Mity na temat wspólnoty

Tylko budowanie wspólnoty w perspektywie wiary w Trójjedynego Boga może stawać sie dla chrześcijan odkrywaniem szczęścia, do jakiego został powołany każdy człowiek bez wyjątku i to w chwili stworzenia. Zeszyty Odnowy w Duchu Świętym, 1(70)/2004





Mit szósty: wspólnota jako „piąta kolumna”
Czasami w niektórych wspólnotach budzi się „syndrom Mesjasza” i „nauczyciela narodów”. Otóż część członków – zwłaszcza tych o zabarwieniu neofickim – zaczyna postrzegać swoją wspólnotę jako jedyną szansę i ratunek dla dotkniętego letniością chrześcijaństwa. Wspólnota wówczas zaczyna jawić się samej sobie jako maleńka wyspa sprawiedliwości i pobożności, która – zapewne zrządzeniem Boskim – została zanurzona pośrodku oceanu znieprawienia i bezbożności, dla ocalenia tych, którzy jeszcze cudem utrzymali się na powierzchni owego oceanu.

Łatwo się domyślić, jak bardzo niebezpieczne są tego typu mity, które dają członkom wspólnot prawo do potępiania wszystkiego, co znajduje się na zewnątrz. Wspólnota staje się w ten sposób samozwańczą „piątą kolumną”, dokonującą czystek na tyłach wiary. Życie wspólnotowe zaczyna przypominać wówczas wielką krucjatę, rządzącą się logiką podejrzeń i osądów, wzajemnych oskarżeń i lękliwego dbania o własną ortodoksyjność. Świat szybko zostaje podzielony na „ich” i „nasz”. Nasz, czyli zbawiony i ich – już potępiony. Bojownicy takich wspólnot mogą spocząć dopiero wtedy, kiedy wszyscy ocaleni z potopu, przyjmą ostatecznie ich formację wspólnotową za swoją jako jedyne remedium na bóle życia (np. kiedy wszyscy staną się bądź to „neonami”, „duchaczami” czy członkami rodziny katolickich rozgłośni).

Mit siódmy: wspólnota jako totalizm
U niektórych ludzi pojawia się czasem opór przed wejściem do wspólnoty, który wywołany jest obawą przed całkowitym podporządkowaniem wspólnocie jednostki i jej dobra. Niestety, lęki te nieraz nie są bezpodstawne. Biorą się one z tego, ze liderzy wspólnot mylą nierzadko zabiegi zmierzające do zachowania jedności z uniformizacją wszystkich ludzi. Warto tutaj wspomnieć o pięknej myśl Mikołaja Kuzańczyka, iż prawdziwa jedność może być budowana tylko z poszanowaniem różnorodności („jedność w różnorodności”).

Zabiegi wspólnototwórcze nigdy nie mogą stać się trzebieniem jednostek z tego, co buduje ich indywiduum, ale także nie mogą pozostawać na poziomie tego, co tylko jednostkowe. Powinny harmonijnie włączać człowieka w całość wspólnoty. Wynika z tego, że tylko możliwość współdziałania i uczestnictwa w grupie każdego z członków stanowi kryterium tego, czy wspólnota ustrzegła się pokusy totalizmu (oraz odwróconego totalizmu, czyli indywidualizmu). Jeżeli ktoś odnajduje się we wspólnocie tylko za cenę wyparcia tego, co buduje jego osobę, wspólnota taka jest na dobrej drodze do wpadnięcia w pułapkę totalizmu.

Rozbijać mity… o Chrystusa
Możliwość myślenia o wspólnocie przy pomocy mitów oraz budowanie tych mitów jest w nas bardzo głęboko zakorzenione. Dlatego jedyną i skuteczną metodą unikania mityzacji, a jednocześnie nie popadnięcia w kolejną pułapkę ciągłej demitologizacji rzeczywistośc, jest metoda św. Benedykta. Dotyczy ona złych myśli, a bez obaw można ją poszerzyć o rozprawianie się z mitami: „Złe myśli natychmiast rozbijać o Chrystusa, jak o skałę”. Tylko pełna prawda o naszym człowieczeństwie, która została objawiona w Chrystusie, może uzdrawiać nasze złudne i raniące mistyfikacje.
«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama