Szanuj bliźniego inaczej wierzącego

Idą wakacje: politycy znów mówią o sektach Tygodnik Powszechny, 3 czerwca 2007



Przy współczesnej wieloznaczności pojęcia „sekta” i niemożności precyzyjnego określenia kryteriów psychomanipulacji, penalizacja tych pojęć oznacza kolejne zagrożenie wolności przekonań.


Diderot utyskiwał, że jakakolwiek postać przebrana w strój francuski jego czasów - perukę, trójgraniasty kapelusz - będzie wyglądać śmiesznie. Zauważał, że „wystarczy wprowadzić nasz kostium do malarstwa lub rzeźby, aby zgubić te dwie sztuki”. Jego uwagi przychodzą do głowy, gdy obserwuje się zajmowanie problematyką nowych ruchów religijnych przez polskich polityków. Próby ubierania problemu w intelektualne odzienia, w których jednak dominował zawsze ton potrząsania kajdanami oraz wskazywania na pręgierz, już się zdarzały. Strój ten powraca, bo LPR zorganizował 23 maja konferencję, która ma być wstępem do przedstawienia inicjatywy legislacyjnej wprowadzającej przepisy „antysektowe”.


Kłopoty z definicją


Wspomnienie dywagacji Diderota jest tym bardziej zasadne, że planowane prawo ma wzorować się na francuskim. We Francji zaś środowiska antysektowe mają długą XX-wieczną tradycję, choć nawet one, mimo że chętnie mówią o „sektach”, nie były w stanie wypracować precyzyjnej definicji tego pojęcia. We współczesnych realiach trudno wszak odwoływać się do ustaleń XIX-wiecznych socjologów, którzy traktowali sekty, zgodnie z etymologią, jako grupy, które odłączyły się od jakiegoś Kościoła czy większej grupy religijnej. Jaki to ma związek np. z kultami ufologicznymi?

Świat nowych ruchów religijnych to olbrzymi archipelag grup liczących od kilkudziesięciu do paru milionów członków, o strukturach od wspólnoty życia czy rodzaju minirepubliki (np. włoska wioska magiczna Damanhur) po luźne zrzeszenia, w których jedyną formą wspólnoty jest oglądanie i opłacanie tego samego, transmitującego nabożeństwa kanału telewizyjnego. Stąd wynika potrzeba znalezienia określenia, które, pomijając zróżnicowanie, wskaże ich wspólny mianownik. Ma nim być szkodliwość społeczna, tak jest np. we francuskich raportach parlamentarnych o „sektach destrukcyjnych” (Raport Guyarda z 1996 r.) czy w szwajcarskim raporcie o „grupie indoktrynacyjnej” (dokument z 1999 r.).

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...