Nieznośna lekkość sumienia

„Trzej przyjaciele” to wstrząsające studium zdrady i zakłamania, w jakim pogrąża się dawny opozycjonista Lesław Maleszka. Jeszcze większe wrażenie robią jednak te fragmenty filmu, w których słychać obrzydliwy rechot zadowolonych z życia byłych esbeków. Przewodnik Katolicki, 13 lipca 2008



Nudy na pudy


Jest jednak rzeczą wielce znamienną, że pomimo tych wszystkich oczyszczająco-ochronnych zabiegów, byli esbecy cały czas wolą ukrywać się za wysokimi murami, drutami i domofonami, strzegącymi ich posesji. Wspomniany na wstępie dziennikarz Maciej Gawlikowski opowiadał, że podczas kręcenia swojego filmu wielokrotnie zmuszony był do głośnego monologowania przed zamkniętymi drzwiami. I dopiero obawa przed tym, co usłyszą sąsiedzi, sprawiała, że dawni bezpieczniacy wpuszczali go w końcu do środka.

Do esbeków trudno dotrzeć, ale jeszcze trudniej namówić ich na rozmowę. Jeśli jednak komuś uda się już doświadczyć „zaszczytu” takiej audiencji, to taka rozmowa zaczyna się zwykle od bagatelizowania własnych esbeckich „dokonań”.

Ot, praca taka jak inne. Byli esbecy powtarzają zatem często, że podobnie jak miliony innych Polaków, tak i oni przychodzili rano do pracy, parzyli kawę, prowadzili zwyczajne rozmowy, zabiegali o premie czy awans i że nikt z nich tak naprawdę na poważnie nie traktował tej roboty. Owszem, każdy miał jakieś tam swoje „poletko do obrobienia”: opozycyjną organizację czy dysydenta, o których należało zdobyć pewne informacje, bo od tego zależała premia, nagroda albo uznanie przełożonych. Ale oczywiście żadne z nich nigdy nikomu nie zrobił krzywdy, a nawet osobiście pomógł temu i tamtemu opozycjoniście, ostrzegł jakieś księdza czy uchronił przed wsypą podziemną drukarnię. I słuchając tych wypowiedzi można odnieść złudne wrażenie, że komunistyczna służba bezpieczeństwa składała się wyłącznie z Konradów Wallenrodów...



Nam strzelać kazano


Inny wypróbowany sposób obrony, bardzo chętnie stosowany przez byłych esbeków, polega na chowaniu się za plecami dawnych mocodawców i przełożonych. Ta stara jak świat metoda z lubością wykorzystywana jest od dawna przez wszelkiej maści zbrodniarzy. W ustach dawnych komunistycznych pretorian słyszymy więc charakterystyczne: „ja tylko wykonywałem rozkazy” czy: „byłem jedynie maleńkim trybikiem w machinie wielkiego systemu”. Zupełnie tak, jakbyśmy przenieśli się do sali sądowej w Norymberdze.

Do tej samej kategorii mechanizmów obronnych zaliczyć można również wyjaśnienia z nurtu „legitymistycznego”, a więc wszelkie wypowiedzi sugerujące, że „nasze działania były zgodne z ówczesnym prawem”, „broniliśmy legalnego ustroju” itp. itd.

No i zostaje jeszcze sposób „na patriotę”, czyli powtarzane co jakiś czas bajeczki o ratowaniu Polski przed radykałami z solidarnościowej ekstremy, dążącymi do krwawej jatki na miarę Powstania Warszawskiego (pokutujący do dziś propagandowy humbug z czasów zmilitaryzowanego Dziennika TV ), czy też - z taką lubością stosowany przez autorów stanu wojennego - argument o konieczności ochrony przed rzekomą interwencją radzieckiego Wielkiego Brata.



«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama