Milczenie i egoizm świata

Odpowiedź na pytanie, czy media powinny kierować się gustami odbiorców czy też mieć jasno określoną misję, której celem jest kształtowanie tych gustów, zadecyduje o tym, z jakim społeczeństwem będziemy w Polsce mieli do czynienia. Znak, 9/2007




Amerykańskie pismo „Foreign Policy” stworzyło listę państw, w których istnieją największe zagrożenia. Brano pod uwagę „wskaźniki niestabilności”, między innymi stan gospodarki, nierówności społeczne, ochronę praw człowieka, liczbę uchodźców, siłę instytucji państwowych i zagrożenia zewnętrzne. Są na tej liście w kolejności: Sudan, Irak, Somalia, Zimbabwe, Czad, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kongo, Afganistan, Gwinea oraz Republika Środkowoafrykańska. Według Reuters AlertNet (www.alertnet.org), który monitoruje około 10 tysięcy źródeł medialnych (w tym 107 tytułów anglojęzycznych) na całym świecie, w ostatnim miesiącu ukazało się 1466 artykułów na temat Iraku – ale na temat Darfuru już tylko 164, Somalii – 41, Demokratycznej Republiki Kongo – 29. Czad doczekał się tylko ośmiu wzmianek. Na stronie Reuters AlertNet można zresztą samemu dokonać takich zestawień. Pokazują one, w jaki sposób media światowe traktują wydarzenia, nadając priorytet tym, które są najbardziej powiązane z interesami gospodarczymi lub które są najbardziej sensacyjne – choć niekoniecznie decydują o kształcie świata.

Podobnego zestawienia tematów brakuje w odniesieniu do polskich mediów (chociaż sądzę, że współpracujący z Polską Akcją Humanitarną Instytut Monitorowania Mediów mógłby takie zestawienie przygotować). Z ciekawości wpisałam słowo „Darfur” na stronie telewizji publicznej. W okresie od lipca 2004 do sierpnia 2007 problem Darfuru pojawił się 26 razy. Nie dziwi mnie więc, że przeprowadzający sondę uliczną dziennikarz „Gazety Wyborczej” na pytanie, z czym kojarzy się słowo „Darfur”, usłyszał niedawno od przechodniów: – „Carrefour”? Jakiś nowy produkt?

Także publicystyka jest całkowicie zdominowana przez bieżącą politykę polską. Oto ostatnie tematy programu Warto rozmawiać (TVP 2): „Kto odzyska Ziemie Odzyskane?”, „Z tarczą czy na tarczy?”, „Między lustracją a demokracją”, „Czego nie powie już Barbara Blida?” etc. Na 106 programów tylko jeden poświęcono problemom innego kraju (w marcu 2006 doczekała się tego Czeczenia). Czy naprawdę „nie warto rozmawiać” o tym, co dzieje się na świecie, wyjść poza własne podwórko? Media zamykają nas w małym, egoistycznym światku wydarzeń wokół polskiej polityki. Charakterystyczną cechą programów publicystycznych i dyskusji jest też to, że dziennikarze zapraszają najczęściej innych dziennikarzy, którzy komentują rzeczywistość. Czasem pojawiają się eksperci, ale jest to zazwyczaj wąskie grono. Najczęściej dyskutującymi są dziennikarze i politycy. A to właśnie dziennikarze powinni być pośrednikami pomiędzy nami a ekspertami, pokazywać różne punkty widzenia i rozszerzać nasze widzenie poza polską „miedzę” i same tylko problemy polityczne.

Media mogą poszerzać nasze horyzonty i wiedzę nie tylko o samych wydarzeniach, ale również o tym, w jaki sposób można rozwiązać problemy tego świata i jak rozwiązują je osoby zaangażowane w różnego rodzaju działania. Dlaczego my, Polacy, mamy być nieświadomi tego, że kwietniowe negocjacje UE z 75 państwami Afryki, Karaibów i Pacyfiku przybrały postać bezpośrednich nacisków, by kraje te ratyfikowały umowy handlowe niekorzystne dla ich gospodarek (na apel PAH ok. 200 osób podpisało w Internecie list do Angeli Merkel, a w całej Unii od lutego do maja br. zrobiło to 21 tysięcy osób)? Nie mamy świadomości tego, że chociaż Unia jest największym dawcą pomocy humanitarnej, to jej polityka ochrony rynków europejskich poprzez dopłaty do produkcji żywności niszczy lokalne rynki w krajach afrykańskich.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama