Ten, który przejrzał

Tygodnik Powszechny 14/2011

Pytanie o sens wydarzeń, zwłaszcza tych trudnych, jest nicią przewodnią takiej postawy wobec życia, która nie chce poprzestawać na niewolniczym i bezrefleksyjnym jego przyjmowaniu.

 

Człowiek, który nie stawia sobie pytań, prowadzi życie podobne zwierzętom. Okres czterdziestu dni poprzedzających Triduum Paschalne jest czasem, który ma nam pomagać w tej refleksji, czasem uświadamiania sobie pustyni mojego życia. Dlaczego przydarza się to czy tamto: mnie samemu, mojej rodzinie, przyjaciołom, wrogom, społeczeństwu, światu?

W poprzednim „odcinku” rekolekcji pisałem, że Bóg nie rezygnuje z człowieka, także wtedy, kiedy ten nie chce w ogóle słuchać Jego Słowa, iść za Nim. I dlatego posyła rozmaite wydarzenia, które mają mnie skłonić, bym odwrócił mój wzrok, nie patrzył na ziemię i na moje własne możliwości, ale spojrzał ku Bogu. On wciąż woła i czeka, ja jednak jestem odwrócony plecami do Niego, a mimo to się nie obraża.

W relacji z Bogiem przeszkody są zawsze po mojej stronie. To, że zwracam się do Niego, także jest Jego darem. Jezus mówi: „Beze Mnie nic nie możecie uczynić” (J 15, 5). Uczniom na pytanie o sens przypowieści o siewcy przywołuje w odpowiedzi fragment z proroka Izajasza. Owszem, mówi, że ją wyjaśni, „dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby patrzyli uważnie, a nie widzieli, słuchali (...) a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili” (Mk 4, 11-12).

Nawet brak nawrócenia jest dany przez Niego i ma pewien cel. Bóg przecież nie rezygnuje z nikogo i wzywa tak, jak zwracał się do ludu Izraela: „ Pan zawołał »Izraelu!«, a Izrael zwrócił ku Niemu swe oczy”. Izraelici znaleźli się bowiem w sytuacji udręczenia, braku nadziei, wyczerpania własnych możliwości. Skoro Bóg jest Panem historii i nie zapobiegł tej konkretnej sytuacji, to – niezależnie od tego, że Jego miłość daje mi całkowitą wolność grzeszenia – zapewne po to, by doświadczywszy przekleństwa, wrócili do Niego.

Słuch i wzrok

W refleksji nad życiowym dylematem „Dlaczego?” centralne i przełomowe znaczenie ma Księga Hioba. Z jakiego powodu jest ona umieszczona w Biblii pomiędzy Księgą Mądrości a Psalmami? Być może dlatego, że stanowi właściwy pomost między próbami objęcia życia i historii rozumem, ustalenia jakichś reguł myślenia i postępowania – a wołaniem do Boga z głębi egzystencjalnego doświadczenia (Psalmy). Wołanie to ma często postać pytania i zarazem konstatacji, że Bóg jest ponad wszystkim, ponad moim rozumem, i że osobiste doświadczenie Boga w realiach życia rodzi stopniowo zaufanie do Niego, który z miłości do nas właściwie prowadzi naszą historię.

Taka była właśnie historia Hioba. Ten człowiek religijny, uczciwy, któremu dobrze się powodziło w tym życiu, wiedząc wiele o Bogu z domu rodzinnego, z kultury i praktyk religijnych, zaznał utraty wszystkiego: zabezpieczenia materialnego (trzody i domy), afektywnego (żona, dzieci, przyjaciele) i duchowego. Zapewne wołał „Boże, czemu mnie opuściłeś?”. Co więcej – trąd, którym został dotknięty, oznaczał nie tylko cierpienie fizyczne, ale równocześnie wielką samotność przez odrzucenie i odcięcie od relacji z innymi ludźmi.

Dopiero po wielkim zmaganiu, w buncie z powodu załamania się wyobrażeń o Bogu, przez poniżenie i ogołocenie z przeszkód zewnętrznych i wewnętrznych, Hiob mógł na koniec powiedzieć: „Dotąd znałem Cię ze słyszenia, teraz ujrzało Cię moje oko” (Hi 42, 5).

Dramat Hioba nie kończy się jego totalnym pognębieniem, lecz ma ciąg dalszy: Bóg uczynił życie Hioba wypełnionym, przywraca mu sens i obfitość. Na koniec czytamy: „Umarł Hiob stary i w pełni dni” (Hi 42, 17).  Są to te same słowa, jakimi Biblia opisuje zwieńczenie życia Abrahama, który po długiej wędrówce, pełnej meandrów drodze do wiary – umarł syty dni, spełniony. Człowiek spełniony to ten, w którego życiu wypełnia się obietnica Boga, gdzie wszystko nabiera sensu, a za każdym wydarzeniem widzi on rękę Boga, który jest dobry.

Bóg i stworzenie

Celem Ewangelii z IV niedzieli Wielkiego Postu jest rozbić nasze ludzkie myślenie o Bogu i o własnym życiu. Religijność naturalna – wszyscy jesteśmy nią przeniknięci – każe człowiekowi traktować wydarzenia w kategoriach winy i kary: za grzechy należy się wyrok, trzeba za nie odcierpieć karę. Dlatego zło, cierpienie, które spotyka mnie i Ciebie, jest skutkiem zła, które popełniliśmy. Bóg za dobre rzeczy nagradza, za złe karze.

Tego rodzaju mentalność jest skutkiem ulegania pokusie rozumu: musimy mieć odpowiedź, i to zgodną z naszą mentalnością i ludzkim sposobem postępowania. Uczniowie Jezusa, dalecy jeszcze od oświecenia Duchem świętym, pytają go o przyczynę ślepoty niewidomego od urodzenia: „Kto zgrzeszył, on czy jego rodzice?” (J 9, 2). Myślą, tak jak my myślimy: ktoś musi być winny zła, które się dzieje. A ponieważ nie chcemy sami być ukarani za zło, więc winnym jest zazwyczaj ktoś inny, „oni”.

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...