Tradycja, ewolucja i rewolucja

Tradycja i rewolucja stanowią w dużej mierze sposoby realizowania się ludzkiego życia w jego różnych formach, a więc w rodzinie, w szkole, w państwie, a nawet w Kościele. Cywilizacja, 1/2008



Tradycja i rewolucja stanowią w dużej mierze sposoby realizowania się ludzkiego życia w jego różnych formach, a więc w rodzinie, w szkole, w państwie, a nawet w Kościele. Realizowanie się tradycji i dokonywanie rewolucji czy też gwałtownych reform, które są następstwem lub objawem rewolucji, dotyka bardzo głęboko życia poszczególnego człowieka. Życie bowiem ludzkie nie trwa zbyt długo, stąd przeżycie jakiejś gwałtownej reformy czy rewolucji odmienia jego bieg i powoduje wzrost napięcia psychicznego, nawet często tragiczny koniec życia zgaszonego wprost lub ubocznie przez rewolucję.


Adamie, gdzie jesteś?


Po raz pierwszy miał się zwrócić Pan Bóg do człowieka jeszcze w raju w słowach: „Adamie, gdzie jesteś”. Jeśli Adam znaczy tyle, co człowiek, to zapytanie Boga odnosi się do każdego człowieka. Gdzie jesteś teraz? Człowiek się zgubił. Objawienie mówi nam, że pierwotne, bardzo zasadnicze dla każdego z nas zagubienie, nastąpiło już w raju, w pierwszej fazie zaistnienia człowieka na ziemi, kiedy to będąc obdarzony poznaniem i wolnością własnego wyboru, za podpuszczeniem złego, podjął brzemienną w skutki decyzję: wybrał zamiast Boga siebie samego. W ten sposób człowiek zadecydował dla siebie o zaistnieniu zła. Pokusa szatańska: „będziecie jako bogowie znający dobro i zło” spełniła się w doświadczalnym przeżywaniu zła. Albowiem doświadczalne uznanie dobra jest związane zawsze z koniecznym powiązaniem tego dobra z samym Bogiem. Natomiast uznanie i praktyczne poznawanie zła dokonuje się zawsze przez uszczerbek i zniszczenie dobra. Tak więc człowiek po raz pierwszy przeżył zło, przez sam – spowodowany pychą – brak dobra, w postaci wybrania siebie zamiast Boga. Ów praktyczny wybór jest zaistnieniem piekła. Wszelkie bowiem stworzenie, nawet najdoskonalsze, wyszło od Boga i do Boga zmierza w swoim życiu. Szczególnie doniosłe i piękne jest zmierzanie i dążenie do Boga u stworzenia rozumnego, które nie na mocy konieczności, ale na mocy własnej woli i własnego wyboru, rozumnej wolności – wybiera Boga jako cel ostateczny swego życia i swego działania.

Jeśli zatem stworzenie rozumne i wolne, w akcie decyzji, jedynie za podpuszczeniem złego wybiera siebie i stawia siebie na miejscu Boga, pełni bytu, pełni dobra, pełni szczęścia – to dokonuje się jakaś zasadnicza rewolucja w ukonstytuowaniu się rozumnego i wolnego stworzenia. To miało miesce i nie mogło nie spowodować następstwa w samym zwichnięciu się i pęknięciu tego, co się nazywa człowiekiem, ludzką naturą. Owo pęknięcie ludzkiej natury, dokonane przez zasadniczy wybór siebie, a nie Boga – wybór nieprzypadkowy, wybór niemal kosmiczny w obrębie ludzkiego kosmosu, powodujący pęknięcie i źródło wadliwego działania – zostało przekazane do dziedziczenia. Taką naturę ludzką pękniętą, jak pęknięty dzwon, odziedziczyliśmy. W działaniu pęknięty dzwon ludzkiej natury wydaje głos nieczysty. Każdy z nas nosi w sobie dziedzictwo buntu, jako następstwo ludzkiej natury – grzechu pierworodnego. Jest to dziedzictwo przez każdego z ludzi doświadczane, zauważalne, przeżywane w różnych okolicznościach życia. Stąd ludzkie działanie, jak wydawanie dźwięku przy pięknym dzwonie, jest nieustannym przezwyciężaniem w sobie zarzewia zła, a przez to pracą, doskonaleniem się w realnym czynieniu dobra.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Stanisław m.
    09.02.2008 21:41
    Już miałem się żachnąć, nim w czytaniu dotarłem do ostatniego rozdziału, że Autor przesadnie uogólnia zło rewolucji, która w ogólnym rozumieniu, jest tylko bardzo szybką zmianą. A przecież, gdy jakaś mniejszość albo i większość z jakiegoś powodu cierpi, to trwanie przy status quo może być złem wołającym o pomstę do nieba.

    Tak jest z głodem, tak jest z ze zniewoleniem politycznym lub ekonomicznym, z prześladowaniami za przekonania, za wiarę.
    W takich przypadkach pytanie nie brzmi, czy "rewolucja" jest potrzebna, lecz jakie będą jej skutki, czy przyniesie więcej dobra, czy tylko zmieni formę zła, a cierpiących dalej pozostawi w zniewoleniu głodem, biedą itd.

    W orzekaniu, czy rewolucja jest złem, konieczna jest swoista ekonomia. Ekonomia, która widzi nie tylko "masy" cierpiących, lecz przede wszystkim osoby. Ekonomia, która nie zakłada, że dla dobra ogółu można nie liczyczyć się z jednostką.

    Niewątpliwie, rewolucję trzeba przede wszystkim przeprowadzić w sobie. Tu o. Krąpiec ma w stu procentach rację. Ale od razu jest pytanie: "JAK" PRZEKONAĆ do takiej wewnetrznej rewolucji beneficjentów zła?
    Własnym przykładem? Będą się z tego śmiać.
    Konstatować zło, nawet diagnozować przyczyny, jest łatwo. Trudniej odpowiedzieć, na pytanie "jak".
    Zbyt pochopnie o. Krąpiec przeciwstawia "dlaczego" pytaniu "jak". Potrzebne są oba pytania. To prawda, widzenie tylko "jak" prowadzi do opisanego przez Autora zła fałszywego postepu. Jednakże ogranicznie się tylko do "dlaczego" oznacza bierną zgodę na zło istniejące.

    Sprawa, ze szkodliwością rewolucji i proponowanym lekiem nie jest więc taka prosta i jednoznaczna. Jak ze wszystkim, co się rozważa na wysokim poziomie ogólności.

    Wydaje mi się również, że o. Krąpiec zbyt idealnie traktuje tradycję. A jeśli tradycja utrwala zło? Przecież, we wszystkich wynienionych przez niego przykładach, ta niosąca nowe, postępowe zło rewolucyjna "mniejszość", wykorzystywała sytuację utrwalonego, dotykającego "większości", zła, niesprawiedliwości.
    Niestety Autor ignoruje lub idealizuje stan poprzedzajacy rewolucje, bez którego byłaby zwyczajnie zbędna, bez którego nie znalazłaby posłuchu.

    Być może moje watpliwości byłyby mniejsze, gdyby o. Krąpiec dokładniej określił zakres stosowania przez siebie pojęć tradycja, ewolucja i rewolucja. Z tekstu trudno się tego domyśleć.
    Czym innym jest np. tradycja wiary, czym innym obyczajów, czym innym władzy ekonomicznej i politycznej, choć wszystkie są z sobą splecione, wzajemnie się przenikają, wzajemnie warunkują. Podobne rozróżnienia przydałyby by się przy rozważaniu opozycji ewolucja-rewolucja.

    Mimo tych watpliwości, z kierunkiem myślenia o. Krąpca trudno się jednak nie zgodzić.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama