Prawdziwa śmierć, prawdziwe życie

Jezus mógłby zbawić świat przez to, że urodził się na nim i zerwał jedną różę, mówiąc że jest piękna. Wybierając śmierć taką jak nasza odnalazł nas... Tygodnik Powszechny, 16 marca 2008



Już Izajasz mówił, że Mesjasz będzie „zmiażdżony cierpieniem”. Jezus nie znalazł się w tych trybach przez przypadek.

Boję się tego dociekania, przez co Jezus się tam znalazł. Zakładam, że stało się tak, bo chciał wszystko do końca i do głębi naprawić. Jezus mówi przecież, że nie wiedzą, co czynią...

A jakie są inne, mniej budujące wyjaśnienia?

Znane z życia. Taki los – niezrozumienia, odrzucenia, śmierci nawet – spotyka sprawiedliwych. Na Jezusie podczas Drogi Krzyżowej realizuje się Jego własne błogosławieństwo: pszenica musi obumrzeć. Jezus przyjmuje niesprawiedliwy wyrok i daje się ukrzyżować, bo tylko tak zwycięży śmierć. Czy taka kolej rzeczy jest naprawdę budująca? Dlaczego naprawianie świata wymagało aż tego? Nie wiem. Moje zasadnicze przekonanie jest takie, że Jezus mógłby zbawić świat przez to, że urodziłby się na nim i zerwał jedną różę, mówiąc, że jest piękna. Nie musiałby się nawet przy tym ukłuć. Ale wybierając śmierć, taką jak nasza, odnajduje nas tam, gdzie faktycznie jesteśmy.

Porównywanie naszej drogi życiowej z Krzyżową nie jest więc nadużyciem?

Nie, bo też borykamy się z niesprawiedliwie wydanymi wyrokami, upadkami, utratą złudzeń, upokarzającą litością, nietrafionym pocieszaniem. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę, że „to już i jeszcze nie”; że, z jednej strony to jest to, a z drugiej – coś zupełnie innego.

Taką teologię wyłożył Jan Paweł II w Liście o zbawczym cierpieniu „Salvifici doloris” z 1984 r., mówiąc prosto, że jedynym nauczycielem współcierpienia jest sam Jezus. Przyjaciele Hioba nie byli w stanie pouczyć go o sensie tego, z czym przyszło mu się zmagać. Jeśli cierpiąc, uświadamiam sobie swoją wspólnotę z cierpieniem Jezusa, nadaję sens temu, co samo w sobie go nie posiada. Nabożeństwa Drogi Krzyżowej mogą uświadomić nam, że cierpienie nabiera sensu przez ofiarowanie go w tym samym duchu, w jakim zrobił to Jezus.

Trudna to mowa

Niepotrzebnie się wymądrzam. To wszystko jest mówieniem o czymś, a nie mówieniem tego. My tego nie potrafimy powiedzieć. To takie gadki przyjaciół Hioba, którzy udzielają mu rad albo tłumaczą, podczas gdy tak naprawdę przeszkadzają mu rozmawiać z Tym, który jedynie wie. To Bóg przecież wytłumaczył Hiobowi, a nie jego przyjaciele, po co to wszystko. Do tego nie wiemy, co On powiedział – możemy się domyślać albo prosić o to samo, nie wiedząc, co to jest. Czy też prosić, by nas czegoś nauczył, choć nie wiemy czego. W takich prośbach o niewiadome tkwi głęboki sens.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama