Birma w czerwieni

Czy to już rewolucja? Tygodnik Powszechny, 7 października 2007




W przypadku większości dyktatur, gdy rozmawia się z ludźmi opozycyjnie nastawionymi wobec władzy, padają słowa o tym, że „tak dłużej być nie może", i „że to musi pęknąć". W Birmie jest tak samo. Pytanie tylko, czy „to" już pękło?

Podczas wszystkich podróży do tego kraju w ostatnich latach słyszałem takie opinie, wygłaszane zarówno przez ludzi młodych, jak i bardziej dojrzałych, pamiętających czasy sprzed wojskowego puczu w 1962 r. Ale system oparty na brutalnej i wyjątkowo skorumpowanej władzy birmańskich generałów trwał i w słowach o nieuchronności zmian, padających w prywatnych rozmowach, było tyleż nadziei, co rozpaczy.


Nowe pokolenie


Birmańskie społeczeństwo wydawało się sparaliżowane traumą powstania z 1988 r., które reżim utopił we krwi, a później konsekwentnie zwalczał wszelkie przejawy opozycyjności. Bariera lęku dotyczyła zresztą w równej mierze społeczeństwa, co władzy, która po druzgocącej klęsce wyborczej z 1990 r. – gdy NLD, Narodowa Liga na rzecz Demokracji pod charyzmatycznym przywództwem pani Aung San Suu Kyi, zdobyła wtedy ponad 80 proc. głosów – przekonała się, jak bardzo jest niepopularna. Chcąc zatem utrzymać się „u steru", wybrała represje, by wymuszać posłuch. Przykład Suu Kyi, laureatki Pokojowego Nobla, która ponad 11 lat spędziła w areszcie domowym, jest tu znamienny.

Problem Birmy dodatkowo komplikowała geopolityka – Chiny torpedowały międzynarodowe próby nacisku na władze w Rangunie – i wieloetniczny charakter państwa birmańskiego (oficjalnie przemianowanego przez generałów na Związek Myanmar), który umożliwiał wcielanie w życie zasady „dziel i rządź". Jednocześnie pozwalało to wykorzystywać propagandowo zagrożenie integralności państwa ze strony partyzantki Szanów czy Karenów. Przez dziesięciolecia strach był jednym z podstawowych narzędzi władzy. Dlaczego więc akurat teraz mieszkańcy tak masowo przełamali tę barierę, demonstrując na ulicach miast?

Jedną z możliwych odpowiedzi jest cykliczność protestów w państwach o systemie autorytarnym czy totalitarnym, której w Polsce nie trzeba tłumaczyć. Po wyzwaniach rzuconych wojskowym w późnych latach 80. i w połowie lat 90., w Birmie dojrzało dziś nowe pokolenie ludzi zmęczonych nieudolnością i pazernością władz.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie...