Być jak akompaniament…

Niedziela 12/2010 Niedziela 12/2010

Boimy się wszystkiego, co nas niszczy. Znamienne jest, że człowiek boi się nie tyle śmierci, ile cierpienia. Choć lęk przed całkowitym unicestwieniem jest integralnie wpisany w ludzką naturę. Tutaj ratunkiem jest wiara.

 

 

Anna Skopińska: – Spotyka się Ksiądz z ludźmi obarczonymi często olbrzymim cierpieniem. Czym ono jest?

Ks. Łukasz Szmit: – Jest tajemnicą. Wszystko, co powiem, będzie tylko i wyłącznie przybliżaniem się do niej i próbą kreślenia jej konturów. Z nieufnością podchodzę do wszelkich prób racjonalizowania cierpienia, bo widzę w nich pokusę łatwego pocieszenia. Wobec cierpienia jest jedna postawa, którą akceptuję – walczyć z nim, a tam, gdzie to niemożliwe, milczeć, być i towarzyszyć. Kiedy zapytamy siebie, kto w naszym życiu znaczy najwięcej – stwierdzimy często, że są to ci, którzy zamiast dawać rady, rozwiązania lub lekarstwa, chcieli dzielić nasz ból, delikatnie dotykać naszych ran, i jako nieliczni byli w stanie wyrazić w słowach i działaniu nasze człowieczeństwo.

– Ksiądz tak stara się dotykać ran swoich chorych…  Ale my boimy się cierpienia i jeśli to możliwe, uciekamy przed nim.

– Boimy się wszystkiego, co nas niszczy. Znamienne jest, że człowiek boi się nie tyle śmierci, ile cierpienia. Choć lęk przed całkowitym unicestwieniem jest integralnie wpisany w ludzką naturę. Tutaj ratunkiem jest wiara. Nie działa ona automatycznie, bo nie znosi cierpienia, ale może nadać mu sens. Ks. Tischner tuż przed śmiercią, gdy nie mógł już mówić, napisał na kartce, że cierpienie nie uszlachetnia. Dla mnie moralnie odrażające jest mówienie, że cierpienie to kara albo próba. Każdy z nas z cierpieniem walczy, przeciwstawia się mu, może stworzyć coś dobrego, duchowo wzrastać. I w tym tkwi jego wielkość. Przez cierpienie nie da się przejść obojętnie, bo w cierpieniu albo się wzrasta, albo się degraduje.

– Niewielu z nas potrafi tak to sobie wytłumaczyć. Najczęściej pojawia się postawa buntu, wątpimy w istnienie Boga… To normalne?

– W sytuacjach granicznych nic nie jest normalne. A zarzut w kierunku Boga: dlaczego cierpienie – należy traktować bardzo poważnie. Choć pomagam, jak potrafię, to nie do mnie należy odpowiedź. Bunt pojawia się, gdy się na coś nie godzimy, gdy coś nas niszczy. Trzeba wiedzieć, że z Nim się nie walczy, a pomóc zbuntowanej osobie jest niezwykle trudno, bo ostra konfrontacja ze zbuntowanym człowiekiem kończy się atakiem agresji. Jedyne, co możemy zrobić, to cierpliwie i empatycznie czuwać i towarzyszyć chorym. Bo bunt nie jest stanem, tylko fazą – ma więc swój początek, dynamiczny przebieg i koniec. Ale nie wszyscy chorzy ulegają temu modelowi.

– Pamięta Ksiądz swoje pierwsze doświadczenie śmierci?

– Pamiętam, jak na początku mojej pracy w hospicjum na oddziale umierał mężczyzna. To była agonia. Byłem wtedy w sali obok. Dr Dorota Barwicka, cudowna kobieta, bardzo oddana chorym ludziom, prawdziwy wzór lekarza, była z nim. Zaprosiła mnie do siebie i spokojnie wyjaśniała ustające procesy życiowe umierającego człowieka. Tego zdarzenia nigdy nie zapomnę. Czułem się jak bezbronne dziecko, trzymane mocno za rękę przez kochaną mamę...

– Patrzenie na śmierć ze świadomością, że to już koniec życia, z pewnością budzi lęk...

– Właśnie dzięki tej wspaniałej lekarce lęku nie było. Ona pokazała mi, że nie trzeba się bać, także umierającego…

– Ale jest też ból tego człowieka…

– Istnieje szczególny rodzaj bólu. To ból duchowy, który polega na ciągle zwiększającym się poczuciu absurdalności istnienia i niesprawiedliwości losu. Łagodzimy go przez cierpliwość w wysłuchaniu, próby wspierania w poszukiwaniu sensu cierpienia, wspieranie nadziei i szczere mówienie o granicach własnych możliwości. Nie powinniśmy mówić zbyt wiele, raczej nastawić się na bardzo uważne słuchanie. Pustki nie da się wypełnić słowami, wypełnić ją może jedynie obecność człowieka. Często chory dokonuje rozliczenia własnego życia, odkrywa ciemne strony własnego istnienia, załamania moralne, upadki. Uważne słuchanie w tym momencie ma ogromne znaczenie, to więcej niż technika. Słuchanie jest wcielaniem miłosiernej miłości Boga, który nie tylko nie sądzi człowieka, ale przyjmuje go i kocha takim, jaki jest. Głównie zajmujemy się jednak najpierw bólem ciała. Zawsze jest z nami lekarz, który dba, by tego bólu, cierpienia konającego było jak najmniej. Tylko wtedy, kiedy nie boli, możemy z chorym rozmawiać.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • edwin
    31.03.2010 19:08
    moj tato był zachwycony tym kapłanem. Dla mnie za bardzo chciał udawać luzaka i normalnego gościa, jakby nie był księdzem.
  • karolina
    05.04.2010 11:41
    ciekawe te odpowiedzi ale nie wydaje mi sie by o smierci i na jej temat mogl mowic i radzic ktos kto nikogo nie stracil
  • Anonim
    07.06.2010 13:28
    To chyba najłatwiejsza praca: bycie z kimś w ostatnich dniach, w szpitalu. Trudniej jest być z człowiekiem przez wiele lat, ale tego Ksiądz, może i wspaniały, nie jest w stanie pojąć. Co to znaczy odpowiedzialność za rodzine, dom, dzieci, żonę. Co znaczy martwić się tym, skad wziąć pieniądze na leczenie, na życie. To jak inny świat. I choć chylę czoła to jednak mogę powiedzieć jedno - oderwany od rzeczywistości inny świat. Tego zwykłego codziennego, nawet przez bycie przy umierającym kilka dni, tygodni, miesięcy, spowiadanie go, Ksiadz nie doświadcza. I pokazywanie kapłana, który tak się poświęcił - owszem, ale może warto pokazać zwykłego, szarego człowieka, który bardzo często, jesli nie zawsze robi o wiele więcej niż ksiądz, który wraca na noc do ciepłej plebanii, bez problemów i trosk życia codziennego.
  • ania
    11.06.2010 13:24
    z perspektywy czasu dostrzegam, że ten wywiad jest beznadziejny i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością - tak więc wszyscy ci którzy tak piszą mają rację
    autorka - czyli ja, nie powinna wcale brać się z takie tematy, za sprawy które nikogo nie obchodzą i na które szkoda czasu
    myslę,że moje pisanie i rozmowy z ludźmi to 'kula w płot' i ten wywiad o tym świadczy
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...