Niedziela bez Mszy Świętej?

Niedziela 35/2011 Niedziela 35/2011

Już od tygodnia trwały strajki w wielu regionach kraju, zanim w ostatnich dniach sierpnia dołączyła do nich załoga z Huty Warszawa. Ale huta i tak znajdowała się wśród pierwszych zakładów stolicy, które zastrajkowały. Już w lipcu zatrzymano jeden z wydziałów, postulując podwyżki płac. Pracownicy otrzymali podwyżki i wrócili do pracy. Zastrajkowali ponownie pod koniec sierpnia, solidaryzując się z Wybrzeżem

 

Trzydziestotrzyletni wówczas ks. Jerzy natomiast tak opisał w swoim pamiętniku to pierwsze spotkanie z załogą Huty Warszawa: „Tego dnia i tej Mszy św. nie zapomnę do końca życia. Szedłem z ogromną tremą. Już sama sytuacja była zupełnie nowa. Co zastanę? Jak mnie przyjmą? I wtedy przy bramie przeżyłem pierwsze wielkie zdumienie. Gęsty szpaler ludzi, uśmiechniętych i spłakanych jednocześnie. I oklaski. Myślałem, że ktoś ważny idzie za mną. (...) Tak sobie wtedy pomyślałem: oklaski dla Kościoła, który przez trzydzieści lat wytrwale pukał do fabrycznych bram. Niepotrzebne były moje obawy – wszystko było przygotowane: ołtarz na środku placu fabrycznego i krzyż (...)”.

– Nie było mnie wtedy na Mszach św. na terenie huty – opowiada Karol Szadurski. – Tego dnia nasza delegacja pojechała do Gdańska i czekaliśmy w Warszawie na odpowiedź. Siedziałem więc w naszej sali BHP i wpatrywałem się w telefon. Ale doskonale zapamiętałem robotników wracających ze Mszy św. Z takim wielkim uniesieniem duchowym. Czegoś takiego później już nie widziałem... Skończył się strajk i mieliśmy mnóstwo pracy, bo załoga zgłosiła ponad dwa tysiące postulatów. I któregoś dnia, na samym początku września, w pomieszczeniach komisji zakładowej zauważyłem mężczyznę w koloratce. Pytam Marczaka: – A kto to jest? – A to jest ksiądz, który odprawiał u nas tę drugą, popołudniową Mszę św. – odpowiedział Marczak i przedstawił mnie księdzu. I tak się poznaliśmy, a niebawem zostaliśmy przyjaciółmi. Ks. Jerzy zaprosił mnie do siebie. Byłem w pierwszej grupie hutników, która go odwiedziła. Jego mieszkanie „składało się” z krzyża i biało-czerwonych flag.

– Pojechałem do ks. Jerzego z początkiem września – wspomina Seweryn Jaworski. – Siedział z grupką młodych ludzi. Grał na gitarze i śpiewał. Byli to studenci medycyny i pielęgniarki. Dowiedziałem się wtedy, że jest duszpasterzem pielęgniarek. Podarowałem mu znaczek „Solidarności”. Z wielką radością go przyjął. Znaczek miał jeszcze chorągiewkę nie nad literą „N”, jak dzisiaj, ale nad literą „D”. Rozmawialiśmy z półtorej godziny. O Polsce, o ludziach z huty. Był bardzo przejęty ciężkim losem i ciężką pracą robotników. Poprosił mnie o flagę, która wisiała na budynku BHP, czyli w miejscu, gdzie zbierał się Komitet Strajkowy. Nie potrafiłem znaleźć tej flagi, więc dałem mu tę, która wisiała przy naszej mównicy w sali BHP. Wieszał później na niej wszystkie znaczki „Solidarności”, które dostawał od ludzi. Miał ich bardzo wiele. Wtedy na koniec naszego spotkania spytał, czy mógłby poprosić hutników, aby co miesiąc przychodzili na Mszę św. za Ojczyznę. Z kolei ja zaprosiłem ks. Jerzego na posiedzenia Komisji Zakładowej. Już wówczas postrzegałem go jako patriotę i katolika. Dla niego było to nierozłączne.

Porozmawiać z ks. Jerzym

W owym czasie posiedzenia prezydium Komisji Zakładowej odbywały się bardzo często. Równolegle toczyły się negocjacje w sprawie realizacji kilkuset postulatów. Zaniedbania ze strony dyrekcji były bowiem tak ogromne, że spisano dwa tysiące postulatów. Zbierane w czasie strajku, dawały obraz warunków, w jakich pracowali hutnicy. Uczestnicząc w posiedzeniach, ks. Popiełuszko zaczął więc stopniowo poznawać ich problemy.

– Środowisko robotnicze nie było mu znane. Choć pochodził z rodziny chłopskiej, szybko stał się jednym z nas – opowiada Karol Szadurski. – Doradzał, kiedy go pytaliśmy: co ty byś zrobił w takiej czy innej sprawie? Wiosną 1981 r., podczas pierwszych wyborów NSZZ „Solidarność” w hucie, poprosiliśmy, by został naszym kapelanem. Powierzyliśmy mu również funkcję honorowego członka Komisji Zakładowej NSZZ „Solidarność”. Wtedy też padł postulat, abyśmy ufundowali sztandar „Solidarności”. W kwietniu bp Kraszewski poświęcił go w kościele pw. św. Stanisława Kostki. We Mszy św. uczestniczyła cała dyrekcja i Komitet Fabryczny PZPR. I była w tym olbrzymia zasługa ks. Jerzego. Przyszłego błogosławionego... Kto wiedział, że za niecałe cztery lata już nie będzie żył?

– Z inicjatywy ks. Jerzego na terenie huty odbyła się też wielka modlitwa w intencji Jana Pawła II po zamachu na niego – wspomina Seweryn Jaworski. – Ołtarz był budowany przed bramą. Modliło się tysiące hutników. Było to wydarzenie, które zebrało nie tylko ludzi z „Solidarności”, ale też partyjnych. Był również dyrektor huty Adam Żurek. Trzeba zresztą oddać mu sprawiedliwość, że generalnie nam sprzyjał. Dążył do tego, żeby polubownie załatwiać wszystkie sprawy.

– Dzięki ks. Jerzemu wtedy, w tych radosnych, a zarazem stresowych szesnastu miesiącach, ale przede wszystkim w stanie wojennym zyskaliśmy poczucie wolności osobistej. Mimo zewnętrznego zniewolenia systemem, wewnętrznie czuliśmy się wolni – stwierdza Karol Szadurski. – W czasie stanu wojennego przy ks. Jerzym czuliśmy się w kościele pw. św. Stanisława Kostki jak w wolnej Polsce. Tam się utrwalały nasze przyjaźnie. Tam rosła nasza odwaga. Uczyliśmy się patriotyzmu. Do dziś ks. Jerzy jest dla mnie żywym człowiekiem. Nie jest człowiekiem, który przestał istnieć. Nie wstydzę się tego powiedzieć, że jak mam trudne momenty, to zawsze sobie z ks. Jerzym rozmawiam.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama