Nieznośna lekkość sumienia

„Trzej przyjaciele” to wstrząsające studium zdrady i zakłamania, w jakim pogrąża się dawny opozycjonista Lesław Maleszka. Jeszcze większe wrażenie robią jednak te fragmenty filmu, w których słychać obrzydliwy rechot zadowolonych z życia byłych esbeków. Przewodnik Katolicki, 13 lipca 2008



Pijani bezkarnością


Ostatecznym argumentem mającym oczyścić i zrównać w prawach komunistycznych oprawców z ich dawnymi ofiarami jest jednak filozofia „panświnizmu”. Od lat w lewicowych mediach - przede wszystkim na łamach czasopisma dawnego rzecznika stanu wojennego - lansowana jest zatem wizja powszechnego „umoczenia”. Powtarza się w nich do znudzenia, że wszyscy tak naprawdę się zeszmacili, nieważne - ludzie Kościoła, „Solidarności” czy PZPR-u. Ma to sugerować, że dawni esbecy nie są gorsi niż księża – kobieciarze albo „solidaruchy” – karierowicze i łapówkarze.

Ta rehabilitacyjna retoryka sprawia zaś, że część dawnych bezpieczniaków decyduje się opuścić swoje bezpieczne „gawry”, próbując odzyskać utracony po 1989 roku splendor. Tak właśnie uczynił Henryk Krajewski, były esbek, który przez krótki czas zasiadał był we władzach dolnośląskiego SLD. „Byłem oficerem ZOMO i jestem z tego dumny” – powtarzał publicznie Krajewski, dawny pacyfikator opozycyjnych demonstracji w stanie wojennym. I dopiero wtedy, gdy w niektórych mediach podniosło się larum, jego współtowarzysze-socjaldemokraci - ci sami, którzy niemal przez aklamację wynieśli Krajewskiego na partyjny szczyt – „skłonili” go po kilku dniach do „dobrowolnej” rezygnacji z funkcji „w poczuciu odpowiedzialności za dobre imię partii”.

Bezkarność dawnych esbeków sprawia, że czasami dochodzi do sytuacji równie kuriozalnych co obrzydliwych. Tak było w Toruniu, gdzie podczas wystawy zdjęć „Twarze toruńskiej bezpieki” okazało się, że ochrania ją firma, której właścicielem jest Ryszard Górny – człowiek, którego zdjęcie znalazło się wśród twarzy esbeków pokazywanych na owej wystawie...

Nie warto tu już nawet wspominać o wysoko postawionych esbekach, którzy tak jak Roman Kurnik (w latach 80. szef kadr Służby Bezpieczeństwa) w ogóle nie potrzebowali żadnej rehabilitacji, bo po 1989 roku pozostać w wierchuszce policji czy specsłużb wolnej Polski...



Zbrodniarz i klowni


Jedną z największych moralnych porażek III RP okazała się chyba jednak publiczna aktywność po 1989 roku niejakiego Grzegorza Piotrowskiego. Gwoli przypomnienia, Piotrowski - bezpośredni organizator, przywódca i wykonawca bestialskiego mordu na ks. Jerzym Popiełuszce - po wyjściu z więzienia rozpoczął pracę w skrajnie antyklerykalnym piśmie „Fakty i Mity”, gdzie szybko poznano się na jego antykościelnych „talentach”. Chętnie udzielał też wywiadów i z dumą obnosił się ze swoją wersją mordu na żoliborskim kapłanie, twierdząc, że „ksiądz zginął przypadkowo, próbując uwolnić się z więzów”.

„Niewinny” Piotrowski pozował przy tym na antyklerykalnego męczennika, ciemiężonego przez „czarne” państwo. Męczeńską „palmę” miał mu zapewnić również świeży 8-miesięczny wyrok więzienia za znieważanie sądu i sędziów, którzy rozpatrywali sprawę jego przedterminowego zwolnienia (w 2000 roku w wywiadzie telewizyjnym udzielonym podczas więziennej przepustki nazwał ich „clownami”, a sądy porównał z cyrkiem).


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama