Z kompleksem niedocenienia

Jeszcze dwa, trzy lata temu patriotyzm to było słowo trochę wstydliwe, wręcz niebezpieczne. W polskim słowniku politycznym funkcjonowało albo jako karykatura określonych zachowań – tromtadrackich i czysto werbalnych, albo jako wyzwisko – synonim ciemnogrodu. Idziemy, 11 listopada 2007




Na czym więc polega nowoczesny patriotyzm?

Nie tyle na mówieniu o nim, na rzucaniu wielkich słów, ale na wyborze określonych postaw, zbudowanych na takich elementach jak: rozum, rozwaga, solidarność, właściwa ocena hierarchii ważności i wartości.

Kto ma nas uczyć takiego patriotyzmu?

Chyba tylko my sami, ale patrząc na siebie z zewnątrz.

Ale do jakich wzorów mamy sięgać? Jeszcze niedawno minister oświaty podjął próbę wskazania konkretnych postaci z historii Polski. Spotkało się to jednak z wielkim protestem i zostało ośmieszone – być może słusznie.

Styl, w jakim minister Giertych próbował zreformować szkołę, był bardzo niefortunny. Ale szczerze mówiąc, podzielam wiele jego opinii i poglądów. Wprowadzenie dyscypliny do szkół, mundurków, zero tolerancji dla wybryków – to były bardzo słuszne hasła. Przy okazji jednak wzniecono konflikty i zantagonizowano środowisko szkolne. Część winy leży tu zresztą po stronie nauczycieli, którzy buntowali uczniów. Uważam, że szkoła powinna prowadzić wychowanie patriotyczne, co jest równoznaczne z wychowaniem obywatelskim, przez które rozumiem racjonalną troskę o dobro wspólne. Uczniowie powinni kończyć szkołę z przekonaniem, że do końca życia obowiązują ich zasady: nie rób drugiemu, co tobie niemiłe, pomagaj słabszym i działaj na rzecz dobra wspólnego. To jest chrześcijańskie, nowoczesne, obywatelskie i ponadczasowe. To jest „abc” patriotyzmu.

Ale patriotyzm bywa różnie definiowany przez konserwatystów, chadeków, liberałów i socjalistów.

To prawda, ale podział społeczeństwa wedle tych idei nie powinien być podziałem na wojownicze plemiona, które dążą do wzajemnego zniszczenia. Różnica zdań w ważnych, często nawet fundamentalnych dla życia społecznego sprawach, nie powinna jednak burzyć pewnego minimum wspólnych zasad i reguł postępowania. To się zasadza na dobru wspólnym kraju. Można mieć bardziej socjalistyczny punkt widzenia na sprawy budżetu czy nawet na sprawy polityki zagranicznej, natomiast nie można podważać samych reguł, na których oparta jest wspólnota. Jedną z nich jest model rodziny, o którym nie powinno się dyskutować, tak jak nie dyskutuje się o pewnych prawach natury. Mówiąc obrazowo: „deszcz pada, bo pada” i podobnie naturalne jest, że małżeństwo to jest mężczyzna i kobieta. O tym nie powinniśmy dyskutować, jeżeli nie chcemy zburzyć fundamentu wspólnoty. Natomiast sprawa podatków, koalicji rządowych, czy sposób organizacji państwa to jest pole do debaty politycznej w społeczeństwie pluralistycznym.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama