Wyobrażenie Boga

Wstań grudzień-styczeń 2016

O postrzeganiu Boga przez doświadczenie choroby z panią Bożeną Pułą z Krakowa rozmawia ks. Łukasz Grzejda SCJ.

 

Pewnie już teraz umknęło to wszystko, co można by było powiedzieć po przeżyciu tylu doświadczeń związanych z chorobą, ale zapytam wprost: Jaki jest Bóg osoby chorej?

Bóg jest dla mnie po prostu wszystkim! Cokolwiek Mu powiem, to On mnie słucha. Czasami, gdy mam wątpliwości, to On mówi: „Nie bój się Bożena, wszystko będzie dobrze!”. I rzeczywiście wszystko zawsze się układa.

Od kiedy wizerunek Boga zmienił się w Pani życiu? Co było pierwsze? Odkrywanie Pana Boga? Czy dopiero dojście przez chorobę do Niego?

Byłam przykuta do wózka. Zostałam unieruchomiona. Stwierdzono u mnie zaawansowane stwardnienie rozsiane. Potem pojawiło się podejrzenie o boreliozę. Gdyby nie doświadczenie choroby, to Bóg mógłby nie stać się dla mnie wszystkim. To jakiś niesamowity zbieg okoliczności. Moja koleżanka powiedziała mi, że to głupie, co mówię. Jest to może jednak nie tyle zbieg okoliczności, bo dopiero to by było głupie, co raczej zabieg Opatrzności.

Jaka była Pani religijność? Niedzielna, czy raczej coś głębiej?

Chodziłam do kościoła, bo rodzice mi kazali, ale nie z takim nastawieniem jak teraz. Byłoby dużo gorzej, gdybym miała innych rodziców. Kazali, więc to robiłam i dzięki temu mogło się zrodzić coś więcej. A Pan Bóg na tych krzywych liniach chciał coś napisać. Bez rodziców nie byłoby tak samo.

Co się zmieniło, gdy dowiedziała się Pani o chorobie? Co było tym momentem przełomowym? Pamięta Pani taką sytuację ze swojego życia?

Pamiętam, jak się dowiedziałam, że jestem w ciąży. Pojechałam na USG i lekarz powiedział mi: „Pani jest chora! Czy jest Pani świadoma tego, że to będą bliźniaki?”. „Skoro tak Pan mówi, to wierzę” – odrzekłam. I zaczęłam się gorąco modlić do Matki Bożej Płaszowskiej. Przyjechałam do domu i wylałam swoje serce przed Bogiem: „Nie wiem, co mnie czeka. Panie Boże, niech się stanie wola Twoja. Nie moja, lecz Twoja! Będzie ciężko, ale muszę sobie poradzić. Chociaż dla moich dzieci. Dałeś mi jeszcze dwóch bodygardów, dlaczego miałabym się smucić?!”.

Kiedy widziałem Pani wózek pod konfesjonałem, to zawsze z radością wychodziłem z niego, aby Panią wyspowiadać. Czy ten sakrament dał Pani jakąś dodatkową siłę, by wytrwać?

Teraz Ksiądz bierze mój wózek i jedziemy do zakrystii. W sumie, to nie mam wielkich grzechów, ale zawsze coś sobie przypomnę. Jestem czasami niecierpliwa i za dużo powiem…

Jak osoba chora może w taki sposób mówić o Bogu? Co jest owocem tej choroby? Czy dostrzega Pani jakąś wartość na co dzień, którą daję Pan Bóg?

Skoro On to dopuścił, to tak ma być. Bardzo pragnę móc chodzić codziennie do kościoła. Mam dwóch starszych synów. Ale najlepszy jest Mikołaj. Powiedział mi ostatnio: „Mamo, zaczął się miesiąc różańcowy”. Odrzekłam mu: „Jak mnie weźmiesz, to pewnie, że pojadę”. Dla mnie to jest konkretny zabieg Opatrzności – że mam takiego Mikołaja. Które dziecko by przychodziło i chciało codziennie iść do kościoła z matką? On tego nie robi na siłę. Powiedziałby mi wtedy: „Ty już nie możesz, daj sobie spokój”. A on jednak mówi: „Mamo, jedziemy!”.

Zapytał mnie kiedyś: „Mamo, czy ty przyjdziesz na moje święcenia?”. Odpowiadam mu: „Synu, na twoje święcenia, to ja z wózka wstanę i przyjdę na «żywych nogach», nie będziesz musiał go pchać”.

Czy choroba pomaga bardziej pracować wyobraźni? Jaki ten Bóg się wtedy jawi? Jakim obrazem lub wyobrażeniem Panią zachwycił?

Pana Jezusa sobie ciągle wyobrażam. Nie widzę Go, ale staram się Go dostrzegać właśnie oczami wyobraźni. Szczególnie przywołuję sobie wizerunek Jezusa Miłosiernego: Jezu, ufam Tobie!

Kim On jest dla Pani? Ratownikiem, który wybawia z opresji? Może opiekunem, który pomoże? A może się objawia poprzez drugiego człowieka?

Objawił mi się, to znaczy rozpoznałam Go w pani Justynie, która pomaga mi ćwiczyć. Ona ciągle mnie mobilizuje i mówi: „Musisz ćwiczyć! I nie ma gadania!”. Odmawiamy razem koronkę do Miłosierdzia Bożego.

A Pan Bóg zmusza do jakiś rzeczy?

On sam wie, co jest dla nas najlepsze. Dlatego mówię do Justyny: „Rób, co uważasz za słuszne”.

«« | « | 1 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Dodaj komentarz
Gość
    Nick (wymagany lub )

    Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

    Pobieranie...