Testament Soboru

Przełamywanie wewnętrznych podziałów w Kościele nie może dokonywać się kosztem wzbudzania podejrzliwości w stosunku do Soboru Watykańskiego II ani marginalizowania jego dokonań. Tygodnik Powszechny, 21 lutego 2010


Kiedy Sobór rozpoczął prace, opinię publiczną przyciągnęły szczególnie dwie nowości. Przez całe wieki Kościół starał się, aby prezentować siebie wobec świata jako jednorodną całość i często w sposób mniej lub bardziej widoczny zamazywał istniejące różnice. Jednak już pierwsze tygodnie obrad pokazały, że różnice istnieją, a niektóre z gorących dyskusji przedostawały się do prasy.

Po drugie, przed rozpoczęciem Soboru Kościół wyraźnie przypominał, że jest niezmienny. Po rozpoczęciu obrad stało się jasne, że zmiany nastąpią – nawet jeśli niektóre osoby bądź środowiska próbowały zminimalizować ich wagę. Kiedy zmiany zaczęły się pojawiać, jednych zachwyciły, innych szokowały, ale wszystkim uświadomiły, że katolicyzm nie jest nienaruszalnym monolitem, do jakiego się przyzwyczaili.

W przeciwieństwie do wcześniejszych soborów Vaticanum II miało otwartą agendę: zaraz po ogłoszeniu jego zwołania sekretarz stanu wysłał list do wszystkich hierarchów prosząc, aby przysyłali do Watykanu „z całkowitą wolnością i szczerością” propozycje tematów, jakimi powinien zająć się sobór. Spłynęło ich mnóstwo. Niektóre były trywialne, np. dotyczyły właściwego używania organów w trakcie liturgii, kroju ubrań dla zakonnic czy formuł poświęcenia wody. Inne dokonały rzeczywistych zmian w nauczaniu i duszpasterstwie Kościoła.

Im większe podejmowane kwestie miały znaczenie, tym gorętsze wywoływały debaty. Pokazały one, że niektórzy biskupi, słusznie bądź nie, postrzegali zmiany jako zrywające z wcześniejszą praktyką bądź nauką Kościoła i uważali je za niebezpieczne, a nawet heretyckie. Szczególnie „niebezpieczne” okazały się trzy kwestie, które Paweł VI wycofał z obrad soborowych: celibat duchownych, kontrola urodzin i reforma Kurii Rzymskiej.

Kwestie zapalne

Pierwszą kwestią, przeciągającą się w debatach, było miejsce łaciny w liturgii. Sprawa była pilna ze względu na zmianę sytuacji na terenach misyjnych po zakończeniu ery kolonializmu. Łacina, dotąd uznawana za pieczęć jedności Kościoła, zaczęła być postrzegana jako instrument zachodniej dominacji. Również kwestia stosunku Pisma Świętego do Tradycji wyłoniła się jako sprawa gorąca – pojawiające się postulaty sugerowały odejście od rozstrzygnięć trydenckich. Pytano więc, czy Kościół może zająć w uprawniony sposób odmienne od Trydentu stanowisko?

Mało która kwestia wywołała tak wiele nieprzyjemnych kontrowersji jak sprawa stosunku Kościoła do Żydów. Musimy pamiętać, że dopiero w latach 60. XX wieku zaczęto otwarcie mówić na temat Holokaustu i nazywać w dyskursie publicznym zło po imieniu. W Kościele, tak jak i w społeczeństwie, rozpowszechnione było przekonanie, że wszyscy Żydzi byli odpowiedzialni za śmierć Jezusa i stąd ciążyła na nich klątwa (Mt 27, 25). Niektórzy Ojcowie Soborowi byli święcie przekonani, że prace nad nowym dokumentem w kwestii relacji Kościoła do narodu żydowskiego ściągają z Żydów odpowiedzialność za śmierć Mesjasza.

Również stosunek Kościoła do innych Kościołów i wspólnot chrześcijańskich był dużym wyzwaniem dla katolików, ponieważ Sobór zachęcał ich do dialogu ekumenicznego: dotąd zabronionego w jakiejkolwiek postaci. Także Deklaracja o Wolności Religijnej rodziła się w bólach i została zaaprobowana tylko dlatego, że w jej obronie stanęli biskupi zza żelaznej kurtyny. Ponieważ dokument ten nadawał prymat sumieniu nad posłuszeństwem władzy kościelnej, wzbudził tak gwałtowną opozycję, że do ostatniego głosowania wydawało się, iż nie zostanie zaaprobowany.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama