Każdy ma swoją świętą górę

Idea pielgrzymowania jest bardzo stara. Pierwsi pielgrzymi wyruszali w drogę zanim powstały wielkie monoteistyczne religie. Zmierzali do świętych miejsc, w których, jak wierzono, mieszkała Moc. Mógł to być święty dąb, święta rzeka, lub każde inne miejsce, które było świadkiem objawień sacrum. List 7-8/2007



Wysiłek, moja karta przetargowa


Miejsce, do którego zmierza pielgrzym - mimo że jest święte, pełne Mocy - nie jest najważniejsze. Gdyby chodziło tylko o miejsce wielu ludzi wybrałoby inny sposób dotarcia do niego. Indianin mógłby polecieć na górę Harney helikopterem, a polski pielgrzym pojechać do Częstochowy koleją. Ludzie jednak, z jakichś powodów, wolą wędrować do tych miejsc na własnych nogach. Antropolog powiedziałby, że w takim w powolnym, niespiesznym zbliżaniu się do celu największe znaczenie ma „wydatek energetyczny" (trud drogi, rezygnacja z wygód, brak snu). To jest wartość, którą jedni traktują jako „przedpłatę" łaski, a inni jako dar. Intencja często odgrywa rolę drugoplanową. Pewien człowiek - jak podaje pewna bardzo stara opowieść - przybył na dwór swego władcy z dość niecodziennym podarunkiem. Król, przyzwyczajony do kosztownych prezentów, był niezwykle zaskoczony, kiedy nieznajomy wręczył mu zwykły kamień:


- Co w tym kamieniu jest takiego wyjątkowego? - zapytał.
-To kamień z rzeki, która jest tysiąc mil stąd - odpowiedział nieznajomy.
- Szedłeś aż tysiąc mil tylko po to, by przynieść mi zwyczajny kamień? - upewniał się król.
- Tak, i ta moja wędrówka też jest prezentem, usłyszał w odpowiedzi.


Można postrzegać pielgrzymkę w kategoriach merkantylnych, czyli daję coś, aby w zamian coś otrzymać, ale można potraktować ją także jako bezinteresowny gest, jak w przypadku tego człowieka, który przyniósł kamień. Kamień, sam w sobie, nie jest wartościowym darem, ale kamień niesiony przez tysiąc mil staje się czymś bardzo wyjątkowym.

W dawnych religiach wierzono, że dobro, które uczynisz, w taki czy inny sposób do ciebie powróci. Był to też sposób skłonienia sacrum do działania - odpowiednio wielka ofiara nie pozostanie bez odpowiedzi. Znamy przecież religie, w których składano ofiary z ludzi. Wbrew pozorom praktyki te świadczyły o godności i wyjątkowości człowieka. Ludzkie życie było najwyższą wartością, którą można było ofiarować bóstwu.

Najbardziej znaczącym darem była ofiara z siebie, dlatego szamani dokonywali samookaleczeń, a Indianie z Wielkich Równin podczas inicjacji wieszali się na rzemieniach przeciągniętych przez rany w piersi. Te rytuały były traktowane jako swego rodzaju karta przetargowa. Świat wyobrażano sobie jako harmonijny układ sił, w którym panuje energetyczna równowaga. Jeżeli w jakimś jego punkcie wystąpi deficyt „energii" lub jej nadmiar, zgodnie z pierwotnymi przekonaniami, zostanie on wyrównany. Pielgrzymka jest taką próbą przywrócenia równowagi w świecie. Człowiek idzie, bo czuje, że w jego życiu bilans energetyczny jest albo dodatni, albo ujemny. Chcę coś uzyskać (zdrowie, pomyślność etc.) albo spłacić swój „dług", czyli zrekompensować „naddatek energetyczny", którym zostałem obdarowany.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama