McSława – narkotyk dla mas?

Nie od dziś i nie tylko w Stanach Zjednoczonych sława jest wartością pożądaną. Fama, czyli wieść, rozgłos, czasem jednak nawet plotka, już w łacinie nieco myliła się ze sławą. Dawniej sławę się zyskiwało, sławą można było zasłynąć, bywała wiekopomna. Znak, styczeń 2008



Następnym jego krokiem była obserwacja przeglądów czy tzw. konwencji, będących w istocie aukcjami – miejscami spotkania tysięcy dzieci i kilku agentów show-biznesu. Przy okazji Halpern odkrył, że są to bardzo intratne przedsięwzięcia obliczone na to, że rodzice tych dzieci gotowi będą wysupłać każdą kwotę. Rekrutowanie na takie imprezy zdarza się nawet w szkołach. Kiedy moja córka była mała, co parę tygodni przychodził list z „indywidualnym” zaproszeniem na dziecięcy konkurs piękności i talentu. Po podsumowaniu rozlicznych pozycji takiego przedsięwzięcia okazuje się, że opłaty za uczestnictwo wynoszą kilka tysięcy dolarów.

Autorowi owa konwencja kojarzy się z targowiskiem, na którym dzieci ogląda się i ocenia jak wystawione na sprzedaż zwierzęta. (Na marginesie trzeba zauważyć, że zauroczenie popularnością udziela się także owym agentom dokonującym selekcji, ponieważ oblegani są przez dzieci oraz ich rodziców, głównie matki, starające się każdym dostępnym sposobem zwrócić na siebie uwagę). Wyszukujący talenty agent, rozmówca autora Fame Junkies, wyróżnił przy tej okazji trzy grupy. W pierwszej umieścił dzieci, którym zamarzyła się sława i molestują rodziców, aby im to umożliwili. Do drugiej wchodzą rodzice o wielkich aspiracjach, którzy robią wszystko, aby przepchnąć dziecko przez sito. Trzecia kategoria nie pojawia się na konwencjach. To utalentowane dzieci w zdrowych rodzinach, które można „wyłowić” w naturalnych warunkach. A czego szukają ci łowcy talentów? Jak sami mówią – inteligencji i zdrowej pewności siebie. Agenci zwierzają się autorowi, że najbardziej pociągają ich ci obdarzeni potencjałem młodzi ludzie, którzy ich ignorują, ale mają silną osobowość i znają swoją wartość.

Halpern odwiedził też luksusową dzielnicę Los Angeles, gdzie zatrzymują się młodzi aspiranci przyjeżdżający z całych Stanów. Rozróżnia tu trzy kategorie – dzieci, które w towarzystwie kogoś z rodziny pobędą tu, czekając na uśmiech losu, po czym po kilkunastu tygodniach wrócą do domów z ogromnymi rachunkami. Druga grupa, najmniej liczna, to dzieci, którym się powiodło i przedostały się już do show-biznesu. Trzecia to ci, którzy tak czekają od lat i ciągle liczą na szczęście. Na pytania, dlaczego chcą zastać sławni, młodociani odpowiadają: „Bo wtedy będzie mi dobrze. Nigdy nie będę musiał się o nic martwić, wszyscy będą mnie szanować i podziwiać, a rodzina dostanie dużo pieniędzy. Spełnią się wszystkie moje marzenia”.

Potwierdza to psychologia rozwojowa, a konkretnie teoria fazy egocentrycznej w wieku dojrzewania. Według stworzonej przez Davida Elkinda „teorii urojonej publiczności” (Imaginary Audience) nastolatki wyobrażają sobie siebie przed publicznością, która śledzi z zapartym tchem każdy ich krok i zwraca uwagę na najdrobniejszy szczegół. Chwila złej fryzury urasta do rozmiarów monumentalnego dramatu. „Teoria prywatnej bajki” (Personal Fable) głosi, że nastolatki uważają, iż ponieważ są absolutnie wyjątkowe, nie dotyczą ich konwencjonalne reguły. Krótko mówiąc, cierpią na iluzję wielkości. Badania niezmiennie potwierdzają, że młodzież w wieku dojrzewania jest w skrajny sposób skoncentrowana na sobie.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama