Ciało obce

Z nauczaniem religii nie ma problemu – to oficjalna wersja dyrektorów szkół i biskupów. Tyle że do pracy w szkole zniechęca się wielu katechetów. Tygodnik Powszechny, 5 października 2008



Ze szkół masowo uciekają duchowni” – obwieścił dwa tygodnie temu dziennik „Polska”. „Z lekcji religii rezygnują dzieci” – pisały inne gazety.

Do tych doniesień krytycznie odnieśli się przedstawiciele Kościoła. Abp Kazimierz Nycz, przewodniczący Komisji Wychowania Katolickiego przy Konferencji Episkopatu, oświadczył, że spadku frekwencji na lekcji religii nie ma. Doniesienia o rezygnacjach katechetów skrytykował w rozmowie z „TP” konsultor tej samej komisji, ks. prof. Tadeusz Panuś: – Teza jest nieprawdziwa. Katecheci masowo nie odchodzą, a problemy w nauczaniu owszem, istnieją, ale dotyczą nie tyle lekcji religii, co całego szkolnictwa.

Dane statystyczne są wyrywkowe. W roku szkolnym 2004/05 w Polsce uczyło prawie 35 tys. nauczycieli religii (dane Episkopatu). Dwa lata później o 1/3 mniej – 22 tys. (to z kolei dane ministerstwa edukacji), tyle że mniejsza liczba uczących religii nie musi oznaczać ich ucieczki ze szkół: może być efektem mniejszej liczby dzieci i spadku zainteresowania samą katechezą.

Niezależnie jednak od statystyk, wystarczy porozmawiać z katechetami, odwiedzić internetowe fora gimnazjalistów i nauczycieli, by zobaczyć, że katecheza szkolna nie jest wolna od problemów.

Te problemy zaczynają się w sali lekcyjnej.



Klasa


Może być – i często jest – tak: entuzjastycznie nastawiony do katechezy ksiądz i grupa zaprzyjaźnionych z nim uczniów. Owszem, jak to z młodymi: są zaczepki, prowokacje, pytania o seks albo o ojca Rydzyka. – Zaczyna się, zanim sprawdzę obecność – mówi ks. Jan Dolasiński, 40-letni katecheta z Rabki. – „Proszę księdza, bo taki jeden ksiądz ma kobietę”, „a inny wyrzucił moją ciocię z konfesjonału”. Ale potem zawiązuje się rozmowa.

Ks. Wojciech Jaworski, młody katecheta z ośmioletnim stażem, pracował już z dziećmi i młodzieżą w każdym wieku: w podstawówce, gimnazjum i szkole średniej. Dziś pracuje w warszawskim gimnazjum, liceum i niepublicznej szkole podstawowej: – Najtrudniej jest w gimnazjum, tam najczęściej padają niewygodne pytania – mówi. Do wulgaryzmów i zaczepek podchodzi z humorem: „Gdy zostaniesz księdzem, przyjdę do ciebie się wyspowiadać. I wtedy dowiesz się, jak sobie z tym radzę” – odpowiada na pytanie, jak księża znoszą zakaz uprawiania seksu. Ks. Dolasiński: – Kiedyś jak słyszałem niewygodne pytanie, reagowałem bardziej emocjonalnie. Dziś nie skupiam się na obronie księży i Kościoła, ale na tym, dlaczego pytanie padło.

Są jednak i szkoły, w których katecheci nie radzą sobie z młodzieżą. Widać to choćby na forach internetowych, gdzie można znaleźć dziesiątki rozpaczliwych głosów zarówno katechetów, jak i katechizowanych. W Onecie Martyna pisze: „To przez katechetów nie chodzimy na religię. Mój jest okropny, dyktuje notatki całymi zdaniami, a do tego nie powtarza, bo stwierdził, że (...) nie nadążamy i to już nie jego problem. A do tego nam ubliża...”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama