Pasterka na placu budowy

Tygodnik Powszechny 37/2010 Tygodnik Powszechny 37/2010

Zalążkiem opozycji politycznej w Nowej Hucie były kolejne komitety budowy świątyń. Zadeklarowanie się przez człowieka świeckiego, najczęściej pracującego jako robotnik w kombinacie, że jest członkiem nielegalnego, zwalczanego przez władzę komitetu – było formą deklaracji politycznej. Sposobem tworzenia aktywnej opozycji.

 

Gorzelany w tym świetle to postać dramatyczna. Ale jest też w historii opozycji w Nowej Hucie postać tragiczna, ks. Józef Kurzeja.

Kurzeja podjął inicjatywę lokalnej społeczności, co przypłacił życiem. Na działce w Mistrzejowicach postawił drewniany barak, pomalowany na zielono, żeby nie wyróżniał się wśród otaczających go akacji. Tak powstała prowizoryczna kaplica i miejsce katechezy. Do „zielonej budki”, która oficjalnie kościołem nie była, bo zgoda dotyczyła tylko jednej świątyni w Nowej Hucie, Wojtyła także przyjeżdżał. W latach 70. prowadził procesję po polach mistrzejowickich. Nie mogąc na mocy postanowienia z 1950 r. mianować bez zgody władzy proboszczów, istniejącą jedną parafię nowohucką podzielił na cztery strefy duszpasterskie, które w efekcie stały się zalążkami późniejszych parafii. Kurzeja otrzymał za zadanie opiekę nad jedną z takich stref, ale mimo że działał już w epoce gierkowskiej, opór i szykany ze strony władz były bardzo dotkliwe. Kiedy Gorzelany już buduje Arkę, można mu co najwyżej rzecz utrudniać, co dzień nasyłając inspekcje; Kurzeja materialnie nie ma nic, poza barakiem o wielkości 5 na 6 metrów. Zaczyna się nękanie przez bezpiekę i Kurzei, i ludzi związanych z „zieloną budką”. To była akcja dokładnie planowana. Kurzeja, schorowany, umarł na udar mózgu, w wieku zaledwie 39 lat. Żywe jest przekonanie, że nie była to śmierć naturalna, ale brak w tej sprawie dowodów, choć teraz prowadzone są działania mające na celu próbę ustalenia wszystkich okoliczności zgonu. Tak czy inaczej, choroba z pewnością była ceną za jego pracę. Zgoda na budowę kościoła mistrzejowickiego przyszła dopiero po jego śmierci w 1976 roku. A w tamtych latach Wojtyła rozpoczyna już kolejną batalię o kościół, tym razem na Wzgórzach Krzesławickich. Ta sprawa – znów wynik długofalowej polityki metropolity – jest już spokojniejsza, bo po 1978 r. władza spuściła z tonu. Bezpośrednim polem starcia władzy i Kościoła były Bieńczyce i Mistrzejowice.

Kościół był zatem w Nowej Hucie opozycją, ale w sensie fundamentalnym – proponując inną wizję życia niż socjalistyczna. Co jednak z opozycją stricte polityczną?

Zalążkiem opozycji politycznej były kolejne komitety budowy świątyń. Zadeklarowanie się przez człowieka świeckiego, najczęściej pracującego jako robotnik w kombinacie, że jest członkiem takiego, nielegalnego przecież komitetu, a więc na różne sposoby w różnym czasie zwalczanego przez władzę – było formą deklaracji politycznej. Sposobem tworzenia aktywnej opozycji.

Warto przy tej okazji zwrócić uwagę na istniejący do dziś peerelowski stereotyp propagandowy, wkładający w dłonie nowohuckich robotników, w marcu 1968 r., cięte na metry kable, którymi ci mieli zaganiać studentów do nauki. Wówczas w Nowej Hucie kolportowano i rozlepiano ulotki wspierające studentów. Nie tylko drukowane, ale najczęściej odręcznie pisane kredką czy ołówkiem kopiowym. Ta sprawa pokazuje, że społeczność Nowej Huty mimo bardzo mocnej indoktrynacji, nie uległa zakusom władzy.

I wreszcie lata 80., kiedy potężną siłą opozycyjną jest nowohucka Solidarność, a obrazem przemawiającym do wyobraźni opór społeczności wobec stanu wojennego. Nie jest przecież przypadkiem, że rodzi się ona tuż przy olbrzymim kombinacie metalurgicznym. Opozycja polityczna była tam ściśle, niemal organicznie związana z Kościołem. W najważniejszym wymiarze nie chodzi przecież o działalność związkową czy zadymy w stanie wojennym, ale o wspólne budowanie przez Kościół i opozycję społeczności alternatywnej.

Tamtejsza opozycja spotyka się w nowohuckich kościołach i tam pracuje. To przy kościele w Mistrzejowicach powstaje w 1984 r. Chrześcijański Uniwersytet Robotniczy imienia Wyszyńskiego powołany m.in. przez zasłużonego dla Nowej Huty ks. Kazimierza Jancarza i innych kapłanów, którzy zapracowali na miano kapelanów Solidarności. Tam odbywają się sympozja naukowe, imprezy artystyczne, dyskusje gromadzące tłumy ludzi. Oczywiście, że wielu z nich przychodziło tylko smakować zakazanego owocu. Ale nie bacząc na motywy, ludzie ci w efekcie uczestniczyli w takim życiu, które było formą opozycji wobec władzy. I to już nie tylko o podłożu religijnym, ale też intelektualnym i artystycznym. Fenomenem jest fakt, że w latach 80. podziemne życie intelektualne paradoksalnie przenosi się z Krakowa do Nowej Huty. Kościół wszedł w nową rolę, zajął się już nie tylko duszpasterstwem, ale przyjął na siebie ciężar wprowadzania ludzi w życie intelektualne. Pamiętajmy, że wszystko to działo się w kontrze do działalności robotniczych uniwersytetów leninowsko-marksistowskich, do których zaciągano tamtejszą ludność. Podobną rolę pełniły w zamierzeniu władz pełne propagandy teatr i kina nowohuckie.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama