Naśladowcy św. Michała

Któż jak Bóg 1/2016 Któż jak Bóg 1/2016

Wiele się przez nasze łamy przewinęło przez te lata wizerunków św. Michała Archanioła. W wielu miejscach Polski i świata odnajdowali jego podobizny nasi autorzy. W „niesławnym” niegdyś Pałacu Mostowskich w Warszawie odnaleźć Michała się jednak nie spodziewałem. A jednak… Jest w Komendzie Stołecznej Policji taki gabinet, gdzie nieznanych mi wcześniej wizerunków Wodza Anielskich Zastępów znalazłem aż nadto.

 

Wielu z nich darzy św. Michała szczególnym nabożeństwem?

Powiem tak – co roku, od 14 lat, policjanci z całej Polski zbierają się w pielgrzymce na Jasnej Górze. Przybywa tam wtedy około 5 tys. funkcjonariuszy. Zbieramy się przy tablicy „Gloria Victis”, by oddać cześć mundurowym pomordowanym na Wschodzie – w Twerze, Miednoje itd. I zawsze ten zjazd przypada w weekend poprzedzający Święto Archaniołów, modlimy się też wtedy do św. Michała. Niech to będzie jakiś dowód na żywotność tego nabożeństwa.

Tak przypomina mi się jeszcze jedna policyjna modlitwa [tu ks. Józef sięga po kolejny obrazek], w której wiarę nazywa się bronią. Ale czy taka broń przydaje się na służbie?

Bardzo się przydaje. Policjanci, nie tylko w swojej pracy, ale i życiu osobistym przeżywają liczne konflikty sumienia, kryzysy duchowe. I wtedy wielu z nich zaczyna szukać oparcia. Właśnie między innymi w wierze. Na pewno jest też w funkcjonariuszach ogromny szacunek dla samej tradycji religijnej. Ja sam uczyłem się tego szacunku od nich.

Podkreślę raz jeszcze – policjant styka się ze złem tak często jak żaden inny funkcjonariusz – czy to strażak, czy strażnik graniczny, czy ktokolwiek. I konfrontuje się z tym złem nie tylko fizycznie – ogromna jest również walka z własnym stresem i emocjami. Dlatego tym bardziej policjant potrzebuje kapłańskiego wsparcia – by zachować równowagę, nie popaść ani w znieczulicę, ani nie dać się zwyciężyć stresowi, który w nim siedzi. I by jego stresujący zawód w jak najmniejszym stopniu przekładał się na życie rodzinne.

No właśnie – ze statystyk wynika, że policjanci są jedną z grup zawodowych bardziej narażonych na ryzyko rozwodu czy nadużywania alkoholu…

To prawda. Nierzadko zresztą te problemy się łączą, a alkohol staje się jedną z przyczyn rozpadu rodziny.

Ale jak ksiądz może w tego rodzaju problemach pomóc?

Od problemu alkoholowego mamy tu oprócz mnie pracowników świeckich. Moim zadaniem jest przede wszystkim nieść otuchę. Gdy przychodzi do mnie twardy, dorosły mężczyzna i zaczyna płakać, bo zostawiła go żona, dla której może nie miał czasu – proszę mi wierzyć, taki widok nie należy do przyjemności. A zdarza się jeszcze, że matki odmawiają potem ojcom-policjantom widzeń z własnymi dziećmi. Dotykamy w tym gabinecie niezwykle bolesnych spraw i ogromnym wyzwaniem jest podtrzymać człowieka w takiej sytuacji na duchu na tyle, by nie wpadł w depresję. Wiadomo, że jako kapłan nie mogę każdemu pomóc w sposób namacalny, ale mogę spróbować sprawić, by mój rozmówca wyszedł z naszego spotkania podniesiony na duchu.

A zdarza się, że któremuś z funkcjonariuszy pomaga ksiądz wyjść na prostą z jego życiem rodzinnym?

To są dla mnie najpiękniejsze chwile, gdy potem, na wspólnych opłatkach czy tym podobnych uroczystościach widzę znów całą rodzinę razem, szczęśliwą. A nieraz zdarza się nawet i na korytarzu spotkać rozmówcę sprzed wielu lat, który, z perspektywy czasu, dziękuje mi za ważne dla niego spotkanie.

A co z innymi powinnościami? Wiem, że np. w Niemczech smutnym obowiązkiem policyjnych kapelanów jest powiadamianie rodziny o czyjejś śmierci?

Mnie również zdarzało się niejednokrotnie brać udział w tego rodzaju przykrych okolicznościach, gdy chodziło o naszych funkcjonariuszy. Koncelebrowałem wówczas również nabożeństwa pogrzebowe w ich rodzinnych parafiach. To rzeczywiście smutna powinność, ale stanowi część mojej posługi. Tak samo jak otoczenie opieką rodzin zmarłych m.in. przez cykliczne spotkania z ich żonami.

Warto było spędzić ćwierć wieku na komendzie?

Ja czuję się w swojej posłudze spełniony. To było bardzo piękne 25 lat. Na rocznicę komendant i policjanci sami zorganizowali mi Mszę Świętą dziękczynną za to ćwierćwiecze. Dziękuję dziś Bogu za szacunek, jakim zostałem tu otoczony.

To co uznaje ksiądz za największy sukces w tej wieloletniej posłudze?

To że wciąż tu jestem. <śmiech> Kilka razy chciałem już odejść, przejść na emeryturę, ale komendant zawsze mi powtarza, że to podszepty Złego. Chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że wszystko ma swój czas i w końcu będę musiał tu zrobić miejsce innym.

z ks. Józefem Jachimczakiem Duszpasterzem Komendy Stołecznej Policji rozmawiał Karol Wojteczek

Ks. Józef po rozmowie odprowadził mnie do wyjścia z Pałacu… Rzeczywiście, każdy z mijanych funkcjonariuszy już z daleka krzyczał mu „Szczęść Boże”.

 

«« | « | 1 | 2 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama