publikacja 02.01.2009 21:22
Z ziemskiej Matki narodził się Ten, który jest "Bogiem z nami". Wiara nie zaciemnia historii, lecz pozwala głębiej wniknąć w tajemnicę Jezusa, w prawdę tekstów o Nim. Tygodnik Powszechny, 21-18 grudnia 2008
Interpretowano wydarzenia z życia Jezusa i Jego słowa w świetle wydarzenia paschalnego i odwołując się do Starego Testamentu (chrześcijanie wierzą, że także dzięki światłu Ducha Świętego) w różnych sytuacjach i stosownie do potrzeb rodzących się wspólnot chrześcijańskich. Nie można więc mieć żalu do ewangelistów, że nie są historykami (i to w dzisiejszym znaczeniu), bo sami podkreślają kerygmatyczny cel swoich przekazów. A przy tym każdy z nich ma własną optykę teologiczną.
Dwa tylko przykłady braku zrozumienia dla teologii ewangelisty. „Maryja ignoruje jego [Jezusa] wykrętną odpowiedź” – jakież to zubożenie sensu perykopy o weselu w Kanie Galilejskiej. I rzecz poważniejsza: zbyt wiele już napisano na temat „Ioudaioi” („Żydzi”?) w czwartej Ewangelii, żeby sformułować zdanie: „Nienawiść Jezusa wobec Żydów była zażarta” (jeśli Jezus nienawidzi, to nic dziwnego, że można też napisać o „szowinizmie porywczego Galilejczyka”, a także o szowinizmie ewangelisty Mateusza i jego... schizofrenii).
Zgoda, że Ewangelia Jana różni się od ewangelii synoptycznych, ale trudno się zgodzić, że „jego [Jana] opowiadanie możliwe [jest] do przyjęcia przez odbiorców, nie związanych z Jezusem lub jego najbliższymi uczniami”. Nie; także Janowy Jezus, bohater chrystologii najwyższego lotu, jest bardzo ziemski, bardzo ludzki, bardzo żydowski, a nie stanowi „niebiańskiej istoty w ludzkim przebraniu”.
I jak można twierdzić, że „Żydzi, którzy uwierzyli (...), w oczach Jana automatycznie przestawali być Żydami”? Uderza też cofanie się do czasów biblistyki przedkrytycznej, kiedy tę czwartą Ewangelię przypisuje się jednemu człowiekowi – istniała przecież cała „szkoła Janowa”.
Na szczęście Autor przybliża bogatą teologię tej ewangelii, mocno zakorzenioną w podłożu judaistycznym. Ale jak można twierdzić, że „synoptyków przenikałyby zimne dreszcze” na myśl (Janową) „o prawdziwej jedności Ojca i Syna”?
U Mateusza doliczyłem się 17 wyrażeń Jezusowych „Ojciec mój” (odróżnia Jezus Ojca swego od Ojca uczniów, bo chodzi o całkowicie odmienne relacje z Ojcem), u Łukasza 4, u Marka mamy zwrot najintymniejszy „Abba”. A więc już przed Janem synoptycy pokazują, że Jezus pozostaje w wyjątkowej, dotąd niespotykanej bliskości Boga, która uzasadnia Jego roszczenia i posłannictwo (oczywiście jedność ontyczna Osób Boskich jest u Jana mocniej i wyraźniej uwypuklona).
Autor schodzi z „Everestu”, jak nazywa ostatnią ewangelię, i po przyjrzeniu się listom przypisywanym Janowi i Apokalipsie zatrzymuje się na dłużej przy św. Pawle, jego teologii, zwłaszcza przy „Chrystusie Pawła”. Niepotrzebnie uważa Apostoła za założyciela religii chrześcijańskiej – to już dziś w nauce niemodne – słusznie jednak wykazując jego wkład w teologię i struktury rodzącego się Kościoła.
Wiadomo, że istota wiary chrześcijańskiej jest przedpawłowa: znajdujemy ją w cytowanych przez Pawła najstarszych wyznaniach wiary (np. „Jezus jest Panem”) czy starochrześcijańskich hymnach (np. ten z Flp 2, 6-11; ponieważ mowa w nim o równości Jezusa z Bogiem, Vermes przeniósł go na początek II w. – i po kłopocie).
aktualna ocena | 5,0 |
głosujących | 1 |
Ocena |
bardzo słabe
|
słabe
|
średnie
|
dobre
|
super