Synod, czyli reforma z Ducha?

Więź 2/2014

Jeśli chcemy w pełni zrozumieć to, co dzieje się w Kościele w okresie przygotowań do Synodu Biskupów poświęconego rodzinie, konieczne jest głębsze wejrzenie w jezuicką duchowość kard. Jorge Bergoglio

 

Jeśli chcemy w pełni zrozumieć to, co dzieje się w Kościele w okresie przygotowań do Synodu Biskupów poświęconego rodzinie, konieczne jest głębsze wejrzenie w jezuicką duchowość kard. Jorge Bergoglio. Nie jest bowiem tak, że Franciszek próbuje forsować jakąś swoją własną wizję eklezjalną tylko dlatego, że sam uważa ją za słuszną. I nie jest też tak, że reforma, którą podejmuje papież, wynika po prostu z jego osobistych poglądów. Sprawa jest dużo głębsza i bardziej skomplikowana, ponieważ dla Franciszka — jak wyraził się kard. Oscar Rodriguez Maradiaga — reforma Kościoła katolickiego nie jest projektem, lecz doświadczeniem duchowym.

Terminem kluczowym dla opisania tego procesu jest rozeznanie. „To filar jego duchowości” — powiedział wspomniany hierarcha z Hondurasu 9 grudnia ubiegłego roku podczas watykańskiej prezentacji rozmowy, jaką Antonio Spadaro SJ przeprowadził z papieżem[1]. Franciszek jest pod tym względem wiernym synem św. Ignacego z Loyoli. Interpretowanie rzeczywistości w duchu modlitwy i w konfrontacji ze słowem Bożym, odczytywanie znaków czasu, gromadzenie różnych opinii, zanim podejmie się ważną decyzję, czyli właśnie rozeznanie, to „instrumenty lepszego poznania i bliższego naśladowania Pana” — mówił kard. Rodriguez Maradiaga, dziś jeden z najbliższych współpracowników biskupa Rzymu. Wtórował mu abp Pietro Parolin. „Naprawdę wierzę, że jest to reforma z Ducha” — powiedział.

Podczas tej konferencji wybrzmiał ważny głos hierarchów, którzy są bardzo blisko Franciszka i wspomagają go w podjętej pracy. Głos ten mówi, że reforma jest podejmowana poważnie, w duchowym procesie rozeznania oraz słuchania różnorodnych opinii, że uczestniczy w nim cały Kościół i że w związku z tym nie należy spodziewać się szybkich decyzji, ponieważ budowanie fundamentów pod prawdziwą zmianę zawsze trwa długo. Potwierdzeniem tej strategii jest papieski plan na przyjrzenie się problemom związanym z rodziną: najpierw ogólnoświatowa ankieta, potem konsystorz kardynalski, następnie synod nadzwyczajny, a rok później synod zwyczajny. Dopiero wówczas — czyli jesienią 2015 roku — nastąpi finał tego procesu.

Sam papież nie ma wątpliwości, że idzie tu dobrą drogą. „Jest to długa droga, jaką Kościół musi przebyć. Proces, którego pragnie Pan” — powiedział w marcu tego roku w wywiadzie opublikowanym na łamach „Corriere della Sera”. Zdradził tam również, że pierwszym pomysłem na temat synodu było hasło: co wnosi Jezus w życie współczesnego człowieka. „Ale w końcu stopniowo — co jest dla mnie znakiem woli Bożej — postanowiono dyskutować o rodzinie przechodzącej bardzo poważny kryzys” — wyjaśnił Franciszek.

Rozeznawanie przez ankietę

Pierwsze kontrowersje związane z tym kilkuetapowym planem pojawiły się już przy okazji ankiety. Okazało się bowiem, że Franciszek chce pytać nie tylko o takie sprawy, jak np. poziom znajomości nauki Kościoła lub stan duszpasterstwa rodzin, ale również o konkubinaty, rozwody, ponowne związki cywilne po rozwodach oraz ich sytuację wobec sakramentów, o procedurę stwierdzania nieważności sakramentu małżeństwa, związki tej samej płci, o dzieci wychowywane w nietypowych rodzinach, o poziom akceptowania naturalnych metod planowania rodziny i trudności z tym związane. Sam fakt rozesłania tak skonstruowanego kwestionariusza był zaskoczeniem. Ale jeśli spojrzymy na ten pomysł z perspektywy wyżej opisanego procesu rozeznania, szybko zrozumiemy, że papież po prostu chce mieć jak najszerszy ogląd tematu i chce dać możliwość wypowiedzi lokalnym Kościołom z całego świata.

Z tymi wypowiedziami lokalnymi też były związane kontrowersje. Rozsyłając ankietę, Watykan nie sprecyzował bowiem, w jaki sposób odpowiedzi na pytania mają być zbierane. Wyszło więc na to, że właściwie każda krajowa konferencja episkopatu, a nawet każdy biskup diecezjalny mogą sami zadecydować, jak zadanie wykonać. Zrobił się z tego bałagan. Gdzieniegdzie stworzono internetowe formularze dostępne dla wszystkich wiernych, którzy chcieliby się wypowiedzieć (np. w Wielkiej Brytanii), w innych zaś krajach odpowiedzi udzielano za pośrednictwem struktur episkopatów lub diecezji (np. w Polsce). W tym drugim przypadku wierni nie mieli możliwości oficjalnej bezpośredniej wypowiedzi.

Podobny bałagan ujawnił się w momencie, gdy niektóre diecezje upubliczniły wyniki z zebranych ankiet (np. w Niemczech). Nagle okazało się, że Watykan nie życzy sobie takich publikacji. Na tym tle w Wielkiej Brytanii doszło do burzliwej dyskusji. Ponieważ samo pojawienie się kwestionariusza i umieszczenie go w sieci rozbudziło aktywność świeckich oraz ich nadzieje, domagano się ujawnienia rezultatów ankiety. Episkopat Anglii i Walii odmówił, ujawniając w kwietniu tego roku, że kard. Lorenzo Baldisseri, sekretarz generalny Synodu Biskupów, napisał list do kard. Vincenta Nicholsa, arcybiskupa Westminsteru oraz prymasa Anglii i Walii, w którym poprosił go o utajnienie wyników.

Należy też wspomnieć, że pojawiły się głosy krytykujące sam fakt rozesłania ankiety oraz jej treść. Były one jednak dość marginalne. Dużo poważniejsze wypowiedzi krytyczne dotyczyły nie kwestionariusza jako takiego czy nawet zakresu pytań, ale skupiały się na wadze przykładanej do rezultatów badania. Wypowiedział się na ten temat nawet kard. Gerhard Müller. Powiedział, że ankieta może co prawda pomóc w dyskusji, nie wolno jej jednak traktować jak dogmatu. „Flirtowanie z opinią publiczną to pokusa, której powinni umieć się oprzeć wszyscy biskupi i księża” — ostrzegł prefekt Kongregacji Nauki Wiary na falach Radia Watykańskiego w marcu tego roku.

Niemniej ankieta spełniła swoje zadanie. Kard. Baldisseri potwierdził, że opracowania stworzone przez poszczególne episkopaty na podstawie kwestionariusza w ogromnej większości dotarły do Watykanu. W oparciu o nie przygotowano dokument roboczy (tzw. instrumentum laboris), który będzie podstawą prac nadzwyczajnego Synodu Biskupów (5—19 października 2014 r.). Szkic tego tekstu przedstawiono Franciszkowi 13 maja i można się spodziewać, że już wkrótce zostanie upubliczniony.

 

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

  • Jan
    02.07.2014 17:02
    Jeżeli papieżowi podoba się to, co głosi kard. Kasper, to można się spodziewać, jakie będą decyzje w sprawie rozwodników. Okazuje się, że nauka Pan Jezusa nie jest na obecne czasy. Że trwanie przy niej byłoby wręcz niemiłosierne.
  • rst
    02.07.2014 20:39
    Autor dorabia ideologię do przygotowywanej herezji. Tylko naiwny człowiek może wierzyć, ze proponowane zmiany polegające na dopuszczeniu cudzołożników do Komunii świętej, nie będą powszechne i obejmą niewielką grupę osób. Wystarczy zrobić mały wyłom w jakiejkolwiek zasadzie, a potem nie powstrzyma się już lawiny żądań i kolejnych wyłomów i wypaczeń. Przecież patrząc na 5 warunków kard. Kaspera, każdy rozwodnik w nowym związku jest w stanie je spełnić.
    A już kuriozalne jest twierdzenie, że nie byłaby to zmiana doktryny, tylko zmiana duszpasterska. To, co mówią osoby domagające się poluzowania dyscypliny dla rozwodników w ponownych związkach, to zwykłe mydlenie oczu. I po co mieszać w to wszystko rozeznawanie ignacjańskie? Sprawa jest dawno rozeznana - cudzołóstwo to ciężki grzech, a drugi związek po rozwodzie to bigamia.
Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...