Pasterka na placu budowy

Tygodnik Powszechny 37/2010 Tygodnik Powszechny 37/2010

Zalążkiem opozycji politycznej w Nowej Hucie były kolejne komitety budowy świątyń. Zadeklarowanie się przez człowieka świeckiego, najczęściej pracującego jako robotnik w kombinacie, że jest członkiem nielegalnego, zwalczanego przez władzę komitetu – było formą deklaracji politycznej. Sposobem tworzenia aktywnej opozycji.

 

Najbardziej symboliczne wydarzenie w Nowej Hucie...

Ponieważ tu w ogóle w dużej mierze chodziło o symbole. Przecież patrząc czysto topograficznie: w okolicznych wioskach były trzy kościoły i opactwo w Mogile, więc dało się, mieszkając w Nowej Hucie, uczestniczyć w życiu religijnym. Chodziło o coś innego: żeby społeczność, która zjechała za pracą, chlebem i awansem społecznym (w Nowej Hucie stawali się „miastowymi”, co w propagandzie było obrazem sukcesu), skoncentrować wokół pewnej idei. Dla władz było to zintegrowanie ludzi wokół wielkiej budowy, jaką jest kombinat hutniczy. Dla Kościoła – wokół budowy świątyni, odwołując się przy tym do wyniesionej z domu religijności ludowej.

Zgodę na budowę kościoła w Bieńczycach wynegocjowano na fali odwilży 1956 r. Ale władza szybko się połapała, że problemem nie jest budowa, tylko jej skutki. Gdyby pracą zajmowało się kilku księży, władza pewnie poprzestałaby na jej utrudnianiu. Ale wokół inicjatywy zawiązał się komitet budowy kościoła złożony z mieszkańców Nowej Huty. Komitet, który w krótkim czasie zgromadził spore środki finansowe. Władza przestraszyła się, widząc strukturę zawiązującą się ze zwykłych ludzi. Zgodę więc cofnięto decyzją „czynników politycznych”, uznając budowę szkoły „tysiąclatki” za bardziej potrzebną mieszkańcom.

W kwietniu 1960 r. wokół placu budowy doszło do rozruchów, które zaskoczyły i władzę, i Kościół krakowski. Ten ostatni był w impasie, a na Baziaka naciskał Wyszyński zirytowany, że sprawa się wlecze: decyzja o budowie zapadła przed ponad dwoma laty, a efektem jest tylko drewniany krzyż na działce. Metropolita krakowski, już schorowany, oddelegował do sprawy Wojtyłę, argumentując – co wiemy z donosu – że ten zna się na problematyce robotniczej. W kwietniu przy krzyżu pojawiła się koparka, po to, by go usunąć. Iskrą wyzwalającą rozruchy była gwałtowna reakcja kilku osób. Oprócz zaangażowanych w sprawę, w zamieszki włączyli się zwykli zadymiarze i rozruchy objęły całe miasto.

Dlaczego władzy nie udało się zamierzone przerzucenie odpowiedzialności za te wydarzenia na Kościół krakowski?

Bo Wojtyła myślał taktycznie – jeśli da się zepchnąć do roli odpowiedzialnego, to straci pozycję w tej społeczności – i zareagował szybko, choć dla wielu kontrowersyjnie. Wystąpił do sądu z oskarżeniem, że winna jest nie władza ludowa, ale dyrekcja budowy w Nowej Hucie, która przysłała ekipę z koparką. Gomułka musiał poczuć, że przegrał, bo zareagował natychmiast: w maju podczas Dni Hutnika atakował Wojtyłę, wskazując jeszcze raz na Kościół jako prowokatora zajść.

Wojtyła rozgrywał sprawę Nowej Huty, planując ruchy długofalowo. Mógł grać na pozór ryzykownie, ale wiedział, co robi, bo miał swojego człowieka w Miejskiej Radzie Narodowej, który informował go o planach rozbudowy. Wiedział, że lotnisko czyżyńskie będzie zabudowane. Kiedy więc Zbigniew Skolicki, przewodniczący prezydium MRN, postawił mu jako warunek przywrócenia decyzji o budowie zmianę miejsca na teren położony w pobliżu lotniska Czyżyny, ten się zgodził, choć było to wówczas szczere pole. W październiku 1967 r. rozpoczęła się budowa kościoła pw. Matki Bożej Królowej Polski, powszechnie nazywanego „Arką Pana”. Trwała 10 lat.

Ale Wojtyła jednak grał ryzykownie, np. wysyłając do Nowej Huty ks. Józefa Gorzelanego, uwikłanego w intensywne kontakty z władzą.

Kiedy Wojtyła zaproponował mu probostwo w Bieńczycach, ten był przekonany, że to okrutna zemsta za jego uczestnictwo w ruchu „księży patriotów”. Perfidia miała polegać na tym, że w Nowej Hucie porażkę poniesie każdy – tak jak poprzedni proboszczowie Mieczysław Satora i Stanisław Kościelny. Tymczasem Wojtyła zrealizował kolejny warunek ustaleń z władzami miasta: zgoda na proboszcza, ale życzliwego władzy ludowej. Skutki znamy: nie dość, że Gorzelany zadanie polecone przez Kościół wykonał, to zrobił to dokładnie po myśli Wojtyły: zintegrował nowohucką społeczność. Temu też służyły gesty samego biskupa, potem metropolity. Gdzie biskup Wojtyła odprawia pasterkę w roku 1959? Na Wawelu, jak zwykle? Nie, Wojtyła jedzie na plac budowy. Taka polityka przynosiła rezultaty.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama