Smakowite życie Anki

Więź 5-6/2012 Więź 5-6/2012

Czytam Folklor tamtych lat w roku 2012 i co mnie uderza? W epoce absolutnego cynizmu, która tymczasem nastała, czytam książkę idealistki, czytam o nie tak znowu odległej przeszłości, która przecież i we mnie żyje, a wydaje się prehistoryczna. Ogarnia mnie zdumienie, że taka autorka istniała. Szlachetna i rzetelna. Katoliczka.

 

Czytam Folklor tamtych lat w roku 2012 i co mnie uderza? W epoce absolutnego cynizmu, która tymczasem nastała, czytam książkę idealistki, czytam o nie tak znowu odległej przeszłości, która przecież i we mnie żyje, a wydaje się prehistoryczna. Ogarnia mnie zdumienie, że taka autorka istniała. Szlachetna i rzetelna. Katoliczka. Z tego gatunku katolików, u których katolicyzm nie polega na tropieniu grzeszności nielubianych osób, by je publicznie oszkalować, ale na możliwym przestrzeganiu przez siebie Dziesięciu Przykazań (w sprawie katolicyzmu będę musiał zajrzeć do Pestki, żeby zrozumieć książkę o KOR-ze).

Rzetelność – pomyślałem po staroświecku i nawet się rozrzewniłem. Ale co to znaczy? Dlaczego mi coś takiego przychodzi do głowy? Czy książka złożona z tekstów pisanych w celu politycznym, bo na użytek KOR-u, monotematyczna, rejestrująca fakty naruszania praw człowieka przez władze PRL, rejestrująca fakty i wrażenia autorki, z dodanymi na koniec poezjami, też zaangażowanymi – czy taka książka nie jest stronnicza? Jest! Powiedziałbym nawet, że jest zapalczywa, jednostronnie egzaltowana, kipi namiętnościami, niekiedy przejaskrawia i przesadza. A zarazem jest wiarygodna.

Dlaczego? Bo nie mówi tonem typowym dla późniejszego sprawozdawcy historii najnowszej. W takich sprawozdaniach wyczuwałem przeważnie lekki dąs na historię za to, że przebiegła w sposób niezupełnie odpowiadający sprawozdawcom. Kazała na przykład spełnić pewne historyczne uczynki osobom nie dość sympatycznym, gdy powinna była taktownie a szczodrze obdzielić nimi postaci sympatyczniejsze. Jak więc troszkę nie zignorować książki Anki, tu i ówdzie odrobinkę nie poprawić? Jak się w ogóle na nią po cichu nie zżymać i jeszcze nie dać tego po sobie poznać? Stąd się brał ów nieco fałszywy, półgębkowy ton, który często wyczuwałem. Do tego tonu przez dwadzieścia lat z górą przywykłem i odruchowo na niego czekałem, skoro mowa o KOR-ze. To był odruch bezwarunkowy. KOR? Tu musi nastąpić dąs. Co z tego, że autorka jest współtwórczynią KOR-u! Może będzie się dąsać sama na siebie? Czy raczej znajdzie w KOR-ze jakąś jego gorszą część, na którą się podąsa, oszczędzając drugą, lepszą?

Nic takiego nie zrobiła. W ogóle rozróżnianie spraw i ludzi ze względu na konflikty ideologiczne i polityczne, które nastąpią kiedyś, nic jej nie obchodzi. Nie wie o nich i nie czuje potrzeby interesowania się przyszłymi preferencjami zamiast krzyczącą rzeczywistością. Toteż czytając Folklor tamtych lat, zdumiony, odnajduję siebie, raz jeszcze w autentycznym świecie czasów Gierka. W świecie, jaki przeżyłem, a nie w tym poprawionym, urojonym, różnie udoskonalanym lub demonizowanym, absurdalnie karykaturowanym (stale tylko ten ocet na półkach), o jakim dowiadywałem się z późniejszej legendy, zresztą bardzo rozmaitej, niekiedy pochwalnej, przepełnionej nostalgią za utraconym rajem dobrobytu, lecz zawsze stereotypowej. Ale to nie jest jedyne zdumienie czytelnika Folkloru tamtych lat. Podział na przeciwstawne obozy „ich” i „nas”, natężenie ówczesnego antagonizmu politycznego w odczuciu i świadectwie zapalczywej przecież bojowniczki, zaangażowanej w walkę z ustrojem, wydaje się mniej ostre i mniej bezwzględne niż to po transformacji ustrojowej z nowym podziałem na „my” i „oni”. Jak to możliwe, skoro wtedy była dyktatura, bezkarna policja polityczna na usługach władzy, sądy na usługach rządzącej partii, cenzura, a obca armia strzegła tego stanu rzeczy? Wydaje się rzeczą oczywistą, że z antagonizmami powinno być na odwrót, niż wyszło.

Czytelnik Anki Kowalskiej dożył roku 2012 w Polsce demokratycznej. Co ze smakowitością życia w tych nowych czasach? Co z folklorem nowych lat, gdy jednak nie chodzi już o wyrywanie paznokci, lecz na przykład o refundację leków czy ustalenie poziomu wieku emerytalnego? „Oni”, zbrodniarze, chcą „nas” poddać „eutanazji”, czyli po prostu zgładzić, by ułatwić sobie rządzenie. Tak brzmi folklor językowy nowych czasów, nie wspominając już o języku skrajnej nienawiści w dyskusjach związanych z katastrofą smoleńską. Wtedy nie mówiliśmy takim językiem, nawet gdy nas internowano w stanie wojennym. Pletliśmy wiele głupstw, ale nie zarzucaliśmy władzy komunistycznej, że chce nas zabić, żeby wygodniej było rządzić. Przy okazji reformy wieku emerytalnego ludzie zaczęli to mówić bez jakichkolwiek zahamowań. Rozłam po katastrofie smoleńskiej prawdopodobnie sprawił, że nauczyli się łatwości takiego mówienia.

Anka Kowalska, mimo swej stronniczości i życia w warunkach wojennych notowała fakty, nie domysły, rejestrowała skandaliczne praktyki władz PRL, nie domniemane intencje i podłe motywacje. Nigdy nie twierdziła, że PRL-owskie gwałty i bezprawia dzieją się dlatego, że sprawcy nie są patriotami czy prawdziwymi Polakami, że działają z inspiracji szefów na Kremlu itd., chociaż miałaby w takich oskarżeniach więcej racji niż my po trzydziestu iluś latach, bełkocący coś w niecenzurowanych mediach, w internecie, w parlamencie lub w potocznej gadaninie po domach, ulicach, podwórzach i przygodnych piwiarniach.

A Pestka? Zacytuję: „To banał: być czyimś słońcem. I deszczem. Wiatrem. Latem. Chmurą i ptakiem. Lądem, wodą, miejscem na stopę. W literaturze to się nazywa banał”. I jeszcze: „Agata, krzyczałam, zmiłuj się, nie mieszaj Boga do niedochowanej w małżeństwie wierności, do cudzołóstwa”. Pestka to trochę antypowieść lat 60., romans dramatyczny i bardzo kobiecy, ale jeszcze przedfeministyczny. O kobietach, jakie ja w młodości znałem, z mentalnością, która nie rozgospodarowała się jeszcze w sferze męskiej. Jest oczywiście w powieści mężczyzna, bohater romansu, jednak próba mentalnej identyfikacji z nim, zwłaszcza w przeżywaniu erotyki i seksualności, wydawała mi się, gdy czytałem, ujęciem kobiecym.

A sama pestka w Pestce – co to takiego? Pestka to jest „to, w co nie przestajemy wierzyć”, twardy rdzeń moralny. Trzeba było mieć w sobie pestkę, żeby wstąpić do KOR-u.

Anka musiała być przekonana, że Pestka pozostanie najlepszą książką jej życia, a sfilmowanie tej powieści największym sukcesem zawodowym. Nie zapomnę, jak na spotkaniu przyjaciół w domu Mariana Brandysa mówiła nam, podniecona i promienna, o właśnie rozpoczętym kręceniu filmu przez Krystynę Jandę. Spotkania przyjaciół po śmierci Haliny Mikołajskiej, żony pisarza, organizował regularnie z początkiem lat 90., dla podtrzymania wdowca na duchu, Jurek Markuszewski. Anka przychodziła na te podwieczorki, brunetka niezmiennie piękna w swojej czerni i czerwieni. Chrupaliśmy krakersy, piliśmy kawę albo herbatę, czasem jakieś frymuśne alkohole, nalewki i wina, które ktoś przyniósł. Czyżby życie stało się znów smakowite?

Tak, jeszcze smakowite, ale już niedługo. Anka chorowała ciężko i przewlekle, aż w roku 2008 umarła. Nie zdążyła się dowiedzieć, że dziełem jej życia nie będzie wcale Pestka. Będzie nim Folklor tamtych lat.

Jacek Bocheński – ur. 1926 r. we Lwowie. Prozaik, eseista i publicysta, a także tłumacz literatury niemieckiej i rzymskiej; debiutował w 1949 r. zbiorem opowiadań Fiołki przynoszą nieszczęście. Począwszy od lat 70., znalazł się w gronie rodzącej się opozycji demokratycznej. Brał czynny udział w akcjach protestacyjnych, był współzałożycielem i redaktorem naczelnym „Zapisu” – czasopisma ukazującego się w Polsce od 1977 r. poza cenzurą. Działalność opozycyjna pociągnęła za sobą m.in. zakaz druku. Publikował również pod pseudonimami Adam Hosper i Teodor Ursyn. W latach 1997-1999 prezes Polskiego PEN Clubu. Wydał m.in.: Pożegnanie z panną Syngilu albo słoń a sprawa polska, Boski Juliusz. Zapiski antykwariusza, Nazo, Stan po zapaści (w obiegu nieoficjalnym). Mieszka w Warszawie.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...