Wołyń we krwi

Pierwsze budzące niepokój napady miały miejsce na Wołyniu jeszcze w 1942 r., szczególnie w drugiej połowie roku. Ofiarami były pojedyncze osoby i rodziny. Najprawdopodobniej był to swoisty test na reakcję polską, sprawdzanie, czy Polacy mają jakąś zorganizowaną obronę. Niedziela, 12 lipca 2009



W sierpniu nastąpiła kolejna potężna fala mordów w zachodnich powiatach i wybranych rejonach innych powiatów, w której zginęła podobna do lipcowej liczba Polaków. W tym czasie rzezie wołyńskie zaczęły rozlewać się na teren Małopolski Wschodniej, gdzie najpierw, jak na Wołyniu, dochodziło do niewielkich napadów, a od początku 1944 r. dokonywano napadów masowych.

Wieś wołyńska na początku 1944 r. była już praktycznie pozbawiona Polaków, a w 1945 r., kiedy resztki Polaków były ekspatriowane z Wołynia, zginęło jeszcze kilkadziesiąt osób. W Małopolsce Wschodniej czas rzezi był przesunięty w stosunku do Wołynia o cały rok – tam rok 1944 pochłonął najwięcej ofiar, a mordy trwały aż do zakończenia ekspatriacji w 1946 r.

– Dlaczego zarówno ukraińskie, jak i polskie państwo unikają wobec zbrodni dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach terminu „ludobójstwo”?

– Państwo ukraińskie nie tylko nie zamierza uznać zbrodni wołyńsko-małopolskiej za ludobójstwo (nawet „nigdy nie uzna” – przekazał Polakom poprzez Telewizję Polską w lipcu ub.r. – z okazji 65. rocznicy zbrodni na Wołyniu znany ukraiński historyk Ihor Iliuszyn), wręcz nie stanowi ona dla Ukrainy żadnego problemu, poza tym, żeby Polakom nie udało się urządzić upamiętnień w miejscach masowych mogił na Wołyniu i w Małopolsce oraz żeby w Polsce jak najmniej mówiło się o zbrodniach OUN-UPA.

Apoteozowanie UPA, jej „rehabilitacja” – działania wywodzące się z Wołynia i Małopolski, czyli terenów, gdzie UPA powstała i działała, i gdzie obecnie następuje rozrost nacjonalizmu ukraińskiego – mają stanowić antysowiecką tradycję historyczną, czyli własną, na której miałaby się budować tożsamość narodowo-państwowa.

Służą temu zakłamane publikacje, nauczanie w szkole, uroczystości ku czci OUN-UPA i jej przywódców, budowanie im pomników, a wszystko to odbywa się pod państwowym patronatem prezydenta Juszczenki. W tej sytuacji przyznanie, że OUN-UPA dokonała ludobójstwa, byłoby poważnym naruszeniem kształtowanego bohaterskiego wizerunku tych organizacji, jej działaczy i członków.

Z kolei polskim politykom wydaje się, że spełnianie oczekiwań nacjonalistów ukraińskich, które błędnie traktują jako oczekiwania całej Ukrainy, gdy w części wschodniej jest więcej przeciwników UPA niż sympatyków, stanowi przeciwdziałanie ponownemu uzależnieniu od Rosji, sprzyjanie utrzymaniu niepodległości Ukrainy. Brakuje w tej koncepcji logiki, bowiem wspieranie nacjonalistów ukraińskich, którzy są skażeni antypolskim bakcylem, a jednocześnie silnie antyrosyjscy, a więc nieskłonni do powrotu do stanu sprzed 1991 r., w dłuższej perspektywie może być dla Polski szkodliwe.

– Zarówno w ubiegłym roku, jak i w tym przedstawiciele rządu i parlamentu unikają udziału w oficjalnych uroczystościach i konferencjach poświęconych ludobójstwu na Wołyniu. Czy rzeczywiście zamykanie oczu na te zbrodnie pomoże stosunkom polsko-ukraińskim, czy tylko odsunie problem? Czy duchy zmarłych upomną się o prawdę? Czy ocaleni z rzezi i ich rodziny, rozsiani po całym świecie, doczekają się godnego traktowania?

– Te zachowania są wyrazem nie tylko fałszywej koncepcji „niedrażnienia” Ukrainy, ale także słabości intelektualnej, moralnej i charakterologicznej naszych polityków, co z kolei przekłada się na słabość państwa. Nieobecność bowiem na uroczystościach i konferencjach prezydenta, przedstawicieli rządu oraz parlamentu była wynikiem interwencji ambasady Ukrainy i środowisk ukraińskich. W ten sposób nasze władze pokazały, że dają się podporządkowywać obcemu państwu. I to należy postrzegać jako groźne zjawisko.





«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama