Huczne przyjęcie w niebie

Przewodnik Katolicki 19/2011 Przewodnik Katolicki 19/2011

Na jednym z portali przeczytałam, że beatyfikacja Jana Pawła II będzie „sprawdzianem” dla Kościoła polskiego. Jeśli pierwszomajowe uroczystości przełożyć na szkolny wynik, to zdaliśmy go bardzo dobrze. I to my wszyscy, świeccy i duchowni

 

Według mediów wydarzeniem, które mogłoby konkurować z beatyfikacją miał być ślub Kate Middleton i księcia Williama odbywający się dwa dni przed watykańskimi uroczystościami. A jednak, Polacy, choć zapewne byli zainteresowani londyńskim „ślubem stulecia”, jak go okrzyknięto, to jednak w równej mierze, a może nawet bardziej z niecierpliwością oczekiwali na niedzielny poranek.

30, 40, a może 80 tysięcy?

Uroczystości beatyfikacyjne miała popsuć także deszczowa pogoda, chłodna noc i informacyjny chaos.

Kiedy wyruszaliśmy do Rzymu, najbardziej irytowały mnie podawane liczby opatrzone słowem Polacco, jak mówią o nas Włosi. Szacowano, że będzie nas od 35 do 80 tys. (nota bene to taki „mały” błąd rachunkowy). Niezależnie od tego, ilu rodaków Jana Pawła II dotarło 1 maja do Wiecznego Miasta, było nas naprawdę dużo. Na rzymskich placach, ulicach, w środkach komunikacji miejskiej dominował język polski i wszędzie było widać polskie flagi.

– Wszędzie tylko Polacy, i tylko oni, nie ma innych narodowości – oburzał się Juan, oczekujący na wejście do Circo Massimo. W tym starożytnym cyrku w sobotni wieczór 30 kwietnia odbywało się czuwanie zorganizowane przez diecezję rzymską.

Ale nie wszyscy słysząc nasz ojczysty język, reagowali z przekąsem na przybywających Polaków. Już na lotnisku Fiumicino ekipa jednej z włoskich stacji telewizyjnych bardzo ucieszyła się na nasz widok, a dziennikarz zapytał, kto zechce udzielić krótkiego wywiadu...

Mieszkańcy stolicy Włoch oczekiwali Polaków i przyjmowali nas z wielką życzliwością i radością.

Minidzień młodzieży

200 tys. ludzi zgromadziło się na Circo Massimo, aby w noc poprzedzającą święto Miłosierdzia Bożego uczestniczyć w wieczornym czuwaniu modlitewnym przed ikoną Maryi – Salus Populi Romani. Nikogo nie zniechęcił nawet siąpiący od czasu do czasu deszcz. Było to tak naprawdę święto młodych, taki miniświatowy dzień młodzieży. Krótkie filmy ze spotkań m.in. z młodymi na jednym z rzymskich uniwersytetów, świadectwa młodzieży, a także pełne wzruszeń wspomnienia byłego rzecznika Watykanu Joaquina Nawarro-Vallsa, kard. Stanisława Dziwisza oraz świadectwo s. Marie Simon-Pierre (uzdrowionej przez wstawiennictwo Jana Pawła II), przeplatały się z modlitwą i śpiewem. Warto dodać, że oprawę muzyczną zapewnił m.in. chór z Konserwatorium Cecylianum pod dyrekcją ks. Marca Frisiny.

Młodsi i starsi, zgromadzeni na całym świecie, a zwłaszcza w sanktuariach w krakowskich Łagiewnikach, w Tanzanii, Libanie i w Indiach, za pomocą łączy satelitarnych w szczególny sposób uczestniczyli w modlitwie różańcowej. Zdrowaś Maryjo, szeptane, śpiewane i wypowiadane z niezwykłym przejęciem, wybrzmiało na Circo Massimo niemal we wszystkich językach świata.

Czuwanie zakończyło pozdrowienie skierowane do jego uczestników przez Benedykta XVI, choć w rzeczywistości trwało ono przez całą noc. W ośmiu kościołach Wiecznego Miasta odbywały się śpiewy, adoracje Najświętszego Sakramentu, można było także skorzystać z sakramentu pokuty. Wiele osób od razu też, jeszcze w nocy, z Circo Massimo przeszło w kierunku Via della Conciliazione, by zająć dobre miejsce na niedzielne uroczystości. Wielu też na karimatach i w śpiworach, leżąc pod gołym niebem, spędziło w ten sposób noc.

Wszystkie drogi prowadzą do...

– Będziemy tam przez całą noc, bo warto ponieść tę ofiarę, byleby tylko jak najlepiej wszystko widzieć i móc w skupieniu uczestniczyć w uroczystościach – mówiła mi jeszcze na Circo Massimo Ula z Warszawy. Studentka polonistyki nie była odosobniona w swoich postanowieniach.

Ponieważ w okolicach zamku Anioła było tak wiele osób, postanowiono wpuścić pierwsze grupy na Via della Conciliazione i na Plac św. Piotra znacznie wcześniej, niż podawano w informacjach.

– Ciekawe, ilu nas jest? – zastanawialiśmy się, jadąc metrem 1 maja do stacji Ottaviano San Pietro o godz. 5:10. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać, bo już na najważniejszej stacji Termini (dworzec główny w Rzymie) oczekujący na metro... po prostu nie weszli. Podobnie było na kolejnych przystankach podziemnej kolejki. Świtało, kiedy niemal cały świat ruszył szturmem wzdłuż Muzeów Watykańskich, by jak najszybciej znaleźć się w okolicach najważniejszego chyba tego dnia włoskiego placu. Dzieci, młodzież, dorośli, chorzy, siostry zakonne, księża, zakonnicy – wszyscy, na ile im tylko siły wystarczało, truchtem, z wyczuwalnym w powietrzu podekscytowaniem kierowali się w stronę Via della Conciliazione. Chyba nikt, kto był w tym czasie w Rzymie, nie pozostał w swoim mieszkaniu czy hotelu. Dziesiątki, a w zasadzie jak się potem okazało, prawie półtora miliona osób, maszerowało na Watykan.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama