McSława – narkotyk dla mas?

Nie od dziś i nie tylko w Stanach Zjednoczonych sława jest wartością pożądaną. Fama, czyli wieść, rozgłos, czasem jednak nawet plotka, już w łacinie nieco myliła się ze sławą. Dawniej sławę się zyskiwało, sławą można było zasłynąć, bywała wiekopomna. Znak, styczeń 2008



Sława, w przeróżnym natężeniu i odcieniu, działa jak narkotyk. Ale – jak przy innych typach uzależnienia – kluczowe pozostaje pytanie o przyczynę pierwotną. Ludzie z reguły nie sięgają przecież po narkotyk, kiedy czują się dobrze. Robią to, kiedy coś ich uwiera, kiedy chcą się poczuć lepiej. Zazwyczaj robią to, aby usunąć depresję czy niepokój.

Nie może chyba dziwić, że okazuje się, iż zjawisko wyobrażonej publiczności wzmaga się wśród młodzieży, która czuje się zaniedbywana przez rodziców i otoczenie. Pozbawieni zainteresowania starają się zdobyć je gdzie indziej. Jednym z powodów poszukiwania sławy jest więc ucieczka przed osamotnieniem. W którejś z najnowszych amerykańskich ankiet zapytano nastolatków, z kim chcieliby zjeść kolację. Mieli do wyboru Jezusa Chrystusa, Alberta Einsteina, Shaquille’a O’Neal, Jennifer Lopez, 50 Cent, Paris Hilton albo prezydenta Busha. Wśród chłopców, którzy nie skarżyli się na samotność, zdecydowanym zwycięzcą był Jezus Chrystus. Wśród tych, którzy czuli się osamotnieni, Jezus był ostatni, a zwyciężył raper 50 Cent. Dziewczynki, które doceniane były przez rodziców, grupę rówieśniczą i nauczycieli, też w większości wybierały kolację z Jezusem, a te, które czuły się niedoceniane – z Paris Hilton. Dzieci depresyjne częściej niż inne uważały, że sława by im pomogła. Paradoks polega na tym, że odciągając dzieci od normalnych warunków – od szkoły, kolegów itp. – rodzice skazują ich na osamotnienie, które było już pierwotną przyczyną frustracji. Młodzi nie są (a w każdym razie jeszcze nie) uzależnieni od żądzy sławy. Najprawdopodobniej rozpaczliwie pragną przyciągnąć uwagę.



Grzać się w promieniach cudzej sławy


Halpern zajmuje się także środowiskiem asystentów, totumfackich słynnych osób (mają już oni swoje stowarzyszenie zawodowe). To dzisiejsi dworacy. Nie są oni, jak na amerykańskie warunki, szczególnie dobrze płatni, ale bliskość sławnej osoby stanowi o atrakcyjności tej pracy. Asystenci ocierają się o wielki świat. Przez dwadzieścia cztery godziny na dobę służą chimerycznym osobnikom. Są na posyłki, gotowi spełnić każdy kaprys – zawożą rzeczy do prania, robią zakupy, umawiają na spotkania. Niektórzy zdają sobie sprawę, że dostęp do tego świata jupiterów, limuzyn i czerwonych dywanów pociąga za sobą utratę własnej osobowości. Nasuwa się tu analogia do sekt. Gwiazdy i przywódcy sekt mają wiele cech wspólnych – charyzmatyczną osobowość, grono admiratorów.

Najsłabsze uczennice (67%) najbardziej chcą być asystentkami sław. W pewnej mierze wykazywały realizm, bo przecież nie mogły dać pozytywnej odpowiedzi, widząc pozycję ankietową: „chcę zostać rektorem Harvardu lub innej prestiżowej uczelni”.

Odnotowano tu kolejne zjawisko. Anglojęzyczny twórca tej teorii proponuje akronim: birg, czyli basking in reflected glory – grzanie się w odbitym świetle cudzej sławy. Użyteczna tu stała się obserwacja studentów. Kiedy ich drużyna uniwersytecka wygrywała, studenci identyfikowali się z nią poprzez ubieranie klubowych koszulek itp., kiedy przegrywała, dystansowali się od niej. Jeden z bardziej szczegółowych eksperymentów dotyczył reakcji studentów z niższym poczuciem własnej wartości. Ci najmocniej szukali kompensacji w zwycięstwie uczelnianej drużyny.


«« | « | 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama