Ich posługa to bycie

Wtedy wkraczają oni – ksiądz, wolontariusze i pielęgniarki z poznańskiego Hospicjum Domowego św. Jana Kantego. Od tego momentu są do dyspozycji umierającego o każdej porze dnia i nocy, do ostatnich dni, „ucząc śmierci” nie tylko konających, ich rodziny, ale i siebie samych... Przewodnik Katolicki, 11 lutego 2007




Katharsis dla rodziny

Korzyści czerpie również rodzina. – Ta niesamowita dobroć, ciepło i miłość ludzi, którzy przychodzą, jest bardzo potrzebna nie tylko choremu, ale i nam, którzy cierpimy razem z umierającym – mówi Barbara, żona niedawno zmarłego. – Dzięki Hospicjum św. Jana Kantego mąż umierał w spokoju, a ja wraz z córkami w obliczu całej tej tragedii nie byłam sama – dodaje ze wzruszeniem.

Jak posługa hospicyjna zespala rodzinę, pokazuje historia Ady – wolontariuszki z 12-letnim stażem.
– Od wczoraj jestem pod wpływem pani Zofii, która odeszła w nocy. Od ponad 40 lat mieszkała z niepełnosprawną córką. Choć od początku choroby nowotworowej należało pójść do stacjonarnego hospicjum, córka nie wyobrażała sobie oddać tam mamy i postanowiła zorganizować pomoc w domu. Zdecydowała się na Hospicjum św. Jana Kantego. Posługując wraz z młodymi pielęgniarkami, Patrycją i Kasią, widziałam jak w tych ostatnich dniach scalała się przy jej łóżku rodzina; przyjechała siostra pani Zofii, wnuk – adoptowany syn niepełnosprawnej córki. Wszyscy wspólnie w tym czasie bardzo się zjednoczyliśmy – wspomina z przejęciem.

„Złota kura” Kościoła

Ta historia, jak wiele innych, jest też dowodem na to, że umieranie i „bycie” nie pozostaje bez wpływu na samych wolontariuszy. – Chory potrafi bardzo wiele nas nauczyć. Pełniłam posługę, przez którą chora kobieta nauczyła mnie w niesamowity sposób cierpliwości, pokory i pogłębienia swojej wiary – wspomina wolontariuszka Małgorzata. A to ostatnie nie jest bez znaczenia nie tylko dla samych wolontariuszy, u których często „doświadczenie umierania”, jak mówi ks. Mikołajczak, „prostuje ich życie”, ale także dla rodzin umierających, którzy widząc troskę wolontariuszy, po latach nawracają się. – Od strony duszpasterskiej hospicjum jest taką „złotą kurą”. Regulowanie związków niesakramentalnych, spowiedzi po latach, chrzty – to wszystko zmienia się pod wpływem bycia z ojcem, matką czy córką w godzinie ich umierania – wyjaśnia kapłan. – Nie dzieje się to od razu, czasem po trzech, pięciu latach, ale dla mnie to jest namiastka tego pierwszego Kościoła – dodaje.
«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama