Bez przełomów popraw

„Prezydent Rosji przypomniał Ameryce, że odpowiedzią na tarczę antyrakietową w Europie będą rakiety w Kaliningradzie" (depesza PAP 10 lipca 2009) Przewodnik Katolicki, 26 lipca 2009



Oświadczenie Dmitrija Miedwiediewa wygłoszone na zakończonym w piątek szczycie ośmiu najbogatszych państw świata w L'Aqulii nie jest niczym nowym. Rosyjski prezydent od początku swych rządów powtarza, że jeżeli Stany Zjednoczone nie zrezygnują z planów ulokowania w Czechach i Polsce elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej, Moskwa rozmieści rakiety w Kaliningradzie.

Tym razem jednak Dmitrij Miedwiediew powtórzył swoje groźby tuż po bezprecedensowej, bo trzydniowej wizycie Baracka Obamy w Moskwie. Wizycie, z którą, sądząc po komentarzach, Zachód wiązał bardzo duże nadzieje, a której państwa z byłego bloku wschodniego oczekiwały z pewnym niepokojem.

Czego bali się rosyjscy sąsiedzi?

Prezydent Obama od początku swej kadencji nie ukrywał, iż za jedno z najważniejszych wyzwań dla amerykańskiej polityki uważa Bliski Wschód - zakończenie wojny w Afganistanie i operacji w Iraku, skłonienie Iranu do rezygnacji z programu jądrowego. A że w osiągnięciu tych celów Rosja może być niesłychanie pomocna, Waszyngton wyciągnął rękę i zaproponował słynne „zresetowanie” amerykańsko-rosyjskich stosunków.

Zresetowania, które w Europie Środkowo-Wschodniej wywołało obawy, że za amerykańsko-rosyjskie zbliżenie zapłacą kraje byłego bloku wschodniego. Przede wszystkim te wchodzące ongiś w skład Związku Sowieckiego, które Moskwa ciągle uważa za swoją strefę wpływów i których prozachodnie ciągoty jest w stanie karać z całą bezwzględnością, o czym boleśnie przekonała się rok temu Gruzja.

Obawy wydawały się o tyle uzasadnione, że Rosja nie ukrywała, iż prócz rezygnacji z budowy w Europie tarczy antyrakietowej, właśnie zaakceptowanie jej strefy wpływów jest jednym z warunków zgodnej amerykańsko-rosyjskiej współpracy.

Jak to sformułowała tuż przed wizytą Obamy Lilia Szewcowa, jeden z najbardziej znanych niezależnych rosyjskich politologów, Moskwa oczekiwała od amerykańskiego prezydenta niewtrącania się w wewnętrzne sprawy, czyli niepouczania rosyjskich władz, czym jest demokracja, uznania przestrzeni postsowieckiej za strefę uprzywilejowanych interesów Kremla, uznania monopolistycznej pozycji Rosji na rynku energetycznym i wreszcie rozważenia lansowanej przez Dmitrija Miedwiediewa idei budowy nowej architektury europejskiego bezpieczeństwa.

Co osiągnięto?

Znany amerykański politolog Zbigniew Brzeziński, poproszony przez rosyjskie media o skomentowanie moskiewskiego szczytu, wizytę powściągliwie pochwalił. Jego zdaniem Amerykanom udało się osiągnąć kilka ważnych rzeczy. Uzgodniono podstawowe parametry nowego traktatu ograniczającego potencjał nuklearny obu krajów do 1.500, 1.675 głowic (zastąpi on wygasający 5 grudnia układ o redukcji broni strategicznych z 1991 roku START-1), wznowiono rosyjsko-amerykańską współpracę wojskową, a prócz tego, co dla Waszyngtonu szczególnie istotne, Rosjanie wyrazili zgodę na amerykański tranzyt wojskowy do Afganistanu.




«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...