Kardynał w jesziwie, rabin na ambonie

Które słowa wyszły spod pióra kardynała, które rabina? Nie zawsze łatwo to rozpoznać i w trakcie lektury książki wielokrotnie powracałam do początku akapitu, by upewnić się, czyje myśli akurat czytam… Więź, 3/2009



Obaj autorzy zastrzegają się, że to ich osobista wzajemna sympatia, nie zaś instytucjonalny dialog „wysoko postawionych” osobistości jest inspiracją i „kluczem” do książki. Na jej okładce zdjęcie równych wzrostem uśmiechniętych współautorów. Kardynał na czarno, w koloratce, z krzyżem na piersi. Rabin – w garniturze i jasnoniebieskiej koszuli, „pod krawatem”. Ledwo widoczna jest, zlewająca się z ciemnym tłem jarmułka, podobny u obu fason cienkich okularów i uśmiech.

Łączy ich jednak więcej niż fizyczne podobieństwo. Na przykład – odwaga. Wówczas, kiedy rabin pragnie, by kilkuletnia dziewczynka mogła zmierzyć się z utratą matki i nie godzi się, by, zgodnie z tradycją, pozostawała odsunięta od uroczystości pogrzebowych,. A nawet więcej: łamiąc obowiązujące zasady, sam kładzie jej rękę na trumnie zmarłej.

Albo kiedy opowiada, jak po raz pierwszy czytał Ewangelię w bibliotece uniwersyteckiej w Jerozolimie. W tym samym czasie młody ksiądz Barbarin chodził (zresztą przez wiele lat) do synagogi, by wspólnie modlić się – błagać Boga o przebaczenie – w dzień Jom Kipur. Po latach, kiedy pojawił się ze swoim żydowskim modlitewnikiem w synagodze w Lyonie, miejscowy rabin podarował mu modlitewnik „porządny”. „Bo widzę, że jest ksiądz niepoprawnym sefardyjczykiem” – skomentował, patrząc na pochodzącą z Jerozolimy książkę.

Teraz kard. Barbarin chodzi tam co roku, jak sam mówi, „ubrany po kardynalsku”, z krzyżem wsuniętym w rozcięcie sutanny. Rabin Wertenschlag wita go na progu synagogi i zalicza do „najwierniejszych parafian”. Zapewnia, że „ludzie na księdza kardynała bardzo czekają”. Książka nie ogranicza się jednak to takich, smakowitych skądinąd, anegdot. Czytamy dużo o sile żydowskiej modlitwy, którą podziwia kard. Barbarin. I tę modlitwę, i przykazanie miłości Boga „całym sercem” rozumie lepiej, od kiedy usłyszał rabiniczny komentarz do Talmudu.

Księga używa nie słowa zwykle oznaczającego serce: levekha, a tego z podwojoną sylabą: levevekha – co znaczy obiema częściami serca, dobrą i złą. Także ta zła część serca, którą każdy z nas w sobie nosi, kocha Boga ¬– wyjaśnia rabin. Takich egzegetycznych fragmentów znajdziemy w tej książce wiele, nie sposób przytoczyć wszystkich. Nie raz i nie dwa, słuchając talmudycznych wyjaśnień rabina, kardynał wtrąca: „o, to wykorzystam w homilii” albo ”o, to nadaje się, by powiedzieć moim wiernym”.

Pewne tematy, te, do których autorzy książki mają najbardziej osobisty stosunek, powracają w książce kilkakrotnie – tak jest ze świętem Jom Kipur, tak jest z listami św. Pawła. O tej wyjątkowej sile, także o wartości przykładu żydowskiego postu i modlitwy kard. Barbarin mówił mi jeszcze zanim powstała książka – w samolocie lecącym nad Morzem Śródziemnym, kiedy przed niemal dwoma laty (luty 2007) wracaliśmy z niebywałej podróży katolickiej i muzułmańskiej delegacji do Algierii (jak dobrze, że uczestnicy zgodzili się wówczas zabrać kilkoro dziennikarzy!).

W lustrze pytań

Niezależnie od tego, czy rozmowa toczy się na temat interpretacji Pisma Świętego (kardynał opowiada, jak lubi chodzić po jesziwach, widząc w nich „godny pozazdroszczenia i godny zastosowania u nas projekt pedagogiczny”), chrystologii („tak po prawdzie to dzieli nas tylko 48 ostatnich godzin życia Jezusa” – twierdzi rabin), postawy wobec ludzkiego cierpienia czy miejsca religii w społeczeństwie – wątkiem, jaki przewija się nieustannie, jest… ciekawość. Bo jak inaczej nazwać potrzebę stawiania pytań rozmówcy?



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama