Pokusy czasów

To jest tylko pewien pozór racji i powodów, dla których mogą być uzasadnione tęsknoty do nowego soboru. Poprzez synody biskupów i czujną pracę różnych urzędów Kościół na bieżąco prezentuje swoje zdanie dotyczące zagadnień informatycznych i biotechnologii. Cóż więcej mógłby sobór dodać ponad tę wykładnię. Azymut, Nr 3/2002

Dlaczego więc sformułowano dogmat o prymacie?
Ponieważ go kwestionowano. Pamiętajmy, że prymat ustalono w wieku XIX, po wieku XVIII, w którym silnie negowano zwierzchnictwo biskupa rzymskiego, stąd zaistniała konieczność odwołania się o jego legitymizację do całego Kościoła w osobach ojców soborowych, którzy stwierdzili, że papież posiada jurysdykcję powszechną.

Co Ksiądz Profesor sądzi o poglądach kardynałów C. M. Martiniego i K. Lehmanna, którzy uważają, że na nowo należy przemyśleć sprawę kolegialności w Kościele, a nawet wysuwają wnioski, że ta problematyka powinna stać się przedmiotem obrad kolejnego soboru.
Te opinie, a zwłaszcza kardynała Martiniego oraz innych teologów spod znaku liberalizmu filozoficzno-teologicznego, już dwadzieścia lat temu spowodowały pojawianie się postulatu zwołania nowego soboru. W konsekwencji Ojciec Święty w dwudziestolecie zamknięcia obrad drugiego Soboru Watykańskiego zwołał specjalny synod biskupów, ażeby wspólnie się zastanowić nad wartością i aktualnością poprzedniego soboru. Tenże synod orzekł, że Sobór Watykański II jest wielkim dobrem dla Kościoła, którego jeszcze nie wyczerpano.

Natomiast jeśli chodzi o weryfikację kolegialności, która dałaby większą władzę biskupom, to jest to echo wciąż, jak widać, żywego gallikanizmu, który korzeniami sięga średniowiecza i ściśle wiąże się z przeświadczeniem Kościoła francuskiego, iż jest on specjalnie uprzywilejowany i dlatego należy mu dać specjalne kompetencje. Także w Niemczech febronianizm i inne tendencje z XIX wieku szły w tym kierunku, żeby więcej władzy dać terenowym episkopatom. Czy to byłoby korzystne... nie wiadomo; pewne przesłanki wskazują, że raczej nie, gdyż są to roszczenia pewnych Kościołów, które usiłują zdobyć w ten sposób większe kompetencje, by rządzić u siebie. Kościół niemiecki i francuski pogrążony jest obecnie w ogromnym kryzysie i to bynajmniej nie z winy prymatu papieskiego, tylko episkopatów, które tam rządzą. Na Zachodzie Europy, mamy do czynienie z zastraszającą laicyzacją spowodowaną brakiem troski ze strony biskupów, i formułowane żądania nowego soboru są raczej próbą szukania winnego. Inne episkopaty tego rodzaju roszczeń nie mają...

Zwolennicy większej kolegialności są przekonani, że istnieje związek między laicyzacją a prymatem biskupa Rzymu, dotyczy to na przykład sztywnego stanowiska Papieża w kwestiach takich jak nauczanie etyki seksualnej, która ich zdaniem powinna być formułowana w inny sposób, dostosowany do warunków, w których żyją, i wtedy łatwiej byłoby powstrzymać procesy laicyzacyjne.

Episkopat niemiecki właśnie podszedł inaczej do tej tematyki i skutki tego są opłakane. Otóż niemieccy biskupi, nie wszyscy, ale w znacznej części, nie przyjęli encykliki Humanae vitae. Wydaje się to nieprawdopodobne, ale Paweł VI, będąc papieżem o niezwykle łagodnym charakterze i chcąc zapobiec kryzysowi w Kościele, nie zareagował ostro na tę niesubordynację, chociaż miał do tego pełne prawo. Będąc człowiekiem, który żył w czasach soboru, nie widzę realnej możliwości, aby zwiększenie kolegialności miało tym Kościołom pomóc w pokonaniu kryzysu. Powinny się one raczej skupić na realizacji ostatniego soboru, ponieważ do tej pory nie zrobiły tego we właściwy sposób.

Niektórzy twierdzą, że nie ma sensu realizować Vaticanum II, ponieważ już jest przestarzały.
Sobór jest dziełem kolegium następców Dwunastu Apostołów, przenikniętym działaniem Ducha Świętego, i nie starzeje się w sensie jego zużycia, dlatego wciąż jest aktualny.

Ale czasy się zmieniły.
Czasy mogą się zmieniać, ale nie starzeje się doktryna Kościoła. Istnieje niewątpliwie poważny kryzys Kościoła na Zachodzie, ponieważ zamiast bronić integralnej nauki, lokalni hierarchowie ustępują naciskom mas, by przez niedopuszczalny permisywizm złagodzić trudne prawo Ewangelii. Sądzili, że ustępując, nie dopuszczą, by ludzie od nich odeszli, a ludzie i tak odeszli. Dopasowywanie się do gustów wiernych, których jest się duszpasterzami, nie jest sposobem na zażegnanie kryzysu. Trzeba głosić prawdę Bożą w takiej formie, w jakiej faktycznie głoszona była ona przez Chrystusa.

Skoro mamy w Kościele do czynienia z kryzysem, czy taka diagnoza nie zobowiązuje do zwołania nowego soboru w celu uzdrowienia sytuacji?
Uważam, że uzdrowienie nie wymaga sięgania po środek ostateczny, jakim jest zwołanie nowego soboru powszechnego. Zbyt mało czasu upłynęło od zamknięcia ostatniego Soboru. Czyżby pojawiła się już rzeczywiście nowa problematyka, nierozwiązywalna przez istniejące zwyczajne mechanizmy Kościoła?

Pojawiły się głosy, że np. rewolucje informatyczna i biotechnologiczna stwarzają jakościowo nową rzeczywistość wymagającą specjalnej interpretacji.
To jest tylko pewien pozór racji i powodów, dla których mogą być uzasadnione tęsknoty do nowego soboru. Poprzez synody biskupów i czujną pracę różnych urzędów Kościół na bieżąco prezentuje swoje zdanie dotyczące zagadnień informatycznych i biotechnologii. Cóż więcej mógłby sobór dodać ponad tę wykładnię. Niebagatelną okolicznością jest tutaj także fakt, że ten sposób nauczania znacznie mniej kosztuje. Warto jeszcze zauważyć, że za wołaniami o nowy sobór kryje się także pewne wotum nieufności wobec tego, który może legalnie sobór zwołać, czyli papieża i wyspecjalizowanego grona jego współpracowników. Zwołany w 1995 r. Nadzwyczajny Synod Biskupów nie wyraził konieczności zwołania nowego soboru.

Dodam tylko, że oprócz wyżej wspomnianych argumentów, zwolennicy kolejnego soboru nie podają jako powodu jednej ważnej racji, której Vaticanum II nie podjęło, a mianowicie tematyki moralistycznej. Prof. F. Lelhaye, wybitny moralista belgijski, będący przez długi czas przewodniczącym soborowej Międzynarodowej Komisji Teologicznej, wywołał na ostatnim soborze przekonanie, że to nie był jeszcze odpowiedni moment na poruszanie tych zagadnień...

Czy to był błąd?
Raczej tak... Ta problematyka praktyczno-kościelna narosła, ale synody biskupów oraz urzędy kościelne na bieżąco podejmują ważkie kwestie dotyczące życia chrześcijańskiego. Nawiązując do kolegialności, to rzeczywiście w obecnym kształcie ma ona pewien słaby punkt, za którego zmianą sam optowałem, a mianowicie fakt, że jest on ciągle tylko organem doradczym, a powinien być także decyzyjnym. Są jednak pewne racje, żeby się z tym nie spieszyć. Niech to dojrzeje, ale nie ma potrzeby, by w tej sprawie zwoływać sobór, ponieważ ten problem będzie można rozwiązać w zupełności na synodzie, albo decyzją papieską, mocą której został powołany. Moim zdaniem, przeciwko konieczności zwołania nowego soboru przemawia przede wszystkim fakt, że ten ostatni jeszcze w swym bogactwie nie został odpowiednio przyswojony, chociażby w swojej rewolucyjnej nauce na temat laikatu, czy ekumenizmu oraz nauki o stosunku do religii niechrześcijańskich. Jest to wina między innymi biskupów, którzy prawdopodobnie nie odczytali dobrze nauki Soboru.

Krytycy Soboru w Polsce twierdzą, ze biskupi nie wprowadzają tych reform z obawy, by nie skończyło się to tak jak na Zachodzie.
Na Zachodzie w zły sposób wprowadzono reformy i dlatego poniosły one fiasko. Zwolennicy nowego soboru chcieli przeskoczyć ponad istniejącymi problemami i nie skorzystawszy z owoców poprzedniego Soboru, zająć się już przedwcześnie czymś nowym.

Z tego, co Ksiądz mówi, wynika, że w Kościele jest jeszcze dużo do zrobienia, ale nie ma konieczności zwoływania nowego soboru, ponieważ Sobór Watykański II nie został wciąż jeszcze zrealizowany. Czy prawidłowe wprowadzenie nauczania ostatniego Soboru jest w stanie całkowicie zabezpieczyć Polskę przed rozwojem sytuacji, z jaką mamy do czynienia na Zachodzie Europy?
Nie, ponieważ problem laicyzacji to jest ciągle problem pokusy, z którą nie dali sobie rady ludzie na Zachodzie, a teraz i my jej ulegamy, bo nie wykorzystujemy dostatecznie środków, które dał nam ostatni Sobór, a także posłanie Ojca Świętego, zawarte w pielgrzymkach do kraju.

Pokusy do czego?
Pokusy do redukowania wymagań ewangelicznych, do ułatwiania sobie życia za wszelką cenę i w każdej dziedzinie, licząc się nawet z łamaniem wymagań moralności katolickiej. I tak nie ułatwimy sobie życia w małżeństwie przez zmianę stawianych sobie wymagań, bo ono po prostu jest rzeczą trudną, tak jak i związana z nim etyka. Musimy więc uczyć się, jak sprostać tym wszystkim wyzwaniom, a nie myśleć nad tym, jak pomniejszać wymagania Ewangelii!

***


Ks. prof. dr hab. Stanisław Nagy SCJ - sercanin, profesor KUL, przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Jana Pawła II w Lublinie; wydał m.in. książki: „Kościół na drogach jedności”, „Papież z Krakowa
«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama