Wszystkie smaki wiary

Tygodnik Powszechny 3/2011

Bóg zawsze będzie interesować się tym – wiem to po samej sobie – kto pyta, poszukuje i chce wiedzieć więcej. Być może wręcz nie interesują Go ludzie ślepo wierzący?

 

Ks. Robert Nęcek: Jest Pani osobą wierzącą, ale nigdy o swojej wierze Pani nie mówiła...

Ewa Wachowicz: ...bo do tej pory uważałam, że sprawy wiary są tak osobiste i tak intymne, że nie powinno się o nich mówić.

Ale wiarę mam w sobie – to jest moje szczęście. Przyjaciółka, też Ewa, jest buddystką; często rozmawiamy. I Ewa mojej wiary mi zazdrości. Myślę więc, że jestem szczęśliwie naznaczona, tak jak czytamy w Piśmie o darze wiary. Interesuję się rozmaitymi religiami i filozofiami. Z lektury i osobistych przemyśleń dochodzę do wniosku, że różne religie podają tę samą prawdę. Tę samą, ale o różnym smaku. Proszę wybaczyć kulinarną metaforę, ale dobra kuchnia to moja miłość.

A z jakim smakiem tę prawdę podaje chrześcijaństwo?

Chrześcijaństwo różnie tę prawdę przyprawia. Gdybyśmy zostawili w wierze tylko to, co boskie, byłaby podana wyłącznie na słodko. Na szczęście element ludzki pokazuje, że jest też w niej trochę soli i pieprzu...

A może to smak słodko-kwaśny?

To, co pochodzi od Boga, jest słodkie, dobre, można rzec nawet, że proste. Natomiast ludzki kwas wszystko komplikuje – albo człowiek interpretuje po swojemu bądź tak żeby mieć z tego korzyść.

Ludzie wykorzystują wiarę?

Ależ tak, weźmy chociażby przykład Radia Maryja. Niektórzy ślepo wierzą w głos z eteru. A przecież to nie jest głos Boga; to raczej pranie mózgu i wykorzystywanie Bogu ducha winnych ludzi.

A ja chcę z wiary czerpać siłę i spokój.

Ale ze względu na wiarę człowiek przeżywa też dylematy i trudności.

Owszem, miałam zwątpienia... Moja droga przez pewien czas była trudna, czasem szła nawet w poprzek wiary. Żyłam w związku niesakramentalnym. Miałam wtedy kłopot z wiarą i z odnalezieniem miejsca w Kościele. Bardzo pomógł mi wówczas o. Leon Knabit. Benedyktyn wyciągnął do mnie pomocną dłoń i to dzięki niemu nie odeszłam wówczas z Kościoła.

Wierzę w Bożą Opatrzność. Kiedy w moim życiu działo się coś złego, Bóg stawiał na mojej drodze drugiego człowieka. Bo to przez człowieka przychodzi pomoc z góry – tak jak do mnie przyszła poprzez ojca Leona.

Czy benedyktyn na Panią – w związku z życiem w związku niesakramentalnym – krzyczał, by rozbudzić katolickie sumienie?

W żadnym przypadku – był gotów poświęcić mi czas, dzięki czemu prowadziliśmy długie rozmowy, szczere i otwarte. Ale koniecznie był mi potrzebny czas, bo nic nie stało się od razu...

Wiara zakłada w Pani życiu dialog?

Przecież podstawą naszego funkcjonowania jest rozmowa z Bogiem. Dialog zatem musi się pojawić. A że nie zawsze potrafimy rozmawiać ze Stwórcą sami, nieraz potrzebujemy przewodnika duchowego.

Nawet kiedy ma się trudności z rozmową? Kiedy silniejsza jest chęć, by Panu Bogu coś wygarnąć?

Wiadomo przecież, że w życiu jest też czas buntu... czas, kiedy pojawia się pytanie: dlaczego właśnie mnie coś spotyka? Na co dzień mierzymy się ze sprawami lżejszego kalibru, ale przychodzą też trudne chwile, jak chociażby śmierć bliskich. To jest naprawdę trudne przeżycie. I ten rodzący się bunt wobec Boga... Zdarzało mi się wykrzyczeć do Niego kilka gorzkich słów – tak przychodziło ukojenie. I na szczęście zawsze ktoś wyciągał do mnie pomocną dłoń.

A Bóg Panią usłyszał?

On wszystko słyszy, wszystko widzi. Dlatego nie ma sensu żadne kombinowanie, trzeba być w pełni sobą.

Wiara potrzebuje uzasadnienia, a Bóg ceni tych, którzy stawiają pytania...

Wiem po sobie, że Bóg zawsze będzie interesować się tym, kto pyta, poszukuje i chce wiedzieć więcej. W Biblii mamy przypowieść o zagubionej owieczce – to właśnie jej pójdzie szukać pasterz. Być może Najwyższego wręcz nie interesują ludzie ślepo wierzący.

Wystarczy zobaczyć, ile problemów i sporów jest opisanych w Piśmie. A w Biblii, w tej księdze nad księgami, jest wszystko. Jeszcze sto lat temu była głównie dla duchownych, a zwykły człowiek nie mógł obcować z Pismem, bo albo nie umiał czytać, albo go nie miał. Na szczęście dziś możemy mieć Biblię w domu. I zazwyczaj mamy, choć rzadko ją czytamy, a to źle. Mój egzemplarz zawsze leży przy łóżku.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

Reklama

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Zobacz

  • Tomasz
    24.01.2011 09:43
    Witam
    Już pierwsza odpowiedź p. Wachowicz (którą skądinąd lubię i cenię) na pytanie ks. Nęcka sprawiła, że opadły mi ręce... Pani Wachowicz mówi, "że sprawy wiary są tak osobiste i tak intymne, że nie powinno się o nich mówić"!! Pani Ewo, przecież jest to dokładnie to, co chcą osiągnąć środowiska homoseksualno-lewicowe!! - abyśmy, jeżeli już musimy, wyznawali naszą wiarę po cichutku, gdzieś w kąciku, nie zabierali głosu publicznie, a już absolutnie, żebyśmy publicznie wiary nie okazywali!! Pani Ewo, czy wstydzi się Pani swojej wiary w swoim środowisku? Ale przecież to Pani zadaniem, jako osoby publicznej, powinno być dawanie świadectwa wierze. Dzięki Pani odwadze w głoszeniu Chrystusa, my zwykli ludzie bylibyśmy silniejsi mając taki przykład...
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )
    Pobieranie...

    Reklama

    Reklama

    Reklama