Siedem grzechów głównych

Kazanie nie powinno trwać dłużej niż 12 minut, jeżeli ksiądz nie chce, by jego słuchaczy spotkał los nowotestamentowego Eutycha. W polskim Kościele jednak tak krótkie, przemyślane, płynące z serca kazanie to rzadkość. W drodze, 6/2009



Grzech piąty: pycha

Księża wykładający homiletykę w seminariach mówią raczej o „problemie opozycji: osoba świecka – duchowny”. – Świecki ma swoje miejsce w Kościele wyznaczone od wieków. To jest jakby (w świadomości duchownych) druga kategoria ludzi.

Po drugie: księżom wydaje się, że są specjalistami od teologii, od wiary. Pokutuje czasem myślenie: „Czego ja się mogę nauczyć od świeckiego? To ja mam misję, nie on”. Ale to misja w niedobrym znaczeniu. Wydaje się im, że mają wyjść do ludzi i pouczać ich, a nie mówić do nich o kwestiach wiary – konkluduje ks. Przyczyna.

Znamienne, że właśnie grzechowi pychy wiele miejsca poświęcają księża w czasie kazań. I to nie od dzisiaj. W Historiach dziwnych i straszliwych – zbiorze siedemnastowiecznych przykładów homiletycznych – grzech pychy pojawia się nader często, a obrazowany jest najdziwniejszymi opowieściami. Jak ta o pysznej „nieprzyjaciółce jezuitów” z Krakowa, która po śmierci jako upiór pojawiać się miała (zdaniem kaznodziejów) w swoim domostwie, nakłaniając panny służebne, by całymi nocami stroiły i malowały jej trupa.

Grzech szósty: świeckie rozumienie głoszenia

Czasem kapłan zagalopuje się w drugą stronę. Zapomni w ogóle, że ma jakąkolwiek misję do spełnienia. Konkretnie – misję głoszenia słowa Bożego. I będzie chciał mówić do ludzi z ambony tak, jak świecki do świeckiego, robiąc z kazania pogawędkę. To też niedobrze. Kazanie to przecież nie rozmowa na tematy religijne równego z równym.

Ksiądz jest celebransem, jako taki wygłasza homilię. Musi więc mieć świadomość, że występuje w imieniu Boga. On użycza Bogu intelektu, serca, zdolności – ale również stawia bariery w postaci własnych ograniczeń. Jeśli będzie niedokształcony, Pan Bóg się nie przebije. Księżom często brakuje świadomości, do jak ważnej misji zostali wezwani. Traktują to na płaszczyźnie antropologicznej, po ludzku. Brak im świadomości, że są tylko narzędziem.

Grzech siódmy: ściąganie na potęgę
Wspomniani jezuici wiedzieli, że dobry przykład ubarwi kazanie. Przygotowali tych przykładów setki, dali do ręki swoim ojcom, jednak żaden z nich nie ważył się nigdy wyjść na ambonę i przeczytać z księgi, słowo w słowo to, co tam napisano.

Jestem na wakacjach w nadmorskiej parafii. Na ambonę wychodzi ksiądz. Przed sobą kładzie jakiś skrypt i zaczyna zeń czytać. Dla niepoznaki robi krótkie przerwy i raz jeden moduluje głos. Wychodzę z kościoła z wrażeniem, że niczego nie pamiętam z kazania – przecież krótkiego, przecież mądrego i do rzeczy.

W Polsce kopiowanie (głównie z Internetu) kazań i wygłaszanie ich jako własne stało się problemem na tyle ważnym, że w 2008 roku w Księgarni Świętego Wojciecha ukazała się książka Ściągać czy nie ściągać? Wynika z niej, że procent kapłanów ściągających homilie z sieci wciąż rośnie. Dlaczego?

Głównie dlatego, że księża nie traktują słów swojego współbrata zawieszonych w sieci jako jego własności intelektualnej. Innymi słowy: nie czują, że kradną. Ksiądz Maciej K. Kubiak, redaktor naczelny miesięcznika „Biblioteka Kaznodziejska” i współautor książki, powiedział w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”, że gdy pisał ową pozycję, chodziło mu „o szacunek dla drugiego człowieka, a także o uwrażliwienie kleryków”. – Właśnie tam powinna zacząć się solidna praca: w seminarium, nad klerykami – mówi znajoma dominikanka, zastrzegając, iż „widzi, że i tak z kazaniami w Polsce jest coraz lepiej”.

*****

JACEK KOWALSKI ur. 1972, absolwent polonistyki na UAM w Poznaniu, dziennikarz „Gazety Wyborczej” w Bydgoszczy, mieszka w Kruszwicy, jest żonaty, ma trzech synów.




«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama