Czynił uczniów

Modlitwa Jezusa za uczniów jest pierwszym i najważniejszym wyrazem Jego poczucia odpowiedzialność za nich. Jezus nie tylko modlił się przed wyborem apostołów. Modlił się za swoich uczniów stale. Wieczernik, 159/2008



Owszem pewne radykalne „cięcia” – decyzja o pójściu za Jezusem – dokonują się na początku, ale potem do poważnych wymagań Jezus dochodzi stopniowo. Daje też wskazówki co do funkcjonowania wspólnoty – mówi o tym jak tworzyć wspólnotę (J 15, 1-17), jak zwracać sobie uwagę (Mt 18, 15-16; Łk 17, 3-4) i jak istotne jest przebaczanie (Mt 5, 23-24).

Już przy takim dość pobieżnym przyjrzeniu się relacjom łączących Jezusa z Jego uczniami widać, ile możemy się od Niego nauczyć. Jeżeli chcemy czynić uczniów – tak jak On – musimy najpierw modlić się za nich. Jeszcze zanim ich poznamy. Musimy dzielić z nimi życie – oni powinni na przykład widzieć naszą modlitwę, powinni uczyć się jej od nas. Przyglądając się temu jak Jezus formował swych uczniów dochodzę do wniosku, że nie da się tu niczego nauczyć teoretycznie. Jeżeli jako animator chcę, aby osoby uczestniczące w spotkaniach mojej grupy stały się odważnymi ewangelizatorami, najpierw muszę sam im pokazać jak ja ewangelizuję.

Jeżeli chcę, by ci ludzie żyli Słowem Bożym, najpierw sam muszę Nim żyć – a oni muszą to zobaczyć, nie tylko o tym słyszeć! Ważne jest przekazywanie wiedzy, ale ważniejsze świadectwo życia i połączenie nauczania z tym świadectwem. Mam prawo stawiać uczestnikom mojej grupy czy kręgu wymagania – ale nie wszystkie od razu, nie wolno mi przytłoczyć ich nakazami, których nie są w stanie wypełniać. Muszę też być otwarty na ich pytania – oni nie mogą wstydzić się i bać zadawania pytań, nawet po raz n-ty.

Jestem odpowiedzialny za tych, których prowadzę drogą formacji – mam dbać nie tylko o ich posługę i wynajdować im różne zadania (i najpierw powiedzieć jak je wykonać), ale mam też zadbać o ich wypoczynek, pilnować, aby nie byli przeciążeni. I muszę mieć czas na wysłuchanie ich – zarówno gdy chcą mówić o problemach, jak i wtedy, gdy chcą dzielić się radością z wykonanej posługi. Mam jasno ukazać im cel – zbawienie – i nie wolno mi mamić ich obietnicami raju na ziemi. No i wskazówki co do budowania wspólnoty muszą opierać się na mocnym fundamencie – skoro Jezus kazał nam miłować się tak, jak On nas umiłował (J 13, 34; J 15, 9; J 15,12), przykład miłości powinien płynąć od animatora…

Warto pamiętać też o innej kwestii. Trzy lata formacji, trzy lata chodzenia za Jezusem i z Jezusem nie uczyniły z uczniów chodzących ideałów. Zdarzało się, że nie rozumieli Go (nawet się denerwował – Mt 16, 23; Mk 8,33), bywali zadufani w sobie (Mt 20, 20-22), nie potrafili Mu zaufać (Mt 14, 30; Łk 8, 22-25), nie przywiązywali wagi do Jego próśb (Mt 26,40; Mk 14, 37), ten, który zaklinał się, że przy Nim wytrwa, wyparł się trzykrotnie, jeden z najbliższych wydał Go oprawcom, a na koniec wszyscy Go opuścili (Mk 14, 50).

Również później, kiedy już nieśli Ewangelię w świat, nie byli ideałami, nawet kłócili się miedzy sobą (Dz 15, 37-40). Skoro to wszystko przydarzyło się samemu Jezusowi, tym bardziej jest prawdopodobne, że może się przydarzyć nam. Dlatego sadzę, że podejmując zadanie czynienia uczniów warto się liczyć z wszelkimi ograniczeniami ludzkiej natury – własnej i cudzej.

Odchodząc do nieba Jezus nie pozostawił uczniów samych. Dotrzymał danej wcześniej obietnicy – Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem (J 14, 26). Jeżeli usłyszeliśmy Słowo i zapadło ono w nasze serce, jeżeli Nim żyjemy odważmy się zawierzyć obietnicy – i czyńmy uczniów.

*****

Inspiracją dla tego artykułu był wykład Larry’ego Thompsona wygłoszony podczas Kongregacji Odpowiedzialnych Ruchu Światło-Życie.




«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama