Zwyczajna świętość

Nieraz podziwiamy kogoś wielkiego, ale wcale nie chcemy wchodzić z nim w zażyłość i dlatego najchętniej stawiamy go na pomniku. Tymczasem Papież, który już za życia był nazywany wielkim, chciał być blisko ludzi i taki pozostał. Tygodnik Powszechny, 19 października 2008


Dziwią nas dokonania Jana Pawła II. Nie mamy wątpliwości, że był wielki, i jesteśmy przekonani, że był święty. Co to jednak znaczy i jak to się ma do naszego życia?

Świętość pierwotnie oznaczała oddzielenie od tego, co ziemskie i przemijające. Bóg jest Innym, kimś doskonałym, pełnym mocy, wzbudzającym grozę i jednocześnie fascynację. Jedynym sposobem zmniejszenia nieskończonego dystansu było wyjęcie z normalnego biegu rzeczy niektórych przedmiotów, miejsc, osób, czasów i poświęcenie ich na wyłączny użytek Bogu. Przez taką konsekrację stawały się one święte.

Ten kultyczny aspekt świętości przetrwał we wszystkich wielkich religiach i jest obecny także w chrześcijaństwie. Zawarta w Objawieniu historia zbawienia ukazuje jednak przede wszystkim przedziwną inicjatywę Boga: zbliżenia się do człowieka. Bóg sam pokonał przepaść między Nim a człowiekiem – najpierw przez przymierze z Izraelem.

Nie tylko pojedyncze osoby (kapłani), ale cały naród został wybrany. Droga uświęcania się oprócz kultu wymagała od Izraelitów odpowiedniej postawy moralnej. Każdy członek narodu wybranego miał okazywać swoim życiem Bożą sprawiedliwość oraz troskę o innych – zwłaszcza najbardziej potrzebujących: sieroty, wdowy, cudzoziemców. W pismach proroków Bóg stał się bliski jak mąż troszczący się o żonę, jak matka dla dziecka.

Przesłanie Ewangelii zradykalizowało i zuniwersalizowało Bożą bliskość: „Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). Przez wcielenie i dokonane na Krzyżu odkupienie nieskończenie odległa świętość Boga objęła całe nasze życie. Św. Augustyn mógł powiedzieć, że Bóg jest bliżej człowieka niż on sam siebie. Świętość w chrześcijaństwie oznacza osobiste doskonałe zjednoczenie z Chrystusem, i tak definiuje ją soborowa Konstytucja dogmatyczna o Kościele (nr 50).

Sobór Watykański II wyraźnie przypomniał zaniedbaną przez wieki prawdę o powszechnym powołaniu do świętości, wskazał ponadto na obowiązek dążenia do niej każdego z nas (nr 40). W procesach beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych bada się, czy kandydat na ołtarze zdołał w swoim życiu osiągnąć w stopniu heroicznym cnoty teologiczne (wiarę, nadzieję i miłość) oraz moralne (roztropność, sprawiedliwość, męstwo i umiarkowanie). Czy rzeczywiście musimy być moralnie doskonali i czy od tego zależy miłość Boga do nas?

Pytania te wskazują na dwie trudności, które stają przed nami, gdy myślimy o świętości.

Doświadczana przez nas słabość boleśnie przypomina o naszej kondycji i możliwościach. Kategoryczne wymaganie świętości zdaje się nas jeszcze bardziej przygnębiać. Czy nie jest ona dostępna jedynie dla duchowych herosów – choćby takich jak Jan Paweł II? Harold Kushner, autor bestsellera „Kiedy złe rzeczy zdarzają się dobrym ludziom”, w książce „Czy musimy być doskonali?” zauważa, że „idea, iż powinniśmy być doskonali i że od innych możemy oczekiwać doskonałości, dostarcza nieustannego poczucia winy i rozczarowania”.

«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama