Prawdziwa śmierć, prawdziwe życie

Jezus mógłby zbawić świat przez to, że urodził się na nim i zerwał jedną różę, mówiąc że jest piękna. Wybierając śmierć taką jak nasza odnalazł nas... Tygodnik Powszechny, 16 marca 2008



Trudno wytłumaczyć te zawiłości, ale może wystarczy powtórzyć, jak podczas Drogi Krzyżowej: „Kłaniamy Ci się Panie Jezu Chryste i błogosławimy Tobie”... „Błogosławimy”, czyli okazujemy Ci podziw i wdzięczność, i widzimy szczęście w tym, co czynisz. Błogosławiony jest przecież ten, który jest szczęśliwy i czyni nas szczęśliwymi. Uczestniczymy więc w Twoim szczęściu. Jakim? „Żeś przez krzyż i mękę swoją świat odkupić raczył”. Sens naszych rozważań tkwi w tych słowach i czternastu ukłonach: przy każdej ze stacji Męki Pańskiej, a od paru lat – piętnastu, bo kłaniamy się też – i dobrze, że o tym nie zapominamy – Zmartwychwstałemu.

Jezus bierze krzyż na ramiona. My też mamy tak robić? Bez słowa skargi?

Za duże wymagania! Proszę się skarżyć. I proszę być tym, który skarg słucha, cierpliwie, nie mówiąc: „Skończ już, weź się w garść”.

Skarga to nie przejaw słabości?

A dlaczego mamy nie być słabi, przecież tacy też jesteśmy. Powinniśmy jedynie powstrzymywać się przed powiedzeniem: „nie, nie zgadzam się, nie chcę”... Już nie wymagajmy, by ktoś miał mówić: „bardzo proszę” i z uśmiechem brał na barki każdy krzyż. Jeśli się nie powie „nie” – to już będzie bardzo dużo. A właściwie wszystko, o co chodzi.

Byłam wolontariuszem hospicyjnym i opiekowałam się dziesiątkami osób, z których wiele robiło wszystko, by swoim cierpieniem nie obciążać tych, z kim czuli się najmocniej związani. Swoich się oszczędza – lepiej wyżalić się komuś, o kim się wie, że jest profesjonalistą. Jak kotu daje się słupek, by mógł ostrzyć pazury o niego, a nie o najlepszą kanapę, tak wolontariusz powinien być zadowolony, gdy to jemu ktoś opowie – lub wykrzyczy – słowa skargi. Profesjonalizm jest w tym przypadku uwolnieniem od egocentryzmu, w którym normalnie tkwimy.

Pierwszy upadek. Dlaczego powinniśmy się podnieść? Czy będziemy niezłomni, czy nie, nasze życie skończy się przecież tak samo.

Ta Droga mówi co innego – życie nie kończy się w grobie. Taką perspektywę trzeba mieć na uwadze, mobilizując się do kolejnego powstania. Co nie znaczy, że warto wierzyć, bo przynajmniej przy śmierci będzie łatwiej... Jezus umarł prawdziwą śmiercią i my też w pewnym momencie nie przejdziemy ot tak sobie do innego życia. Czeka na nas, jak na Niego, śmierć nie złudna czy ulgowa, ale ludzka.

I to tyle, bo wiemy całkiem sporo o umieraniu, ale śmierć wychodzi poza dostępne nam doświadczenie; nie ma z niej powrotu i nikt nie opowie nam, jak to jest. Ale może nie powinniśmy być tacy wścibscy? Najważniejsze jest to, co On zechciał nam objawić i na co odpowiadamy aktem wiary – że ostateczną przyszłością człowieka jest to, że Bóg będzie w nim wszystkim.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama