Ewangelia się przestarzała?

Kościół od samego początku starał się przekonywać tych wiernych, którym małżeństwo się nie udało, żeby takich furtek nie szukali, ale żeby raczej starali się swoje trudne małżeństwo ocalić, a w przypadku kiedy ono się rozpadło, żeby podjęli krzyż życia w samotności. W drodze, 6/2007




Teraz spójrzmy na naukę Ewangelii na temat rozwodów. Jest jednoznaczna aż do bólu: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo” (Mk 10,11).

Na kartach Nowego Testamentu nauka ta powtórzona jest jeszcze w paru innych sformułowaniach. „Tym zaś, którzy trwają w związkach małżeńskich – pisał apostoł Paweł – nakazuję nie ja, lecz Pan: żona niech nie odchodzi od swego męża. Gdyby zaś odeszła, niech pozostanie samotną albo niech się pojedna ze swym mężem. Małżonek również niech nie oddala się od żony” (1 Kor 7,l0n; por. Rz 7,2n; 1 Kor 7,39).

Nie trzeba było czekać aż do naszych czasów, żeby ta nauka zaczęła się wydawać wielu ludziom nieżyciowa. Słuchacze Pana Jezusa, którym przypomniał, że nierozerwalność małżeństwa jest od samego początku jednoznaczną wolą Bożą (por. Mk 10,6), byli przecież przyzwyczajeni do instytucji rozwodów, bo prawo Mojżeszowe je dopuszczało. Toteż nawet apostołom wyrwał się wtedy okrzyk niepokoju, czy tę naukę da się w pełni wprowadzić w życie: „Jeżeli tak ma się sprawa człowieka z żoną, to nie warto się żenić!” (Mt 19,10).

Również starożytne prawa państwowe dopuszczały rozwody, toteż w pismach Ojców Kościoła znajdziemy mnóstwo przypomnień, że chociaż prawa ludzkie na nie zezwalają, to my, chrześcijanie, powinniśmy się tu kierować prawem Bożym.

Zacznę od świadectwa, które w roku ok. 152 umieścił św. Justyn w swojej obronie chrześcijaństwa, skierowanej do pogańskiego cesarza Antonina Piusa: „Ci, którzy na mocy prawa ludzkiego zawierają drugie małżeństwo, są – w rozumieniu naszego Mistrza – grzesznikami” (Apologia I 15,5).

Skupmy się jednak na świadectwach Ojców, żyjących w czasach, kiedy państwo było już chrześcijańskie, a mimo to jego sądy, podobnie jak w czasach pogańskich, nie zaprzestały orzekania rozwodów. I tak w roku 382 św. Grzegorz z Nazjanzu prosił ojca, który, chociaż chrześcijanin, zabiegał o rozwiązanie małżeństwa swojej córki, „by nie pieczętował rozwodu, który nie zgadza się z naszymi prawami, choćby prawa rzymskie inaczej rozstrzygały” (List 144).

„Nie zarzucajcie mi – tłumaczy wiernym w Antiochii kilka lat później św. Jan Złotousty – że prawa cywilne pozwalają wam dokonać rozwodu i opuścić żonę. Nie według tych praw Bóg was będzie sądził w wielkim dniu Sądu, ale według praw, jakie sam ustanowił” (O małżeństwie 2,1).

«« | « | 1 | 2 | 3 | » | »»

aktualna ocena |   |
głosujących |   |
Pobieranie.. Ocena | bardzo słabe | słabe | średnie | dobre | super |

Pobieranie... Pobieranie...

Reklama

Reklama

Reklama