ONZ, polityka i prawa człowieka

Przez pewien czas po upadku żelaznej kurtyny zachowywaliśmy się na Zachodzie, jakbyśmy ciągle śpiewali: „we are the champions”, „we are the world”; wydawało się nam, że uosabiamy intencje całej społeczności międzynarodowej, która może jest słaba, może niedomaga, ale my potrafi my ją niejako wyręczyć. Znak, 12/2008



Czy państwa te proponowały cokolwiek w zamian?

Ich dyplomaci uważali, że prawa człowieka mogą być przestrzegane o tyle, o ile istnieją do tego odpowiednie warunki ekonomiczne. Określili priorytety: najpierw rozwój, potem prawa człowieka. Mówimy tu o państwach nieco zapóźnionych w rozwoju, które obawiały się, że zachodnie standardy w różnych dziedzinach – nie tylko praw człowieka, ale też na przykład ochrony środowiska – będą hamowały nadrabianie tych zaległości.

Albo też stały na stanowisku, że odmienności cywilizacyjne mogą być podstawą odmiennych koncepcji i standardów przestrzegania praw człowieka. Nie proponowały niczego w zamian: chciały jedynie, żeby Zachód dał im spokój z tym uniwersalizmem, który jawił się dla nich także jako przejaw westernizacji świata. Uważały prawa człowieka za element globalnej ofensywy Zachodu, której celem miała być homogenizacja innych rejonów świata po to, by przygotować grunt dla podboju ekonomicznego.

Byłoby to zresztą zgodne z definicją globalizacji, którą wymyślił twórca tego terminu, Theodore Levitte. Zgodnie z nią jest to proces polegający na uniformizacji postaw i technologii umożliwiającej sprzedawanie tego samego produktu na całym świecie. Innymi słowy, należało zmienić kulturę, aby móc zdobyć rynek: wylansować pewne standardy kulturowe, obyczajowość, sposoby zachowania, tak aby ludzie zechcieli kupować przysłowiową coca-colę i inne produkty Zachodu.

Wartości azjatyckie są oparte na solidnym podłożu cywilizacyjnym. Azja Wschodnia: Chiny, Japonia czy Indie, ma niesłychanie silną tożsamość. W przeszłości jej brak asertywności brał się ze słabości ekonomicznej. Kiedy jednak odzyskała witalność gospodarczą, uznała, że nie musi już dłużej słuchać „kazań” Zachodu.

Cywilizacje krajów Dalekiego Wschodu opierają się na odmiennych fundamentach kulturowych. Występuje tam inne rozumienie porządku społecznego i międzynarodowego: wystarczy spojrzeć na, lansowaną przez Chiny, koncepcję „harmonijnego ładu”[1]. Cywilizacja zachodnia jest wewnętrznie dialektyczna, oparta na sprzecznościach; postęp wymusza tu konflikt, który zresztą jest immanentną właściwością życia społecznego i stosunków międzynarodowych.

Dla Dalekiego Wschodu charakterystyczne jest pojęcie harmonii, długie dochodzenie do kompromisu, wsłuchiwanie się w racje innych. Uznaje się tam prawa człowieka – ale tylko w ramach szerszej społeczności: wspólnoty, wsi lub rodziny. Zgodnie z azjatycką hierarchią wartości nie ma kolizji między interesem władzy politycznej a prawami jednostki: władza zawsze najlepiej reprezentuje interesy szerszej społeczności i jednostki.

Nawet pojęcie przyrodzonej godności człowieka, a więc fundament praw człowieka, jest zupełnie odmiennie rozumiane na Wschodzie. Czy – przynajmniej w obiegu naukowym – istnieją teorie, które dopuszczają możliwość syntezy wartości azjatyckich oraz praw człowieka w rozumieniu zachodnim?

Nie widzę możliwości pogodzenia tych dwóch systemów. Koncepcja praw naturalnych – fundament zachodniej idei praw człowieka – ma rodowód grecko-judeochrześcijański i nie występuje w ogóle w tradycji Wschodu. Tak silnie podkreślane u nas pojęcie autonomii jednostki tam po prostu nie istnieje! W kwestii najbardziej elementarnych praw jesteśmy blisko siebie. Natomiast później zaczynają się schody.

Na Zachodzie ciągle poszerzamy katalog praw człowieka oraz całe instrumentarium implementacyjne, które umożliwia wymuszanie przestrzegania tych praw. Dla przedstawicieli Azji Wschodniej trochę za bardzo wybiegamy w przód. W rozwoju społecznym Wschód jest od nas stabilniejszy. Rewolucje obyczajowe lub grupy nacisku domagające się praw dla różnych mniejszości są tam zjawiskami niepojętymi.
 




[1] Czytelników zainteresowanych koncepcjami „harmonijnego ładu” oraz „zrównoważonego rozwoju”, a także chińskim podejściem do koncepcji praw człowieka odsyłamy do wakacyjnego numeru „Znaku” (Świat patrzy na Chiny, nr 638–639), w którym na ten temat pisali m.in. Krzysztof Łoziński, Krzysztof Gawlikowski, Erpin Zhang oraz ks. Roman Malek (przyp. red.).

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama