy Kamienia Śląskiego i z różnych innych parafii, wychwalający swoich księży za podobną postawę w pracy duszpasterskiej.

Zarazem nie było pokolenia, w którym Kościołowi nie zadawaliby ran księża mało gorliwi. Już apostołowie musieli przestrzegać podległych sobie duchownych, ażeby nie byli „chciwi brudnego zysku” (1 Tm 3,8; Tt 1,7) i żeby paśli stado Boże „nie ze względu na niegodziwe zyski, ale z oddaniem” (1 P 5,2). Pasterz Hermasa, dokument datowany na połowę II wieku, świadczy o tym, że chciwość niektórych duchownych stanowiła już wtedy dla Kościoła poważny problem:

Ci, którzy źle swój urząd sprawowali, I grabili przeznaczone dla wdów i sierot środki do życia, I bogacili się na urzędzie, Któremu służyć byli powinni. Jeśli trwają w tej samej pożądliwości, Stali się śmierci pastwą, I żadnej dla nich nie ma nadziei żywota [2]




[1]
[2]
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama