Sex shopy

Jesteśmy świadkami szerzącej sie epidemii zwątpienia w jakąkolwiek ostateczną sensowność życia, epidemii pogardy dla swojej i cudzej godności, i co za tym idzie – odrzucenia miłości jako podstawowej wytycznej relacji międzyludzkich. Wychowawca, 7-8/2007




Nie mogę się otrząsnąć z takiej plugawej audycji radiowej o sex shopach. Redaktorzy – inteligentnie, ale przewrotnie – udawali, że cenią sobie zasady przyzwoitości i porządek moralny i przekonywali radiosłuchaczy, że działalność sex shopów jest czymś normalnym i w niczym nie przyczynia się do rozbudzania niezdrowych zainteresowań seksualnych, że takie zainteresowania zawsze były, a sklepy pornograficzne i oficjalnie działające domy rozpusty ujawniły tylko to, co było zawsze. Nie zabrakło twierdzeń, że kontakt z prostytutką ma swoje dobre strony i że Kościół nieraz dawał domom rozpusty swoją cichą zgodę. Słowem, diabła czuło się w tej audycji bardzo wyraźnie.

Poczułem się całkowicie bezsilny. W mojej ojczyźnie działa kilka tysięcy demoralizujących młodzież sex shopów, kilkadziesiąt tysięcy prostytutek wystawia swoje ciała na sprzedaż, a jacyś niemoralni inżynierowie świadomości społecznej przekonują nas, że wszystko jest w porządku, a nawet jeśli nie wszystko, to przecież musi tak być i trzeba się z tym pogodzić. Przecież trzeba coś robić. Kościół pierwszy powinien się zastanowić nad tym, co robić, ażeby nieprawość nie stała się w naszym społeczeństwie normą.

Bardzo mnie poruszyła rzucona kiedyś przez Czesława Miłosza uwaga, że tzw. wyzwolenie seksualne przypomina ucztę w czasie dżumy. Kiedy podczas zarazy ludzie stracą wszelką nadzieję na ocalenie, może ich ogarnąć nastrój orgiastyczny. Przestają się wówczas liczyć normy moralne, jedynie ważne staje się wówczas wyciśnięcie z życia ostatnich jego przyjemności.

Nieporządek seksualny może wypływać z czyjejś słabości i taki nieporządek, niestety, towarzyszy odwiecznie ludzkim dziejom. A jeśli ktoś nie widzi w rozpuście niczego złego i przyznaje sobie prawo do jej uprawiania, znaczy to, że ostatecznym horyzontem życia tego człowieka stała sie rozpacz, że fascynuje go już tylko to, iż da się rozpaczać na wesoło. Jeśli zaś rozpusta oficjalnie się reklamuje i narzuca, jeśli rozpustnicy nie mają nawet tego odruchu, żeby za swoją rozwiązłością ukrywać się przed ludzkim okiem, znaczy to, że rozpacz mocno się osadziła w tym społeczeństwie, może nawet stała się swojego rodzaju epidemią.

Termin „epidemia” wydaje się dobrze opisywać istotę tego zjawiska społecznego, którego siłą napędowa są wysokonakładowe pisma pornograficzne, mnożące się jak grzyby po deszczu, sex shopy i różne przedsiębiorstwa usług seksualnych. Jesteśmy świadkami szerzącej sie epidemii zwątpienia w jakąkolwiek ostateczną sensowność życia, epidemii pogardy dla swojej i cudzej godności, i co za tym idzie – odrzucenia miłości jako podstawowej wytycznej relacji międzyludzkich.

Epidemia ostatecznej beznadziei, w tym również epidemia przeżywania swojej rozpaczy hedonistycznie, domaga się podobnych działań, jak inne epidemie. Kiedy grasuje tyfus lub cholera, należy, po pierwsze, ratować tych, których zaraza już dotknęła – i zwycięstwem jest każdy poszczególny chory, którego udało się wyrwać z jej paszczy. Po wtóre, należy siebie oraz innych chronić przed zarażeniem się. Po trzecie, i to dla opanowania nieszczęścia zarazy jest szczególnie ważne – należy gasić ogniska, z których ta zaraza się rozprzestrzenia.

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...