Uśmiech niebios

Jest 23.50, koniec lipca. W Polsce o tej porze jest bardzo ciemno. Ale tu, w Jakucku, niecałe 500 km na południe od koła podbiegunowego, niebo jedynie delikatnie różowieje. Jutro lecę na północ, do Batagaju w Górach Wierchojańskich, jednego z najzimniejszych miejsc półkuli północnej. Przegląd Powszechny, 12/2007




Lisa ma tylko 27 lat, ale teraz ma w sobie coś ze starej, zrezygnowanej kobiety. Jej skośne oczy o intensywnie zielonej barwie matowieją. Jednak tylko na moment. Za chwilę rozjarzają się dziwnym blaskiem.

– Zobacz, ta chmura wygląda jak anioł – szepcze.

***

Samolot odwołano. Burza w Górach Wierchojańskich. Jeszcze jeden dzień w Jakucku. Następnego dnia wszystko w porządku, wsiadam do starego An-25. Startujemy z nieznacznym opóźnieniem. Patrzę z góry na Lenę, która pod Jakuckiem ma 10 km szerokości, i na drewniane domki, które mnie tak zdziwiły, gdy zobaczyłem je po raz pierwszy z okna samolotu w zeszłym roku. Do głowy mimowolnie przychodzą mi myśli o częstych katastrofach lotniczych w północno-wschodniej Syberii. Najlepszym rozwiązaniem wydaje się drzemka. Jak człowiek śpi, to nie czuje, że się boi.

Budzę się na kilkanaście minut przed lądowaniem. Wyglądam przez okienko, szukając pasa startowego. Bezskutecznie. Jednak samolot wyraźnie obniża lot. Pasa dalej nie widać. Ostatecznie lądujemy na pasie ubitej ziemi w środku tajgi. Chociaż to jeszcze lipiec, i południe, temperatura na tym leśnym lotnisku wynosi tylko +8 stopni C. Na końcu polany czeka na mnie Nadia, pracownica lokalnej administracji. Nadia jest młodziutka i zgodnie z modą ubrana w koszulkę odsłaniającą brzuch. Nie przeszkadza jej niska temperatura, dla niej to prawie upał. Zimą temperatura spada tu czasami do -70 stopni C (-60 stopni C to norma).

Po dwóch dniach pobytu w Batagaju wyruszam w góry wraz z ekspedycją biologów z Uniwersytetu w Jakucku. Co jakiś czas spotykamy w tajdze tzw. szamańskie drzewa.

Szamanizm, używając sobie tylko właściwego systemu pojęciowego, wypracował bardzo rozbudowane techniki umożliwiające jednostkom o szczególnych predyspozycjach kontrolowane podróże w głąb czegoś, co współczesna zachodnia psychologia głębi nazywa archetypową nieświadomością zbiorową. W opisie tych podróży używa się symboliki Dolnego, Środkowego i Górnego Świata oraz axis mundi – kosmicznej osi łączącej je. Axis mundi należy do mistycznej architektury kosmosu. Jednakże różne realnie istniejące obiekty mogą ją symbolizować i aktualizować. Tak pojmowaną axis mundi może stać się np. jakucki koniowiąz, centralny filar jurty czy też drzewo w tajdze, zwykle brzoza. Szamańskie podróże między światami możliwe są tylko dzięki owej osi, dlatego wszystkim rytuałom z nimi związanym musi towarzyszyć jej symbolika. Odprawia się je np. w bezpośrednim sąsiedztwie drzewa, koniowiązu itp. Drzewo, przy którym taki obrzęd miał miejsce, staje się obiektem sakralnym. Miejsce, gdzie mistycznie została przerwana granica między światami, jest odtąd miejscem szczególnym. Podobny sposób postrzegania mistycznej rzeczywistości odnajdujemy w Biblii w opowieści o śnie Jakuba. Patriarcha śni o drabinie, po której wstępują i zstępują aniołowie. Drabina to kolejny symbol osi kosmicznej (symbolika ta, choć typowa dla szamanizmu, wykracza poza niego i odnajdujemy ją we wszystkich religiach). Po przebudzeniu Jakub uznaje, że kamień, na którym trzymał głowę podczas snu, jest miejscem, gdzie została przerwana granica między światami i uznaje go za święty. By to wyrazić, namaszcza kamień oliwą.


«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama