Poszerzanie pola wolności

Niedziela 14/2013 Niedziela 14/2013

O trudnych dziennikarskich wyborach, cenie prawdy i desperackim poczuciu misji z Jackiem i Michałem Karnowskimi rozmawia Wiesława Lewandowska

 

WIESŁAWA LEWANDOWSKA: – „Mamy odwagę pisać prawdę – Jacek i Michał Karnowscy, dziennikarze”. Tak reklamują Panowie swój tygodnik „Sieci”. Czy naprawdę tak trudno jest pisać prawdę dzisiaj w Polsce? Dlaczego?

JACEK KARNOWSKI: – Dość trudno. Mimo że większość dziennikarzy ma poczucie wolności, to jednocześnie wszyscy wyczuwają, że jest taka jej granica, po której przekroczeniu pojawiają się kłopoty. Można punktowo krytykować władzę, ale gdy tylko zaczynamy mówić, że cały kierunek rozwoju współczesnej Polski jest zły, to już je mamy.

– Jak w PRL, gdzie też dopuszczalna była tylko krytyka jednostek, a nie systemu?

MICHAŁ KARNOWSKI: – Rzeczywiście, możemy tu przywołać analogię z PRL-em, jednak jestem przeciwnikiem zbyt jednoznacznych porównań. Chodzi o koszt tamtej i tej dzisiejszej odwagi. W PRL-u ludzie płacili za nią często wysoką

cenę własnej wolności, więzieniem.

– Jaka jest cena dzisiejszej odwagi?

M.K.: – Taka, że ja jeżdżę samochodem 13-letnim, brat trochę lepszym, bo 12-letnim, że nie mieszkamy w ekskluzywnych apartamentowcach, że zdecydowanie mniej zarabiamy... W zamian za to jesteśmy wolni i piszemy to, co chcemy.

– Dlaczego tak wielu innych rezygnuje z tej wolności?

M.K.: – Pewnie dlatego, że wolą jednak więcej zarabiać, żyć wygodniej. Bardzo wielu znalazło się w tzw. pułapce kredytowej, co zmusza ich do takich, a nie innych, postaw w pracy zawodowej. Jeżeli ktoś musi spłacać 10 tys. zł kredytu miesięcznie, to zrobi niemal wszystko, aby zarobić 20 tys.! Starsi koledzy pamiętający czasy PRL-u mówią, że ta dzisiejsza smycz jest dużo trudniejsza do przerwania niż ta, która ich wiązała.

– A Panowie desperacko postanowili odrzucić wszelkie smycze...

M.K.: – Tak. Choć obaj w swoim czasie też pracowaliśmy w mediach głównego nurtu, spokojnie mogliśmy robić w nich kariery, ale tam w pewnym momencie zawsze dochodzi się do konieczności takich wyborów, że dziennikarz albo coś w sobie zabije, zamilczy, albo zapłaci za to jakąś cenę...

J.K.: – Takim momentem ostatecznej desperacji – nie tylko zresztą naszej – był Smoleńsk, po którym ci wszyscy, którzy zostali w mediach oficjalnych, nawet ci przyzwoici, de facto przyjęli tezę, że to był mało znaczący incydent, że nic się nie stało. Natomiast ci, którzy uznali, że to jednak był moment arcyważny i przełomowy w dziejach, znaleźli się w drugim obiegu, poza tzw. głównym nurtem mediów.

– Czyli na marginesie...

J.K.: – Nie chcę powiedzieć, że akurat my znaleźliśmy się na marginesie, bo być może nawet wyszliśmy na tym lepiej, w tym sensie, że mamy poczucie, iż jesteśmy potrzebni, choć musieliśmy zaczynać od zera. W każdym razie na naszym przykładzie najlepiej widać, że mówienie prawdy łączy się w dzisiejszym dziennikarstwie ze sporym ryzykiem.

– Przed Smoleńskiem też raczej nie należeli Panowie do dziennikarzy pokornych.

J. K.: – Smoleńsk był jednak tą największą próbą. Przed 10 kwietnia 2010 r. można było jeszcze pracować w różnych mediach zgodnie z własnym sumieniem. Mimo podziałów, mimo sporów, udawało się zachować poczucie, że dba się, lub nawet bije, o ten swój kawałek prawdy. Ale po Smoleńsku, gdy pojawiły się już bardzo zasadnicze pytania o Polskę, wielkie media skapitulowały całkowicie. Nie zadają trudnych pytań, nie szukają prawdy. A temat smoleński jest dla nich równie ważny, jak problemy Dody czy matki małej Madzi... Takie media zupełnie nam nie odpowiadają; stanowią barierę nie do przejścia.

– Niektórzy tę barierę sprawnie omijają i idą dalej. Inni odchodzą donikąd, rezygnują z zawodu. Gdy przyjrzeć się karierze zawodowej Panów, to wydaje się, że zasmakowali Panowie wszystkiego; od reporterki w „Gazecie Olsztyńskiej”, po stanowiska kierownicze w mediach centralnych, telewizję i pisanie książek. Było więc wiele trudnych momentów. Dlaczego wybrali Panowie – i to obydwaj – ten ryzykowny zawód?

M.K.: – Mój pierwszy szef w „Gazecie Olsztyńskiej”, gdy próbowałem narzekać, zawsze mawiał: „Michał, ty tak nie narzekaj, bo dziennikarstwo to ciężki zawód, ale zawsze to lepsze niż praca”. Mam poczucie, że dotknął czegoś prawdziwego... Ale w wyborze tego zawodu miała znaczenie przede wszystkim jego otwartość, możliwość pracy bez znajomości i specjalnego poparcia. Dla nas, pochodzących z dobrej, ale skromnej rodziny z małej miejscowości, to ten właśnie zawód wydawał się być najlepszą szansą na rozwijanie się, samorealizację.

J.K.: – Myślę, że to wynikło przede wszystkim z szerokiego zainteresowania światem. Z czasem przekonywaliśmy się, że jest to zawód trudny i wymagający, a wytrzymać w nim udaje się nam tylko dlatego, że dość dobrze znosimy stres. Stale pociągająca w dziennikarstwie jest – mimo wszystko – przestrzeń swobody do wyrażenia siebie, do robienia czegoś, co uznajemy za sensowne. I co dla nas ważne – jest to zawód mający w sobie element misji.

– Wie Pan, że używając słowa „misja” w odniesieniu do dziennikarstwa, skazuje się Pan na ironię większości kolegów?

J.K.: – Nie po raz pierwszy i pewnie nie ostatni... Nie zamierzam tłumić swoich przekonań, by się komuś przypodobać. Tak po prostu rozumiem ten zawód.

– Jednak misyjność tego zawodu nie przetrwała próby dzisiejszego czasu. Dziennikarze raczej nie naprawiają już świata...

M.K.: – I właśnie w tym tkwi największy problem. Dziś w Polsce jest wiele obszarów, które wymagają pilnej naprawy. Jeżeli zastanowimy się, gdzie należałoby zacząć naprawę wszystkich tych obszarów, to właśnie w mediach. Bez zdrowych mediów nie uzdrowimy polityki, bo to one ją patologizują... Media odrzucają dziś wszelką poważną dyskusję, np. na temat stanu państwa, gospodarki, za to zadeklarowani ateiści za ich przyjaznym pośrednictwem nieustannie gromią i pouczają Kościół... Nasze media nie ułatwiają, raczej utrudniają rozumienie świata. I dlatego właśnie to jest dzisiaj kluczowe polskie wyzwanie – naprawić media!

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie... Pobieranie...