Bandyta bierze wszystko

Hazard, jak każde uzależnienie, zabiera wszystko: rodzinę, przyjaciół, życie. Uzależniony wpada w matnię, kradnie, podporządkowuje życie jednemu celowi. Wszystko odbywa się w zaciszu kasyn i salonów gry. Rzadko wychodzi na powierzchnię. Przewodnik Katolicki, 15 listopada 2009



Żądza pieniądza i adrenaliny

Tak właśnie robił Zbyszek, gdy zaczął wygrywać pierwsze poważniejsze pieniądze. Latem 1980 roku wraz z kolegami wyjechał po raz pierwszy na Zachód, na saksy do Wiednia. W wolnej chwili trafili na Prater, a tam do salonu z automatami. Wszyscy wrzucili po kilka żetonów, dobrze się bawili, ale Zbyszek, w przeciwieństwie do kolegów, chciał grać dalej. Nie upierał się jednak przy swoim. – Pomyślałem: wrócę tu jutro, ale sam – wspomina. Oczywiście wrócił. Wygrał 500 dolarów, poszedł na dobry obiad, zabawił się, jak mówi, nie żałował sobie niczego. Wtedy też po raz pierwszy pomyślał, że w tak krótkim czasie zarobił dużo więcej, niż pracując normalnie. Pieniądze go uszczęśliwiały. To właśnie chęć ich posiadania pchała Zbyszka, chłopaka z rodziny, w której się nie przelewało, do dalszej gry.

Mężowi Zofii chodziło przede wszystkim o adrenalinę. – Nawet gdy całą rodziną kiedyś grywaliśmy w brydża, on jedyny podchodził do tego śmiertelnie poważnie. Denerwował się, jakby była to gra o życie – wspomina. Marek, mężczyzna spolegliwy, ale jednocześnie robiący to, co chciał. Mówił jedno, ale i tak robił drugie. Tak jak z wnioskami do Państwowej Inspekcji Pracy.

Skarbonki, kradzieże i defraudacje

Gdy koledzy Zbyszka wyjechali z Wiednia, on tam został. Nie martwiło go to, że nie ma pracy – przecież znalazł swój sposób na zarabianie. Wygrane przynosiły mu ulgę, ale przegrana dawały poczucie porażki. Zawsze miał nadzieję, że wygra pieniądze, ale nie udało mu się to i wracał do domu nie tylko z poczuciem winy, ale i z długami.

Oczywiście nie przyznał się do tego, co zrobił, a jako wytłumaczenie podał historię o kradzieży dokumentów i konieczności wykupienia ich za zarobione pieniądze. Już wtedy wiedział, że grać nie powinien, ale uważał tak jedynie ze względu na konsekwencje finansowe, a nie psychiczne. Jak sam mówi: - Nie było dla mnie ważne, że przez trzy miesiące pobytu w Wiedniu praktycznie nikogo nie poznałem, że miałem 10 kg niedowagi, że w końcu oszukiwałem najbliższe mi osoby – opowiada. Wtedy postanowił, że będzie zarabiał w spółdzielni studenckiej, a grać nie będzie.

Typowe objawy fazy krytycznej: nieregularne odżywianie się, silne przeżywanie porażki i nieodparta chęć odegrania się, zaniedbywanie wyglądu zewnętrznego, składanie przysiąg abstynencji. Między tą fazą a kolejną granicę stanowi „utrata kontroli” – wszystko zostaje podporządkowane graniu. Pieniądze zdobywa się kradzieżami, jak w przypadku męża Zofii, od dzieci ze skarbonki, a w końcu poważnymi malwersacjami czy defraudacjami służbowych pieniędzy, o ile ma się jeszcze wtedy pracę.

Kocham, ale krzywdzę

Zbyszek oczywiście wrócił do grania, po miesiącu. Przepuścił pieniądze z konta dolarowego matki. Gdy się otrząsnął, bardzo to przeżywał. Ale tylko na sposób znany hazardzistom. Czy naprawdę w tym momencie czuł jakąkolwiek skruchę? Napisał listy, w którym do wszystkiego się przyznał. – Świat moich wartości został poważnie nadszarpnięty – mówi. Czuł się dziwnie, bo na chwilę otrzeźwiał, wrócił do normalnego świata, jednak na tym etapie to tylko chwilowe przebłyski. Poza grą nie ma innego życia. Później przegrywał kolejne pieniądze. Coraz częściej był zły, ograniczył kontakty z dziewczyną. Bagno wciągało go coraz bardziej, a może sam się do niego pchał i za bardzo ruszał? Gdy przegrał na automatach pieniądze przeznaczone na ślub brata, otrząsnął się i nie grał przez pięć lat.






«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama