Ich posługa to bycie

Wtedy wkraczają oni – ksiądz, wolontariusze i pielęgniarki z poznańskiego Hospicjum Domowego św. Jana Kantego. Od tego momentu są do dyspozycji umierającego o każdej porze dnia i nocy, do ostatnich dni, „ucząc śmierci” nie tylko konających, ich rodziny, ale i siebie samych... Przewodnik Katolicki, 11 lutego 2007




Numerki i czekoladki

Owoce tej niezwykłej posługi przenoszą się też czasem na kontakty z sąsiadami, których wcześniej, gdy wszyscy byli zdrowi, nie było. – Koło mnie siedzi Piotr, sąsiad pani Marii, którą się opiekuję – mówi wolontariuszka Basia. – Zaofiarował swoją pomoc. Dziś poszedł i...

– Pomogłem nakleić numerki, które starły się na telefonie – wyjaśnia młody chłopak. – To był prosty gest, a dał mi masę szczęścia. Pani Maria też była niesamowita. Kiedy odmówiłem jakiejkolwiek zapłaty, ona z wdzięczności wcisnęła mi czekoladki – śmieje się Piotr.

Duch „macza palce”

A czy mimo wszystko, posługując wśród cierpiących, mając też wiele swoich obowiązków, swoje życie, pracę, szkołę i codzienne problemy, są momenty, gdy wolontariuszom najzwyczajniej w świecie nie chce się iść do umierającego? – Dla mnie to zwyczajne bycie z drugim daje tyle radości, wewnętrznego pokoju, że nie istnieje przymus pójścia do chorego. Ja po prostu chcę tam być, bo wiem, że on mnie potrzebuje – mówi Basia. – Tak sobie układam hierarchię ważności spraw w ciągu dnia, że znajdę na to czas. Wiem, że jak pomogę innym, to Duch Święty pozwoli mi przezwyciężyć moje problemy – dodaje. Potwierdza to Ada, weteran wśród wolontariuszy, mówiąc, że niezależnie od godziny, zawsze gotowa jest „na wyjście do umierającego”. Słuchając tych słów nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w ich niesamowitej posłudze Duch Święty faktycznie ciągle „macza palce”.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama